Macedonia: I’m in Skopje, ale tylko na chwilę

W Skopje spędziłyśmy w sumie tylko jeden dzień, ale to miasto, które daje się zapamiętać. Oj, zdecydowanie tak. Nie wiem, ile pomników przypada statystycznie na jednego mieszkańca Skopje, ale obstawiam, że nie ma drugiej takiej europejskiej stolicy, tak wdzięcznie „udekorowanej” monstrualnymi posągami. Jeśli niestraszny Wam gigantyczny Aleksander Macedoński na koniu, zapraszam na chwilę do stolicy Macedonii. Tak, właśnie na chwilę, bo tak na dłużej to chyba jednak nie.

Czytaj dalej „Macedonia: I’m in Skopje, ale tylko na chwilę”

Macedonia: och, rid! Wszystkie wzgórza Ochrydy

Jezioro Ochrydzkie, jedno z najstarszych na świecie, jest czołową atrakcją Macedonii. Przeczuwałyśmy, że mozół na Korabie i w okolicach będzie nas kosztował trochę sił, dlatego też zaplanowałyśmy regenerację w Ochrydzie. I był to strzał w dziesiątkę – miasto zachwyca piękną starówką i zabytkowymi cerkwiami, a rejs po przejrzystych wodach jeziora przyniósł ukojenie po górskim mozole. Zapraszam po kilka (a nawet trochę więcej) promieni macedońskiego słońca!

Czytaj dalej „Macedonia: och, rid! Wszystkie wzgórza Ochrydy”

Macedonia: kanion Matka – gorąco polecam!

Przełom sierpnia i września to dobry czas na wędrówki po górach Macedonii – tak mówili Macedończycy, których pytałam na Facebooku. Skopje to jednak nie góry – to miasto położone w kotlinie, na wysokości niewiele ponad 200 m.n.p.m. Nic dziwnego, że stolica Macedonii próbowała nas ugotować. W poszukiwaniu cienia ruszyłyśmy więc do pobliskiego kanionu Matka. Gorąco, naprawdę bardzo gorąco polecam.

Czytaj dalej „Macedonia: kanion Matka – gorąco polecam!”

Luksemburg: skromny blichtr i dyskretny splendor

Luksemburg to jeden z najmniejszych krajów Europy, w krajobrazie którego królują lasy, pagórki i wzniesienia, a także zamki, pałacyki i rezydencje położone w zalesionych dolinach. Zamiast biegać po lasach, wybrałam się jednak do stolicy Luksemburga, czyli do Luksemburga. Spodziewałam się dużo większego stężenia burżujstwa, złota i pieniędzy na ulicach, wielkich gmachów banków i Bentleyów. Nic z tych rzeczy. Luksemburg jest normalny, no może poza nienormalnie wysokim odsetkiem „białych kołnierzyków” (nawet w porównaniu z Brukselą) biegających z obłędem w oczach i załatwiających Bardzo Ważne Interesy.

Czytaj dalej „Luksemburg: skromny blichtr i dyskretny splendor”

Francja: walka o przetrwanie w Marsylii

główne zdjęcie marsylia

Marsyliatwierdza gangsterów, przemytników, handlarzy narkotyków. Najbrudniejsze miasto Francji. Zalana przez zawsze groźnych uchodźców i imigrantów, lepiej omijać ją szerokim łukiem. Te stereotypowe opinie wystarczyły, żeby zachęcić mnie do krótkiego urlopu w tym mieście (nie bez znaczenia były także bezpośrednie loty z Charleroi). Co się okazało? Najgroźniejszy w Marsylii był trzydziestopięcio stopniowy upał, który bezlitośnie rozprawił się z moją bladą skórą. A poza tym nie zaobserwowałam większych zagrożeń.

Czytaj dalej „Francja: walka o przetrwanie w Marsylii”

Francja: kolorowe tramwaje, brudne ulice i wszystkie koty Montpellier

montpellier nagłówek

Montpellier to miasto położone na południu Francji, w którym studiował sam Nostradamus. Ciekawe, czy ten XVI-wieczny lekarz i astrolog przewidział, że w XXI wieku zawita tu Mus Mozołu, aby umęczyć się solidnie w ponad trzydziestostopniowym upale? Co mnie tu sprowadziło (poza musem mozołu) i czy mi się podobało? Zapytajcie Nostradamusa, albo czytajcie dalej!

Czytaj dalej „Francja: kolorowe tramwaje, brudne ulice i wszystkie koty Montpellier”

Maroko: przedsionek piekła w Marrakeszu

piekielny-marrakesz (2)

Marrakesz – serce Maroka, mekka backpackerów, miasto tętniące życiem, absolutne must see, trzeba jechać, trzeba się zachwycić. Tak pisali, a ja uwierzyłam. I trafiłam w sam środek największego bazaru, jaki w życiu widziałam. Bazaru, który cię pochłonie, osaczy, omami zapachami i kolorami, a na koniec weźmie jako zakładnika. Bo medyna w Marrakeszu to nie przelewki – niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto tu był, i nigdy nie zgubił się w jej wąskich uliczkach i ciasnych zaułkach. Kultowy Marrakesz? Dla mnie raczej przedsionek piekła, ale spróbuję wykrzesać z siebie nieco entuzjazmu. W końcu już tam byłam, czyli nie muszę tam wracać.

Czytaj dalej „Maroko: przedsionek piekła w Marrakeszu”

Maroko: migawki z Essaouiry

logo

Przed wyjazdem do Maroka rozpytywałam tu i tam, gdzie jechać, co zobaczyć, jak żyć. Znajomi i nieznajomi byli zgodni – do Essaouiry jechać warto. Nie tylko można tam napatrzeć się na jeden z najbardziej znanych marokańskich widoków – starówkę otoczoną murami umiejscowioną na klifie, ale także jest szansa na zamoczenie tyłka w wodach oceanu. Wąskie uliczki starego miasta kryją kolorowe malowidła, a ludzie nie są tu aż tak inwazyjni jak w Marrakeszu.

Czytaj dalej „Maroko: migawki z Essaouiry”

Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie

rabat-1-dzien

Moje pierwsze kroki na afrykańskim kontynencie stawiałam właśnie w Rabacie. To tutaj po raz pierwszy zgubiłam się w zatłoczonych uliczkach medyny i podziwiałam błękitne zaułki kasby. Tu zjadłam mój pierwszy marokański tadżin zdobywając szlify w trudnej sztuce negocjacji ze wszystkimi o wszystko. Tutaj też, pierwszego dnia pobytu w Maroku, zrozumiałam, że to nie będzie łatwy wyjazd. Dlaczego? Czytajcie dalej.

Czytaj dalej „Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie”

Maroko: operacja „pustynny mozół”, czyli wycieczka na pustynię

mus-mozolu-na-pustyni

Kupiłam bilety do Maroka i zachorowałam na wielbłąda. Zdaje się, że to dość częsta przypadłość wśród turystów, którzy odwiedzają ten zakątek Afryki. Po krótkim namyśle i przeczesaniu internetu zdecydowałyśmy się wybrać na zorganizowaną, trzydniową wycieczkę do Merzougi. Jeździłyśmy na wielbłądach, oglądałyśmy księżyc w pełni leżąc na wydmach, spędziłyśmy noc w namiocie berberyjskim. Też tak chcecie? Czytajcie i ruszajcie w drogę!

Czytaj dalej „Maroko: operacja „pustynny mozół”, czyli wycieczka na pustynię”