Miesiąc w Kazachstanie: ceny, transport, noclegi, język.

Miesiąc spędzony w Kazachstanie to dziesiątki odwiedzonych miejsc, setki zachwytów, przemili Kazachowie, czaj z lemonem i pyszne pierożki, ale to już wiecie z poprzedniego wpisu. Teraz spróbuję przedstawić więcej konkretów: jak dostać się do Kazachstanu, czym i ile zapłacić za czaj, jak zdobyć internet, gdzie spać, jak przemieszczać się po kraju, no i najważniejsze – czy da się to zrobić bez znajomości języka (oczywiście, że tak!). Zapraszam!

Czytaj dalej „Miesiąc w Kazachstanie: ceny, transport, noclegi, język.”

Kazachstan: niepraktycznie, chaotycznie, subiektywnie. Zbiór przypadkowych myśli.

Zapraszam na pierwszy z serii „kazachskich wpisów”. Dlaczego Kazachstan? Jak to jest zyskać i stracić status gwiazdy? Czy mąż może zostać w Polszy, podczas gdy żona przemierza kazachskie stepy? Ile miseczek czaju z mlekiem można wypić w czasie jednego śniadania? Zapraszam do lektury zbioru luźnych myśli, jakie wpadały mi do głowy w trakcie i po zakończeniu kazachskich mozołów.

Czytaj dalej „Kazachstan: niepraktycznie, chaotycznie, subiektywnie. Zbiór przypadkowych myśli.”

Sycylia: ciao Etna, mozół wkracza na wulkany!

Zaczęło się od Etny. Miałam wpaść na chwilę na Sycylię tylko po to, żeby wleźć na wulkan. Potem zrobił się z tego dłuższy pobyt i objazd wyspy, ale Etna pozostała priorytetem. Towarzyszyła nam od początku do końca, choć wcale nie była dla nas łaskawa. O mozołach w wulkanicznych wyziewach, kondycji, która kończy się na 2700 m.n.p.m. i księżycowym krajobrazie Etny czytajcie poniżej.

Czytaj dalej „Sycylia: ciao Etna, mozół wkracza na wulkany!”

Sycylia: kulinarny trekking, czyli wejście na Pizzo Carbonara

Kiedy tylko przeczytałam, że drugi najwyższy szczyt Sycylii nazywa się Pizzo Carbonara, cel był jeden: znaleźć i zjeść… wróć! Znaleźć i zdobyć oczywiście! Niecałe 2000 m.n.p.m. carbonary to miły i przyjemny spacerek, bez żadnych większych wyzwań, ale za to z pięknymi widokami. Zapraszam na górsko – kulinarną ucztę w sercu Sycylii!

Czytaj dalej „Sycylia: kulinarny trekking, czyli wejście na Pizzo Carbonara”

Belgia: Spa bez blichtru, ale z kasynem i torem wyścigowym

Pierwsze w Europie uzdrowisko, pierwsze na świecie kasyno – belgijskie Spa wie, jak się reklamować.  Jeśli nie przekonuje was wizyta w łaźni tureckiej ani kąpiel torfowa, być może chętnie poszperacie wśród staroci na pchlim targu. A jeżeli i to was nie kręci, to zawsze można popatrzeć jak kręcą się samochody na torze wyścigowym Circuit de Spa-Francorchamps. Skryte między ardeńskimi pagórkami Spa serdecznie zaprasza!

Czytaj dalej „Belgia: Spa bez blichtru, ale z kasynem i torem wyścigowym”

Depresje Beneluksu – o tym, jak Mus Mozołu sięgnął dna

Zimowe zdobycie Korony Beneluksu otworzyło przed nami nowe perspektywy i rozbudziło apetyty na dalszą eksplorację płaskich terenów.  Postanowiliśmy więc od razu iść za ciosem i dalej tworzyć piękną historię zimowej eksploracji Beneluksu. Skoro udało się sięgnąć gwiazd i zdobyć najwyższe wierzchołki Belgii, Holandii i Luksemburga, dlaczego nie podjąć próby sięgnięcia dna i osiągnięcia najniższych punktów tych krajów?

Czytaj dalej „Depresje Beneluksu – o tym, jak Mus Mozołu sięgnął dna”

Breda, najbardziej polskie miasto Holandii

Breda – jeśli wierzyć internetom, to jedno z najładniejszych miast Holandii. Położone w Północnej Brabancji, ponad 180-tysięczne miasto od razu wydało mi się po prostu fajne. Być może nie bez znaczenia był fakt, że do Bredy dotarliśmy zaraz po odwiedzeniu najniższego punktu Holandii (czyli takiego pomnika na polu przy autostradzie), a w porównaniu z tym wszystko wydaje się fajne. Postaram się jednak przedstawić kilka subiektywnych dowodów potwierdzających fajność tego miasta.

Czytaj dalej „Breda, najbardziej polskie miasto Holandii”

Korona Beneluksu – nie bój się marzyć! I jedz belgijską czekoladę.

Nigdy nawet nie przeszło mi przez myśl, że kiedyś będę mogła nazwać siebie zimową zdobywczynią Korony Beneluksu. Częściowo zapewne ze względu na fakt, że o Koronie Beneluksu usłyszałam po raz pierwszy wtedy, kiedy ją wymyśliliśmy. Bo wiecie, coś takiego właściwie nie istnieje, dlatego też wymagało pilnego wymyślenia. Następnie rzuciliśmy wyzwanie płaskim wierzchołkom Beneluksu i w nienagannie mozolnym stylu osiągnęliśmy nasz cel! Kilometry treningów po płaskim, kilogramy belgijskiej czekolady, siła, wiara i determinacja – właśnie tak spełnia się marzenia i tworzy historię!

Czytaj dalej „Korona Beneluksu – nie bój się marzyć! I jedz belgijską czekoladę.”

Francja: na dalekiej północy, czyli Opalowe Wybrzeże i Dunkierka

W kategorii francuskich wybrzeży najbardziej znane jest chyba to Lazurowe, z Niceą i Cannes. Okazuje się jednak, że i północne krańce Francji nie rozczarowują. Zapraszam na Opalowe Wybrzeże, wietrzny skrawek lądu nad Morzem Północnym, gdzie podziwiać można niebrzydkie klify, a przy odrobinie szczęścia uda się ujrzeć i urwisty brzeg Anglii. W pakiecie dorzucam także wizytę w Dunkierce, spacer po okolicznych wydmach i gubienie się między bunkrami z czasów II wojny światowej.

Czytaj dalej „Francja: na dalekiej północy, czyli Opalowe Wybrzeże i Dunkierka”

Macedonia: I’m in Skopje, ale tylko na chwilę

W Skopje spędziłyśmy w sumie tylko jeden dzień, ale to miasto, które daje się zapamiętać. Oj, zdecydowanie tak. Nie wiem, ile pomników przypada statystycznie na jednego mieszkańca Skopje, ale obstawiam, że nie ma drugiej takiej europejskiej stolicy, tak wdzięcznie „udekorowanej” monstrualnymi posągami. Jeśli niestraszny Wam gigantyczny Aleksander Macedoński na koniu, zapraszam na chwilę do stolicy Macedonii. Tak, właśnie na chwilę, bo tak na dłużej to chyba jednak nie.

Czytaj dalej „Macedonia: I’m in Skopje, ale tylko na chwilę”