Belgia: Dinant jak z pocztówki

dinant_male

Napisałabym, że Dinant to małe belgijskie miasteczko słynące z pocztówkowego widoku. Ale nie jestem pewna, czy o mieście, o którym prawie nikt nie słyszał, można powiedzieć, że z czegoś słynie. Załóżmy jednak, że można, bo muszę przecież jakoś zareklamować tę sympatyczną mieścinę.

Dinant położone jest na południu Belgii, u podnóża Ardenów, aspirujących do miana gór. Ich średnia wysokość to 500-600 m.n.p.m. Na razie jednak skupmy się na urokliwym miasteczku, jakim jest Dinant, a ofensywę w Ardenach zostawmy na przyszły rok.

Miasto założyli Rzymianie, a jego nazwa pochodzi od imienia bogini łowów – Diany. W średniowieczu rozwijała się tutaj sztuka wyrobów metalowych. W czasie obu wojen światowych Dinant bardzo ucierpiało. W ogóle ludzie nie mieli tu łatwego życia, bo było to miasto położone w strategicznym miejscu, tak więc często było napadane i grabione. W końcu wybudowano tutaj cytadelę, która przetrwała do dziś i stała się celem naszej wędrówki.

Ale po kolei. Będzie dużo zdjęć i trochę mniej tekstu. Szanuję wasz czas 🙂

Na dobry początek klasyczny widok, który wyskoczy Wam po wpisaniu „Dinant” w  googla. Ta rzeczka to Moza, która bierze swój początek we Francji, płynie przez całą Belgię, a kończy żywot w Holandii, gdzie wpada do Morza Północnego.

klasyczny-widokmost-z-flagami

Jak widać, słońca nie było. Był za to wiatr i okrutny ziąb. Doceniam fakt, że nie padało. Witajcie  Belgii!

na moście.JPG

Ten kościół, co tam widać w tle na zdjęciach powyżej, to kościół Notre Dame. Ciężko mi napisać o nim coś więcej niż to, że fajnie wygląda na tle klifu.

Źródła podają zgodnie, że w Dinant urodził się Adolphe Sax, wynalazca saksofonu. Niestety wygląda na to, że wynalezienie saksofonu nie daje gwarancji dostatniego życia, gdyż Sax dwukrotnie bankrutował. Dinant świetnie wykorzystało jednak  okazję i promuje się jako miasto saksofonów. Można je znaleźć w wielu zakątkach miasteczka.

saksofon-2saksofon

Ślady na chodniku zaprowadziły nas do Domu Saxa, a więc miejsca, w którym urodził się wynalazca saksofonu. Dziś znajduje się tam ekspozycja, szumnie nazywana muzeum. Jest to niewielka salka, w której można zapoznać się z historią saksofonu. Jest za darmo i jest tam ciepło.

Przed muzeum znajduje się pomnik głównego sprawcy zamieszania – Adolphe’a Saxa. Nie mogło obyć się bez selfie. Dodatkowo jako uczynni wolontariusze podzieliliśmy się z biednym Adolphem czapką i szalikiem. Siedzi tam i marznie, niech ma.

adolphe-sax-selfiew-ubraniu

Spotkaliśmy też pomnik postawiony dla uczczenia pamięci ofiar I i II wojny światowej. Pomnik na drugim zdjęciu ma symbolizować geniusz cywilizacji triumfujący nad błędami. Czy coś w ten deseń. W sumie nie jest to aż tak istotne, i tak ten klif w tle jest ładniejszy.

pomnikpomnik-2

Na zmęczonych turystów czekają takie krzesła:

krzesla

Gwoździem programu miała być wizyta w cytadeli, ale okazało się (jak to zwykle bywa), że droga była ciekawsza niż sam cel. Zwłaszcza, że celu w zasadzie nie osiągnęliśmy, bo ta przyjemność kosztowała całe 8 euro. Będzie na gofry.

kosciol-w-dinantstary-amfiteatrekipa

Do cytadeli można się dostać wchodząc schodami po ponad 400 stopniach lub wjeżdżając ponad 50-letnią kolejką linową. My wybraliśmy trzecią opcję – wleźliśmy przez las, dzięki czemu doświadczyliśmy namiastki trekkingu w namiastce gór.

nasz-trekkingdinant-z-goryekipa-prawie-w-komplecie

Cytadela została zbudowana przez Holendrów w 1818 r. W czasie I wojny światowej zajęli ją Niemcy, którzy przy okazji zniszczyli miasto w 80%. Podczas II wojny światowej miasto również było okupowane przez Niemców, ale w 1944 r. po trzydniowych walkach cytadela została odbita przez aliantów.

ktoredy-do-cytedelicytadela-2

Odnalezienie cytadeli było chyba największą atrakcją całego wyjazdu… Kiedy błąkaliśmy się po lesie, nieoczekiwanie znaleźliśmy się w samym środku konfliktu zbrojnego. Wkroczyliśmy na teren gry w airsoft, czyli taki jakby paintball. W pierwszej chwili, kiedy zobaczyłam grupę gości z karabinami, czy jak to się tam fachowo nazywa, ubranych jakby właśnie szykowali się na front, nie byłam pewna, czy oni tak na serio czy tylko się bawią. Zapytaliśmy ich mimo wszystko którędy do cytadeli, a oni pokierowali nas odpowiednio i udzielili kilku istotnych wskazówek, z których najistotniejsza brzmiała: nie rozdzielajcie się, idźcie w grupie i to szybko. Wzięliśmy sobie to do serca, mimo że obiecywali, że nie będą strzelać. Słowa dotrzymali, dzięki chłopaki za wstrzymanie ognia! Szczęśliwie udało nam się dotrzeć do cytadeli.

cytadela-kawalekcmentarz

Zobaczyliśmy tylko kawałek cytadeli, gdyż nie bardzo uśmiechało nam się płacić 8 euro za coś, co i tak mniej więcej widać i bez płacenia. Przy wejściu do cytadeli znajduje się mały cmentarz. Nie jestem w sumie pewna, ale obstawiam, że są tam pochowani obrońcy tej twierdzy.

W Belgii nie da się nie jeść słodyczy. Może nie mają dobrego chleba, ale na słodkościach naprawdę się znają. Dinant słynie podobno z ciasteczek o bardzo wymyślnych kształtach, których co prawda nie jadłam, ale na pewno by mi smakowały. Jadłam za to tartę ze zdjęcia poniżej. Dała radę.

tartaciastlatartyslodycze

Dinant to mała mieścina, w sam raz na jeden dzień (a nawet i pół) zwiedzania. Ja się cieszę, że mogliśmy spędzić trochę czasu na tak zwanym łonie natury. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie było tak okrutnie zimno i szaro, no ale cóż. Belgia.

1-saksofon2-jesien3-na-szlaku5-skrzynka-na-listy6-na-moscie7-dinant

4 myśli na temat “Belgia: Dinant jak z pocztówki

  1. Ale pięknie! Świetna relacja! 🙂 I tak sobie myślę, że jeśli „mała mieścina” tak potrafi w bycie ładną i turystycznie atrakcyjną, to jak wyglądają większe miasta…? Świetna sprawa. Życzę mnóstwa fantastycznych podróży i odkrywania kolejnych takich perełek! 🙂

  2. Jak na mało znane miasteczko Dinant jest przeurocze. Wygląda jakby tylko czekało na falę turystów, które będzie doceniać te małe atrakcje, ślady w chodniku, saksofony, wejście na cytadelę, i ten nieziemski widok…
    P.S. taką ładną czapkę oddałaś? Poznałam, że to Twoja 🙂

Dodaj komentarz