Belgia: Brugia – slalomem między turystami

BRUGIA

Brugia to mój absolutny numer jeden w zestawieniu miast, które kocham i których nienawidzę jednocześnie. Z jednej strony trudno się nie zachwycać wąskimi uliczkami, kolorowymi fasadami domów, siecią kanałów, zaułkami, w których można się pogubić. Z drugiej strony – czar tego miasta trochę pryska, kiedy trzeba walczyć o przetrwanie w tłumie turystów. W końcu jest to jedno z najczęściej odwiedzanych miast w Europie… Mimo wszystko jednak uważam, że warto tam zajrzeć i spróbuję pokazać Wam, dlaczego.

Ale zanim porwie mnie turystyczna masa i zanim rozpłynę się w zachwytach nad Brugią, posłuchajcie Collina Farrella, który w filmie In Bruges (polskie genialne tłumaczenie: Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj) nie przebierał w słowach. Delikatnie mówiąc, Brugia nie przypadła mu do gustu (uwaga, dużo bardzo brzydkich słów!).

TROCHĘ HISTORII

Początków miasta trzeba szukać w II wieku n.e., a nazwa Brugia po raz pierwszy pojawiła się siedem wieków później. Pochodzi ona od nordyckiego słowa bryggja, które oznacza molo lub pomost. W XIV wieku Brugia była jednym z najważniejszych ośrodków handlowych w północno-zachodniej Europie, a swoją mocną pozycję zawdzięczała przede wszystkim produkcji sukna (podobnie jak inne miasta w tej części Europy). Złoty wiek miasta przypadł na wiek XV, kiedy to do Brugii przybywali słynni artyści, tacy jak Jan van Eyck czy Hans Memling.

van-eyck
Pomnik Jana van Eycka, flamandzkiego prymitywisty, który mieszkał w Brugii

Niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Kolejne stulecia to czas wojen religijnych i okupacji – austriackiej, francuskiej i holenderskiej. Brugia całkowicie straciła znaczenie gospodarcze. Z czasem jednak zaczęto na nowo odkrywać nieprzeciętne walory miasta, a wydanie powieści Bruges la Morte (Uśpiona Brugia) belgijskiego pisarza Georgesa Rodenbacha przyspieszyło odrodzenie miasta. W roku 2000 centrum Brugii zostało wpisane na listę UNESCO.

Byłam w Brugii trzy razy i za każdym razem trafiałam na turystyczny armageddon (na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że zawsze jeździłam tam w weekendy). Czasem miałam ochotę krzyknąć za Collinem Farrellem: F****** Bruge! No ale przecież z jakiegoś powodu tam wracałam. Zostawmy więc w spokoju niewinnych turystów (jakby na to nie patrzeć, też przyczyniałam się do tego armageddonu) i skupmy się na tym, co Brugia ma do zaoferowania.

Turyści w czasie jarmarkó bożonarodzeniowych.JPG
Najazd turystów w czasie jarmarków bożonarodzeniowych

Co warto zobaczyć w Brugii?

Brugia zachwyca przede wszystkim wspaniale zachowaną średniowieczną architekturą, którą można podziwiać niemal na każdym kroku. Symbolem miasta z pewnością są kanały, którymi pływają łodzie wypełnione turystami. Znajdziemy tu także muzea i kościoły.

1. Markt, czyli rynek

Brugia jest na tyle fajna, że ma dwa rynki. Ten główny, większy i ważniejszy to właśnie Markt. To tutaj zadepczą was turyści. Tutaj też biło serce dawnej Brugii, ważnego ośrodka handlowego. Markt otoczony jest średniowiecznymi kamienicami, choć tak naprawdę większość z nich to rekonstrukcje.

Nad rynkiem dominuje dzwonnica – Belfort. Wieża ma całe 83 metry i odegrała ważną rolę w filmie Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj. Wieża została wybudowana w XIII wieku, jednak szybko zniszczył ją pożar i musiała zostać odbudowana. W średniowieczu na dziedzińcu mieściło się prawie 400 kramów. Na wieżę można wejść (koszt: 8 euro), a na górze, poza panoramą, można podziwiać także zawartość skarbca. Co ciekawe, dzwonnica kryje tak naprawdę 47 rożnych dzwonów, z których każdy wydaje inny dźwięk i jest używany przy innej okazji. Ja na dzwonnicę nie dotarłam, między innymi ze względu na dziką kolejkę, w której musiałabym stać chyba kilkadziesiąt minut.

