Belgia: autostopem do Damme, czyli droga jest celem

Tak jakoś wyszło, że nigdy w życiu nie jechałam autostopem. Nie wiem w sumie dlaczego, bo zawsze podejrzewałam, że to może być fajne. W maju tego roku wreszcie się ogarnęłam i w mieszanej polsko-węgierskiej ekipie ruszyłyśmy w Belgię 🙂 Odwiedziłyśmy Gandawę, Brugię i Damme, ale tym razem (jeszcze bardziej niż zwykle) to droga była celem. To był bardzo pozytywny dzień, bo nie dość, że nikt nas nie porwał ani nie zamordował, to spotykałyśmy samych ciekawych ludzi, którzy chętnie zgarniali nas z pobocza 🙂

Szykowałyśmy się jak na wojnę. Podstawa to wybranie odpowiedniego miejsca do łapania stopa. Przy wsparciu hitchwiki ustaliłyśmy, że trzeba udać się na północno-zachodnią wylotówkę z Brukseli. Uzbrojone w odpowiednie tabliczki z nazwami miejscowości, do których chciałyśmy dotrzeć, z zapasami jedzenia, pełne nadziei, skoro świt udałyśmy się na stanowisko. Tak, mamo. Mam zamiar łapać stopa w tej strasznej Belgii, gdzie terroryści biegają po ulicach, a uchodźcy polują na białe kobiety.

1lapiemy-stopa

Byłyśmy we trzy, świadome tego, że nie jest łatwo łapać stopa w trzyosobowej grupie. W zasadzie dopuszczałyśmy nawet do siebie myśl, że będziemy stać jak te kretynki na poboczu przez długie godziny, spoglądając błagalnie na każdy przejeżdżający samochód. W tym miejscu chciałabym przedstawić moje dwie współtowarzyszki, a właściwie użyć ich imion, bo dziewczyny pytały, czy dostąpią zaszczytu wystąpienia w relacji i czy padną ich imiona. No więc proszę bardzo: Zoé i Tünde. Uczcie się polskiego, dziewczyny, bo ja się węgierskiego na pewno nie nauczę 😉 Opanowałam jedynie jedną frazę, ale za to jaką:

Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát

a więc: Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki. Ewentualnie do autostopu. No, ale wracając na brukselskie pobocze, gdzie tkwimy pełne nadziei i niepokoju…

stop

Pierwszy kierowca zatrzymał się po dziewięciu (!) minutach. Wydało nam się to jakimś nieporozumieniem – przecież to niemożliwe, żeby zatrzymał się dla nas (potem dopiero miałyśmy przekonać się, że 9 minut to wcale nie jest rewelacyjny czas). Samochód stał jednak kilkadziesiąt metrów dalej, a my toczyłyśmy zawzięte dyskusje – może on jednak na nas czeka? Wątpliwości rozwiały się, kiedy kierowca wysiadł i zaczął wymontowywać fotelik dziecięcy z tylnego siedzenia. Gestem przywołał nas do siebie. My nawet przy łapaniu stopa potrzebujemy specjalnego zaproszenia!

Nasz pierwszy kierowca, jak się okazało, był brazylijskim dziennikarzem sportowym mieszkającym w Portugalii, który obecnie zajmuje się piłką nożną, ale wcześniej specjalizował się w siatkówce. Jako że siatkówka jest mi bardzo bliska (nie raz i nie dwa zarywałam noce, aby oglądać mecze, a wszystkich kryzysów kardiologicznych jakie przeżyłam dzięki naszym reprezentacjom nie jestem w stanie zliczyć), temat do rozmowy znalazł się sam. Nasz kierowca jeździł na mecze z reprezentacją Brazylii, doskonale pamiętał mecze Polski z Brazylią na Mistrzostwach Świata w 2014 r. („ale nas wtedy zlaliście” – sam tak powiedział!) i dobrze znał byłego trenera Canarinhos Bernardo Rezende. Poza tym miłym panem miałyśmy przyjemność podróżować:

  • z tancerzem specjalizującym się w tańcu, o którym nigdy nie słyszałam, a który jechał do Brugii do lekarza, aby zaszczepić się przed wyjazdem do RPA, gdzie miał występ ze swoim zespołem (Gandawa-Brugia);
  • ze starszym niezwykle sympatycznym małżeństwem, które zatrzymało się jakieś 30 sekund po tym, jak zaczęłyśmy łapać stopa. Kiedy pani dowiedziała się, że jestem z Polski, zaczęła opowiadać o swojej synowej, która jest Litwinką i wychwalała pod niebiosa litwińskie kobiety (Brugia-Damme);
  • z miłą panią mieszkającą w Wielkiej Brytanii oraz z jej córką. Pani była w Polsce w Częstochowie, na dodatek kojarzyła organizację, w której jestem wolontariuszką (L’Arche Bruksela), mało tego – okazało się, że zna niektóre osoby, z którymi współpracujemy (Damme-Brugia);
  • z równie miłą panią, która jechała do sklepu załatwić ostatnie sprawunki przed komunią córki (Brugia-Oostkamp)
  • z mało komunikatywnym panem, któremu kilka tygodni temu urodziło się dziecko, które z jakiegoś powodu odwiózł do rodziców do Brugii i który zatrzymał się zanim jeszcze zdążyłyśmy zająć strategiczne pozycje przy drodze (Oostkamp-Gandawa)
  • z wyluzowaną, młodą dziewczyną, która mieszkała w Brukseli, a w Gandawie spotkała się ze znajomymi (Gandawa-Bruksela).

Dzięki wszystkim tym osobom udało nam się zajrzeć na chwilę do Gandawy i Brugii, o których jednak nie będę tu pisać, bo zrobiłam to już wcześniej 🙂 Chętnie jednak napiszę parę słów o Damme, bo to taka mała, urokliwa mieścina, o której mało kto słyszał.

Damme – miasteczko antykwariatów

Damme to miasto położone w prowincji Flandria Zachodnia, oddalone o około 8 kilometrów od zawsze obleganej przez turystów Brugii. W przeszłości Damme miało dostęp do morza, kwitł tu handel, Karol Śmiały poślubił Małgorzatę z Yorku, a holenderscy poeci pisali swoje utwory, o których nigdy nie słyszałam. Dziś sława i chwała przeminęły, ale pozostał święty spokój, malownicze uliczki, zielone pola i kanał, nad którym chce się spacerować.

 

6
Wiatrak Schellemonen z 1867 roku

7819

 

Od dwudziestu lat miasteczko nosi dumny tytuł Booktown, a więc miasta książek (a raczej księgarni). Znajduje się tu dziewięć sklepów z książkami – antykwariatów, specjalizujących się w różnych dziedzinach. Organizowane są też kiermasze i różnego rodzaju imprezy okołoksiążkowe.

914

Okolica jest rajem dla rowerzystów, znajduje się tu sporo dobrze przygotowanych tras. W samym miasteczku warto zwrócić uwagę m.in. na ratusz, który został wybudowany za pieniądze z podatku od beczek ze śledziami. Przed ratuszem znajduje się pomnik trzynastowiecznego poety flamandzkiego Jacoba van Maerlanta, który mieszkał w Damme. W miasteczku warto zajrzeć także do kościoła Najświętszej Marii Panny z wieżą widokową (wstęp płatny).

pomnik
Pomnik Jacoba van Maerlanta
kościół w tle
Uroczy domek, w tle kościół najświętszej Marii Panny
kościół 2
Kościół z cmentarzem

W tak miłych okolicznościach aż prosi się o zjedzenie czegoś dobrego… Na przykład nieprzyzwoicie smacznego naleśnika z czekoladą i gruszkami 🙂 Polecam naleśnikarnię przy rynku głównym, ślinka cieknie mi nawet teraz.

15

Nasz pobyt w Damme był tak naprawdę tylko pretekstem do tego, aby w końcu spróbować autostopu. Okazało się, że to wcale nie jest takie straszne, wprost przeciwnie – to był jeden z bardziej pozytywnych wyjazdów. Nieraz słyszałam, że Flamandowie są zamknięci w sobie i zdystansowani, na szczęście w naszym przypadku to się nie sprawdziło. Polecam Damme i polecam autostop w Belgii  🙂

121316172021

Zapisz

Dodaj komentarz