Francja: kolorowe tramwaje, brudne ulice i wszystkie koty Montpellier

montpellier nagłówek

Montpellier to miasto położone na południu Francji, w którym studiował sam Nostradamus. Ciekawe, czy ten XVI-wieczny lekarz i astrolog przewidział, że w XXI wieku zawita tu Mus Mozołu, aby umęczyć się solidnie w ponad trzydziestostopniowym upale? Co mnie tu sprowadziło (poza musem mozołu) i czy mi się podobało? Zapytajcie Nostradamusa, albo czytajcie dalej!

Czytaj dalej „Francja: kolorowe tramwaje, brudne ulice i wszystkie koty Montpellier”

Maroko: przedsionek piekła w Marrakeszu

piekielny-marrakesz (2)

Marrakesz – serce Maroka, mekka backpackerów, miasto tętniące życiem, absolutne must see, trzeba jechać, trzeba się zachwycić. Tak pisali, a ja uwierzyłam. I trafiłam w sam środek największego bazaru, jaki w życiu widziałam. Bazaru, który cię pochłonie, osaczy, omami zapachami i kolorami, a na koniec weźmie jako zakładnika. Bo medyna w Marrakeszu to nie przelewki – niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto tu był, i nigdy nie zgubił się w jej wąskich uliczkach i ciasnych zaułkach. Kultowy Marrakesz? Dla mnie raczej przedsionek piekła, ale spróbuję wykrzesać z siebie nieco entuzjazmu. W końcu już tam byłam, czyli nie muszę tam wracać.

Czytaj dalej „Maroko: przedsionek piekła w Marrakeszu”

Maroko: migawki z Essaouiry

logo

Przed wyjazdem do Maroka rozpytywałam tu i tam, gdzie jechać, co zobaczyć, jak żyć. Znajomi i nieznajomi byli zgodni – do Essaouiry jechać warto. Nie tylko można tam napatrzeć się na jeden z najbardziej znanych marokańskich widoków – starówkę otoczoną murami umiejscowioną na klifie, ale także jest szansa na zamoczenie tyłka w wodach oceanu. Wąskie uliczki starego miasta kryją kolorowe malowidła, a ludzie nie są tu aż tak inwazyjni jak w Marrakeszu.

Czytaj dalej „Maroko: migawki z Essaouiry”

Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie

rabat-1-dzien

Moje pierwsze kroki na afrykańskim kontynencie stawiałam właśnie w Rabacie. To tutaj po raz pierwszy zgubiłam się w zatłoczonych uliczkach medyny i podziwiałam błękitne zaułki kasby. Tu zjadłam mój pierwszy marokański tadżin zdobywając szlify w trudnej sztuce negocjacji ze wszystkimi o wszystko. Tutaj też, pierwszego dnia pobytu w Maroku, zrozumiałam, że to nie będzie łatwy wyjazd. Dlaczego? Czytajcie dalej.

Czytaj dalej „Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie”

Maroko: operacja „pustynny mozół”, czyli wycieczka na pustynię

mus-mozolu-na-pustyni

Kupiłam bilety do Maroka i zachorowałam na wielbłąda. Zdaje się, że to dość częsta przypadłość wśród turystów, którzy odwiedzają ten zakątek Afryki. Po krótkim namyśle i przeczesaniu internetu zdecydowałyśmy się wybrać na zorganizowaną, trzydniową wycieczkę do Merzougi. Jeździłyśmy na wielbłądach, oglądałyśmy księżyc w pełni leżąc na wydmach, spędziłyśmy noc w namiocie berberyjskim. Też tak chcecie? Czytajcie i ruszajcie w drogę!

Czytaj dalej „Maroko: operacja „pustynny mozół”, czyli wycieczka na pustynię”