Kilimandżaro: mozołu historia prawdziwa. Część I – „PRZED”

8 września 2018 roku stanęłam na szczycie Kilimandżaro – nawet w tej chwili brzmi to dla mnie dość nierealistycznie. Zapraszam na pierwszy z serii wpisów o afrykańskim mozole. Skąd mi się to Kilimandżaro wzięło? Czego się obawiałam i po co tam poszłam? Skąd wzięłam pieniądze i gdzie szukałam kondycji? W skrócie – wszystko, co chcecie wiedzieć o moim trekkingu na Kilimandżaro, zanim jeszcze go rozpoczęłam! Zapraszam!

Czytaj dalej „Kilimandżaro: mozołu historia prawdziwa. Część I – „PRZED””

Kazachstan dzień po dniu, czyli miesiąc mozołu!

Miesiąc to całkiem dużo czasu, ale nie w przypadku Kazachstanu. Pamiętajmy, że to olbrzymi kraj, dziewiąty pod względem powierzchni na świecie. Trzeba było więc dokonać solidnej selekcji. Plan był taki, że tak jak większość turystów, skupimy się przede wszystkim na części południowo – wschodniej. Rozważałyśmy także wizytę w Kirgistanie, ale uznałyśmy, że ten kraj zasługuje na dużo więcej niż tylko krótkie odwiedziny, dlatego zostałyśmy po kazachskiej stronie granicy.

Czytaj dalej „Kazachstan dzień po dniu, czyli miesiąc mozołu!”

Główny Szlak Beskidzki w stylu mozolnym, część 2: Jaworzyna Krynicka – Wołosate

Druga (i ostatnia) część relacji z przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego poleca się do przeczytania! Tym razem czekają na Was perfidne pagórki Beskidu Niskiego (najpodlejszego z Beskidów), dwie burze, bieszczadzkie połoniny i to co zawsze: kryzysy, ulewy i błota! Zapraszam na wspólny spacer do czerwonej kropki w Wołosatem!

Czytaj dalej „Główny Szlak Beskidzki w stylu mozolnym, część 2: Jaworzyna Krynicka – Wołosate”

Główny Szlak Beskidzki w stylu mozolnym, część 1: Ustroń – Jaworzyna Krynicka

Zapraszam na szczegółowy opis mozołu na Głównym Szlaku Beskidzkim – dzień po dniu, krok po kroku, kryzys po kryzysie. O wszystkich ulewach, ostrych podejściach i niekończących się zejściach, a także o tłustych schroniskowych kotach spotkanych gdzieś między Ustroniem a Jaworzyną Krynicką przeczytacie poniżej!

Czytaj dalej „Główny Szlak Beskidzki w stylu mozolnym, część 1: Ustroń – Jaworzyna Krynicka”

Zew mozołu, czyli jak przejść Główny Szlak Beskidzki bez wspomagania się kondycją

Jeśli któregoś dnia na ulicy zaczepi Was człowiek i rzuci: ej, chodź ze mną na Główny Szlak Beskidzki, będzie fajnie! – nie wierzcie mu. Jeśli natomiast powie: będzie mozół, będzie ciężko, będziesz umierał – idźcie z nim, gość wie, co mówi! Zapraszam na szlak, na którym można upodlić się jak mało gdzie! O tym, jak przygotowywałam się do tego szacownego mozołu, ile razy dziennie umierałam, o kryzysach i przypływach mocy, szczytach przynoszących chwałę i tych budujących charakter przeczytacie poniżej!

Czytaj dalej „Zew mozołu, czyli jak przejść Główny Szlak Beskidzki bez wspomagania się kondycją”

Sycylia: ciao Etna, mozół wkracza na wulkany!

Zaczęło się od Etny. Miałam wpaść na chwilę na Sycylię tylko po to, żeby wleźć na wulkan. Potem zrobił się z tego dłuższy pobyt i objazd wyspy, ale Etna pozostała priorytetem. Towarzyszyła nam od początku do końca, choć wcale nie była dla nas łaskawa. O mozołach w wulkanicznych wyziewach, kondycji, która kończy się na 2700 m.n.p.m. i księżycowym krajobrazie Etny czytajcie poniżej.

Czytaj dalej „Sycylia: ciao Etna, mozół wkracza na wulkany!”

Sycylia: kulinarny trekking, czyli wejście na Pizzo Carbonara

Kiedy tylko przeczytałam, że drugi najwyższy szczyt Sycylii nazywa się Pizzo Carbonara, cel był jeden: znaleźć i zjeść… wróć! Znaleźć i zdobyć oczywiście! Niecałe 2000 m.n.p.m. carbonary to miły i przyjemny spacerek, bez żadnych większych wyzwań, ale za to z pięknymi widokami. Zapraszam na górsko – kulinarną ucztę w sercu Sycylii!

Czytaj dalej „Sycylia: kulinarny trekking, czyli wejście na Pizzo Carbonara”

Sycylia: prowokacja udana, Monte Cofano zdobyte!

Prowokacja się udała. Sycylijskie Monte Cofano wyrosło prosto z morza i piętrzyło się dumnie, prezentując nam swoją nieprzystępną trójkątną sylwetkę. Podziwialiśmy go z okien samochodu, potem z okolicznych klifów, aż w końcu zapadła decyzja – dosyć tego, nie będzie góra pluła nam w twarz, po prostu tam wejdźmy! O tym, jak daliśmy się sprowokować trójkątnej górze, choć straszyli, że trudno i niebezpiecznie, przeczytacie poniżej.

Czytaj dalej „Sycylia: prowokacja udana, Monte Cofano zdobyte!”

Korona Beneluksu – nie bój się marzyć! I jedz belgijską czekoladę.

Nigdy nawet nie przeszło mi przez myśl, że kiedyś będę mogła nazwać siebie zimową zdobywczynią Korony Beneluksu. Częściowo zapewne ze względu na fakt, że o Koronie Beneluksu usłyszałam po raz pierwszy wtedy, kiedy ją wymyśliliśmy. Bo wiecie, coś takiego właściwie nie istnieje, dlatego też wymagało pilnego wymyślenia. Następnie rzuciliśmy wyzwanie płaskim wierzchołkom Beneluksu i w nienagannie mozolnym stylu osiągnęliśmy nasz cel! Kilometry treningów po płaskim, kilogramy belgijskiej czekolady, siła, wiara i determinacja – właśnie tak spełnia się marzenia i tworzy historię!

Czytaj dalej „Korona Beneluksu – nie bój się marzyć! I jedz belgijską czekoladę.”

Tatry: wybuchowy mozół na Granatach

Dobrze pamiętam, jak się zarzekałam, że moja noga na Orlej Perci nigdy nie postanie, bo stamtąd się spada i w ogóle to trzeba być nienormalnym, żeby chodzić w takie miejsca. Kilka lat później, choć nadal uważam, że łażenie po Orlej wymaga posiadania pewnego potencjału nienormalności, poszłam. Na początek na Granaty, bo mówili, że najłatwiej. Przeżyłam, podobało mi się, chcę więcej!

Czytaj dalej „Tatry: wybuchowy mozół na Granatach”