Główny Szlak Beskidzki w stylu mozolnym, część 2: Jaworzyna Krynicka – Wołosate

Druga (i ostatnia) część relacji z przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego poleca się do przeczytania! Tym razem czekają na Was perfidne pagórki Beskidu Niskiego (najpodlejszego z Beskidów), dwie burze, bieszczadzkie połoniny i to co zawsze: kryzysy, ulewy i błota! Zapraszam na wspólny spacer do czerwonej kropki w Wołosatem!

Czytaj dalej „Główny Szlak Beskidzki w stylu mozolnym, część 2: Jaworzyna Krynicka – Wołosate”

Główny Szlak Beskidzki w stylu mozolnym, część 1: Ustroń – Jaworzyna Krynicka

Zapraszam na szczegółowy opis mozołu na Głównym Szlaku Beskidzkim – dzień po dniu, krok po kroku, kryzys po kryzysie. O wszystkich ulewach, ostrych podejściach i niekończących się zejściach, a także o tłustych schroniskowych kotach spotkanych gdzieś między Ustroniem a Jaworzyną Krynicką przeczytacie poniżej!

Czytaj dalej „Główny Szlak Beskidzki w stylu mozolnym, część 1: Ustroń – Jaworzyna Krynicka”

Zew mozołu, czyli jak przejść Główny Szlak Beskidzki bez wspomagania się kondycją

Jeśli któregoś dnia na ulicy zaczepi Was człowiek i rzuci: ej, chodź ze mną na Główny Szlak Beskidzki, będzie fajnie! – nie wierzcie mu. Jeśli natomiast powie: będzie mozół, będzie ciężko, będziesz umierał – idźcie z nim, gość wie, co mówi! Zapraszam na szlak, na którym można upodlić się jak mało gdzie! O tym, jak przygotowywałam się do tego szacownego mozołu, ile razy dziennie umierałam, o kryzysach i przypływach mocy, szczytach przynoszących chwałę i tych budujących charakter przeczytacie poniżej!

Czytaj dalej „Zew mozołu, czyli jak przejść Główny Szlak Beskidzki bez wspomagania się kondycją”

Kazachstan: niepraktycznie, chaotycznie, subiektywnie. Zbiór przypadkowych myśli.

Zapraszam na pierwszy z serii „kazachskich wpisów”. Dlaczego Kazachstan? Jak to jest zyskać i stracić status gwiazdy? Czy mąż może zostać w Polszy, podczas gdy żona przemierza kazachskie stepy? Ile miseczek czaju z mlekiem można wypić w czasie jednego śniadania? Zapraszam do lektury zbioru luźnych myśli, jakie wpadały mi do głowy w trakcie i po zakończeniu kazachskich mozołów.

Czytaj dalej „Kazachstan: niepraktycznie, chaotycznie, subiektywnie. Zbiór przypadkowych myśli.”

Sycylia: ciao Etna, mozół wkracza na wulkany!

Zaczęło się od Etny. Miałam wpaść na chwilę na Sycylię tylko po to, żeby wleźć na wulkan. Potem zrobił się z tego dłuższy pobyt i objazd wyspy, ale Etna pozostała priorytetem. Towarzyszyła nam od początku do końca, choć wcale nie była dla nas łaskawa. O mozołach w wulkanicznych wyziewach, kondycji, która kończy się na 2700 m.n.p.m. i księżycowym krajobrazie Etny czytajcie poniżej.

Czytaj dalej „Sycylia: ciao Etna, mozół wkracza na wulkany!”

Sycylia: kulinarny trekking, czyli wejście na Pizzo Carbonara

Kiedy tylko przeczytałam, że drugi najwyższy szczyt Sycylii nazywa się Pizzo Carbonara, cel był jeden: znaleźć i zjeść… wróć! Znaleźć i zdobyć oczywiście! Niecałe 2000 m.n.p.m. carbonary to miły i przyjemny spacerek, bez żadnych większych wyzwań, ale za to z pięknymi widokami. Zapraszam na górsko – kulinarną ucztę w sercu Sycylii!

Czytaj dalej „Sycylia: kulinarny trekking, czyli wejście na Pizzo Carbonara”

Sycylia: prowokacja udana, Monte Cofano zdobyte!

Prowokacja się udała. Sycylijskie Monte Cofano wyrosło prosto z morza i piętrzyło się dumnie, prezentując nam swoją nieprzystępną trójkątną sylwetkę. Podziwialiśmy go z okien samochodu, potem z okolicznych klifów, aż w końcu zapadła decyzja – dosyć tego, nie będzie góra pluła nam w twarz, po prostu tam wejdźmy! O tym, jak daliśmy się sprowokować trójkątnej górze, choć straszyli, że trudno i niebezpiecznie, przeczytacie poniżej.

Czytaj dalej „Sycylia: prowokacja udana, Monte Cofano zdobyte!”

Belgia: Spa bez blichtru, ale z kasynem i torem wyścigowym

Pierwsze w Europie uzdrowisko, pierwsze na świecie kasyno – belgijskie Spa wie, jak się reklamować.  Jeśli nie przekonuje was wizyta w łaźni tureckiej ani kąpiel torfowa, być może chętnie poszperacie wśród staroci na pchlim targu. A jeżeli i to was nie kręci, to zawsze można popatrzeć jak kręcą się samochody na torze wyścigowym Circuit de Spa-Francorchamps. Skryte między ardeńskimi pagórkami Spa serdecznie zaprasza!

Czytaj dalej „Belgia: Spa bez blichtru, ale z kasynem i torem wyścigowym”

Depresje Beneluksu – o tym, jak Mus Mozołu sięgnął dna

Zimowe zdobycie Korony Beneluksu otworzyło przed nami nowe perspektywy i rozbudziło apetyty na dalszą eksplorację płaskich terenów.  Postanowiliśmy więc od razu iść za ciosem i dalej tworzyć piękną historię zimowej eksploracji Beneluksu. Skoro udało się sięgnąć gwiazd i zdobyć najwyższe wierzchołki Belgii, Holandii i Luksemburga, dlaczego nie podjąć próby sięgnięcia dna i osiągnięcia najniższych punktów tych krajów?

Czytaj dalej „Depresje Beneluksu – o tym, jak Mus Mozołu sięgnął dna”

Breda, najbardziej polskie miasto Holandii

Breda – jeśli wierzyć internetom, to jedno z najładniejszych miast Holandii. Położone w Północnej Brabancji, ponad 180-tysięczne miasto od razu wydało mi się po prostu fajne. Być może nie bez znaczenia był fakt, że do Bredy dotarliśmy zaraz po odwiedzeniu najniższego punktu Holandii (czyli takiego pomnika na polu przy autostradzie), a w porównaniu z tym wszystko wydaje się fajne. Postaram się jednak przedstawić kilka subiektywnych dowodów potwierdzających fajność tego miasta.

Czytaj dalej „Breda, najbardziej polskie miasto Holandii”