Belgia: opuszczony fort w Liège

_images_fort_do_zmn1

Zabieram was dziś do Liège, miasta położonego na wschodzie Belgii. Tym razem słynne 250-metrowe schody przy Montagne de Bueren i świąteczne jarmarki były tylko tłem dla tego, co tak naprawdę chciałyśmy zobaczyć. A chciałyśmy odwiedzić stary, opuszczony fort de la Chartreuse – trochę dziwny, trochę straszny – coś w sam raz na sobotni spacer.

To nie jest miejsce, które można znaleźć w zestawieniu Top 5 atrakcji turystycznych Liège, ani nawet w Top 20 atrakcji turystycznych Belgii. O forcie przeczytałam na stronie, która gromadziła wszystkie te dziwne, opuszczone, czasem przerażające miejsca, do których nie zapuszczają się przykładni turyści. Kiedy tylko obejrzałam zdjęcia i zobaczyłam, że da się tam dojechać komunikacją miejską, stało się jasne, że muszę to zobaczyć na własne oczy.

fort wejście.JPG

Fort został wybudowany na początku 19 wieku przez Holendrów. W 1830 roku, w czasie powstania belgijskiego (w wyniku którego powstała niepodległa Belgia), fortyfikacja została przejęta przez oddziały belgijskie. Z kolei w czasie I i II wojny światowej budynki pełniły funkcję niemieckiego więzienia. Dziś to mekka artystów, ale także „artystów”, którzy mogą się tu wyrazić i czynią to chętnie, zdobiąc wszelkie dostępne powierzchnie graffiti. Budynki są kompletnie opuszczone, a drzewa, pnącze i inna zielenina powoli wdzierają się do środka... Wszystko to razem wzięte trochę przeraża, ale bardziej chyba intryguje… Do fortu nie da się wejść głównym wejściem, tylko bocznym tunelem, ukrytym gdzieś w krzaczorach, co jest dobrym wstępem do dalszej zabawy…

wejscie-do-fortu

Ci, którzy nie uciekną z krzykiem i odważą się wejść do środka, ujrzą taki widok:

1-fort-ogolny2-fort-ogolny

Nasze pierwsze słowa po wejściu do środka fortecy brzmiały: „Dobrze, teraz tylko zapamiętajmy, którędy tu weszłyśmy”. Wydało nam się to dość istotne. Cały teren otoczony jest starymi budynkami, wszystkie okna pozbawione są szyb, z niektórych wystają jakieś roślinki. Pośrodku rośnie trawa i kłębią się krzaczory. Byłyśmy tam zupełnie same – ja i koleżanka z Węgier, która chyba nie do końca była przygotowana na to, co tu zastaniemy. Cóż, to był mój pomysł, namówiłam ją, powiedziałam, że będzie fajnie, a teraz patrzyły na nas ziejące ciemną pustką okna dwustuletnich opuszczonych budynków militarnych. Słodko.

1-budynek2-budynek3-budynek4-budynek

To co, może jednak wejdziemy do środka?

1-kominek2-bramy3-graffiti

W środku czekał na nas niekończący się labirynt pomieszczeń, przejść, schodków, zejść do piwnic (piekielnych czeluści?), a wszystko to przyozdobione wątpliwej jakości graffiti. Były też pomieszczenia tak ciemne, że nie dało się do nich wejść, bo nawet światło telefonu było za słabe. Po zrobieniu kilku kroków (z duszą na ramieniu, wierzcie mi), wycofałyśmy się. Pomijając wszystkie nieracjonalne lęki, których mi nie brakuje, mam też lęki racjonalne – nie chciałabym na przykład wpaść do jakiejś ciemnej piwnicy, albo skończyć z kawałkiem stropu na głowie.

W jednej z sal usłyszałyśmy jakiś hałas. Po pierwszym ataku paniki zrobiłyśmy to, co robi każdy szanujący się bohater kiepskiego horroru – zajrzałyśmy do środka. Okazało się, że to tylko jakiś niespełniony artysta wyraża siebie na jednej ze ścian. Poszłyśmy więc dalej w poszukiwaniu kolejnych przygód.

1-klatka-schodowa2-korytarz3-okno

Skoro budynek ma piętra, to nie będziemy przecież chodzić tylko po parterze. Moje zaufanie do schodów było jednak mocno ograniczone, dlatego postanowiłyśmy poddać eksploracji jedynie pierwsze piętro. Niekończące się korytarze z nieokreśloną liczbą pomieszczeń – uwierzcie mi, wyobraźnia działała mi na najwyższych obrotach. Gdybym była tam sama, umarłabym ze strachu. Gdybym była tam w nocy, nie zmrużyłabym oka. Po co ja tam w zasadzie polazłam? 🙂

1-okna2-przejscie4-korytarz

Proszę, są nawet toalety. Prawie jak w czterogwiazdkowym hotelu:

toalety

I jeszcze relacja live z toalety. Przepraszam za jakość 🙂

Tutaj widać, jak przyroda próbuje wdzierać się siłą do środka budynku. W jaki sposób te pnącza przelazły przez ramę okienną, tego nie wiem.

drzewo

Kręciłyśmy się tam, jak sądzę, koło godziny. Ale jeśli ktoś chciałby zajrzeć do każdego pomieszczenia, potrzebowałby na to zapewne całego dnia. I dużo więcej odwagi, a może nawet szaleństwa.

1-klatka-schodowa2-rysunek3-klatka-schodowa-24-wyjscie

Kiedy błąkałyśmy się po korytarzach, nie spotkałyśmy żywej duszy, poza jednym grafficierzem na samym początku. Słyszałyśmy jednak jakieś dziecięce śmiechy (to znany motyw z horroru), ale udało nam się przekonać, że to normalne. Po wyjściu z budynku spotkałyśmy kilka osób z psami i to nas uspokoiło. Psy wyczuwają przecież niebezpieczeństwo, a te były spokojne. Tak więc wszystko jest w porządku. Teraz trzeba jeszcze odszukać wyjście i wszystkie swoje paranoje zostawić w forcie. No właśnie, wyjście… Na zdjęciu kanał wygląda jak wrota do piekieł. W rzeczywistości nie było aż tak źle. Widać było światełko w tunelu. Czasem przestrzegają, żeby nie iść w jego kierunku, ale tę radę zignorowałyśmy.

wyjscie

Zasadniczą część misji „Liège” zrealizowałyśmy, teraz mogłyśmy z czystym sumieniem przeobrazić się w normalnych, klasycznych turystów, iść na świąteczny jarmark i wypić grzane wino.

1-grzanek-wino2-jarmark

Ach, no i te słynne schody z Liège. No więc są tam takie schody, które z jakiegoś powodu są słynne. Może dlatego, że jest ich dużo, a może dlatego, że (nie obrażając miasta), nie ma tam zbyt wielu miejsc, które powalają na kolana. No więc schody. Wybudowano je pod koniec 19 wieku, jest ich podobno 373 i można się nieźle zmachać wchodząc pod górę. Dlatego też my postanowiłyśmy wejść na wzgórze Montagne de Bueren nieco inną drogą, a słynnymi schodami zejść, z namaszczeniem stawiając każdy krok. Ze szczytu rozpościera się przyjemna panorama na miasta.

1-schody2-schody3-schody4-schody

Nie mam jednak wątpliwości, że najciekawszą częścią wycieczki do Liège była wizyta w forcie de la Chartreuse. Choć grzane wino też dało radę.

5 myśli na temat “Belgia: opuszczony fort w Liège

  1. Oj Kochana! Gratuluję odwagi! Dobry scenariusz na horror, a zdjęcia to tylko potwierdzenie! Trzy razy padłabym na zawał w takim miejscu! To się nazywa „dzika fantazja podróżnika” 🙂 W 2017 planuję Belgię i okolice, ale chyba te schody będą dla mnie lepszą opcją:) Pozdrawiam, A.

    1. Do samego Liège moim zdaniem wystarczy przyjechać na 1 dzień, w sumie jakiegoś wielkiego szału tutaj nie ma 🙂 Ale w okolicy jest dużo ciekawych miejsc.

Dodaj komentarz