Główny rynek w Brugii wydaje się strasznie zatłoczony także dlatego, bo często rozkładają się tu różne stragany, jarmarki itd. Kiedy byłam tu w grudniu, trwało szaleństwo świątecznych jarmarków. W kwietniu i w maju królowały jakieś dziwne karuzele. W całym tym chaosie można przeoczyć pomnik Breydela i Conincka – tkacza i rzeźnika, którzy dowodzili powstaniem Flamandów przeciwko francuskiemu okupantowi w XIV wieku. Wśród budynków otaczających Markt wyróżnia się także sąd prowincjonalny.

Mimo zatłoczenia, lubię to miejsce – podobają mi się strzeliste, kolorowe kamienice i dorożki, którymi można zwiedzać miasto. Niektórzy mówią, że to miasto sztuczne, wyidealizowane,  skrojone na miarę oczekiwań turystów. Może i tak, ale mi się podoba. Mimo wszystko.

2. Burg, czyli drugi rynek

Burg to administracyjne centrum miasta. Turyści odwiedzają tu jednak przede wszystkim bazylikę świętej Krwi, w której można zobaczyć relikwie krwi Chrystusa (wejście bezpłatne). Relikwie trafiły tu prawdopodobnie w XII wieku i obecnie przechowywane są w małym flakoniku w srebrnym tabernakulum. Można je zobaczyć podczas adoracji (widziałam, ale nie spodziewajcie się fajerwerków), która ma miejsce codziennie w określonych godzinach (szczegóły na stronie bazyliki). Samo wnętrze kaplicy św. Krwi jest również imponujące.

Z zewnątrz bazylika jest bardzo niepozorna, właściwie w ogóle nie widać, że jest to kościół. Burg to w sumie niewielki ryneczek, nad którym dominuje ratusz powstały na przełomie XIV i XV wieku. Fasadę ratusza zdobią repliki posągów hrabiów i hrabin Flandrii. Ratusz jest częściowo udostępniony do zwiedzania (2 euro).

3. Beginaż

O beginażach pisałam trochę przy okazji wizyty w Leuven, gdzie widziałam najładniejszy jak dotąd belgijski beginaż. Jest to takie miasto w mieście, w którym mieszkały kiedyś beginki. Były to świeckie kobiety, które z różnych względów decydowały się żyć we wspólnocie. Dziś beginaże są atrakcją turystyczną wielu belgijskich miast.

Beginaż w Brugii powstał w XIII wieku, a średniowieczny układ budynków pozostał niezmieniony do dziś. Mieszka tu dziś ok. 50 benedyktynek (zakon beginek dziś już nie istnieje). Zdecydowanie polecam zajrzeć do beginażu, bo to ostoja ciszy i spokoju w zatłoczonej Brugii.

4. Po prostu jeden wielki kanał

Skoro Brugia jest Wenecją Północy, to chyba oczywiste, że nie mogło zabraknąć tu rozbudowanej sieci kanałów. Nie potrafię odmówić uroku wszystkim tym mostkom przewieszonym nad wodą, kamienicom stojącym nad kanałami i zaułkom, do których można trafić przez przypadek. Szczególnie w okresie Bożego Narodzenia, kiedy okoliczne domy przyozdobione były świątecznymi dekoracjami, można było popaść w zachwyt nad tym miastem. Brugia to jeden wielki kanał, ale kanał wyjątkowo uroczy!

Jeśli będziecie zwiedzać Brugię, polecam oddalić się trochę od centrum, wybrać się na dłuższy spacer wzdłuż kanału, dotrzeć do miejsc, do których turyści nie docierają masami. Można na przykład odnaleźć stare wiatraki z XVIII wieku, do których mi niestety nigdy nie było po drodze. W Brugii jest też mnóstwo muzeów, m.in. Groeninge Museum z kolekcją malarstwa flamandzkiego, Muzeum Czekolady, Muzeum Hansa Memlinga, Muzeum Archeologii, Muzeum Diamentów i zapewne jeszcze kilka innych.

Gdybym miała wybrać najładniejsze belgijskie miasto (z tych, które do tej pory widziałam), zapewne wahałabym się pomiędzy Gandawą i Brugią. Nie jestem jednak w stanie wybrać zwycięzcy. Najlepiej pojechać i przekonać się samemu 🙂 A przed przyjazdem do Brugii polecam obejrzeć film Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj. Brugia prezentuje się tam naprawdę przepięknie, czasem nawet wydawało mi się, że lepiej niż w rzeczywistości. A więc oglądajcie i przybywajcie 🙂


Zapisz

2 myśli na temat “Belgia: Brugia – slalomem między turystami

  1. Brugia kojarzy mi się przede wszystkim z kanałami. Niestety byłem tam tylko na kilka godzin przy okazji meczu piłkarskiego i poza rynkiem, kanałami i właśnie stadionami niczego innego nie byłem w stanie zobaczyć.

Dodaj komentarz