Belgia: Brugia – slalomem między turystami

BRUGIA

Brugia to mój absolutny numer jeden w zestawieniu miast, które kocham i których nienawidzę jednocześnie. Z jednej strony trudno się nie zachwycać wąskimi uliczkami, kolorowymi fasadami domów, siecią kanałów, zaułkami, w których można się pogubić. Z drugiej strony – czar tego miasta trochę pryska, kiedy trzeba walczyć o przetrwanie w tłumie turystów. W końcu jest to jedno z najczęściej odwiedzanych miast w Europie… Mimo wszystko jednak uważam, że warto tam zajrzeć i spróbuję pokazać Wam, dlaczego.

Czytaj dalej „Belgia: Brugia – slalomem między turystami”

Belgia: niebieski las Hallerbos

Niebieski lasHALLERBOS

O niebieskim belgijskim lesie wyczytałam gdzieś w internecie, potem ktoś mi o nim powiedział, a w kwietniu wszyscy mówili już tylko o tym. Byłaś? Jedziesz? Hiacynty już zakwitły? Ok, trzeba poczekać jeszcze tydzień. Zdążyłam w ostatniej chwili, kiedy część kwiatów już przekwitła. Ale i tak było ładnie, bo las i kwiatowe dywany to niezawodne połączenie.

Czytaj dalej „Belgia: niebieski las Hallerbos”

Maroko: przedsionek piekła w Marrakeszu

piekielny-marrakesz (2)

Marrakesz – serce Maroka, mekka backpackerów, miasto tętniące życiem, absolutne must see, trzeba jechać, trzeba się zachwycić. Tak pisali, a ja uwierzyłam. I trafiłam w sam środek największego bazaru, jaki w życiu widziałam. Bazaru, który cię pochłonie, osaczy, omami zapachami i kolorami, a na koniec weźmie jako zakładnika. Bo medyna w Marrakeszu to nie przelewki – niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto tu był, i nigdy nie zgubił się w jej wąskich uliczkach i ciasnych zaułkach. Kultowy Marrakesz? Dla mnie raczej przedsionek piekła, ale spróbuję wykrzesać z siebie nieco entuzjazmu. W końcu już tam byłam, czyli nie muszę tam wracać.

Czytaj dalej „Maroko: przedsionek piekła w Marrakeszu”

Francja: u miłych Francuzów w Lille

VILLE delille

Lille to francuskie miasto położone około 20 km. od granicy z Belgią. Warto tu przyjechać, aby zobaczyć XVII-wieczne stare miasto lub pobłąkać się po zakamarkach cytadeli. Mieści się tu m.in. największe (oprócz Luwru) francuskie muzeum sztuki. Gdzieś wyczytałam (nie pamiętam już teraz, gdzie), że tutejsi Francuzi uważani są za sympatyczniejszych niż ci z głębi kraju… Być może jednak ostatnio można usłyszeć o Lille raczej w kontekście zamieszek, rozruchów i imigrantów. Nie będę zaprzeczać – czasem czułam się jak w Afryce lub na Bliskim Wschodzie, ale pojechałam tam sama, przeżyłam i podobało mi się.

Czytaj dalej „Francja: u miłych Francuzów w Lille”

Maroko: migawki z Essaouiry

logo

Przed wyjazdem do Maroka rozpytywałam tu i tam, gdzie jechać, co zobaczyć, jak żyć. Znajomi i nieznajomi byli zgodni – do Essaouiry jechać warto. Nie tylko można tam napatrzeć się na jeden z najbardziej znanych marokańskich widoków – starówkę otoczoną murami umiejscowioną na klifie, ale także jest szansa na zamoczenie tyłka w wodach oceanu. Wąskie uliczki starego miasta kryją kolorowe malowidła, a ludzie nie są tu aż tak inwazyjni jak w Marrakeszu.

Czytaj dalej „Maroko: migawki z Essaouiry”

Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie

rabat-1-dzien

Moje pierwsze kroki na afrykańskim kontynencie stawiałam właśnie w Rabacie. To tutaj po raz pierwszy zgubiłam się w zatłoczonych uliczkach medyny i podziwiałam błękitne zaułki kasby. Tu zjadłam mój pierwszy marokański tadżin zdobywając szlify w trudnej sztuce negocjacji ze wszystkimi o wszystko. Tutaj też, pierwszego dnia pobytu w Maroku, zrozumiałam, że to nie będzie łatwy wyjazd. Dlaczego? Czytajcie dalej.

Czytaj dalej „Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie”