Macedonia: kanion Matka – gorąco polecam!

Przełom sierpnia i września to dobry czas na wędrówki po górach Macedonii – tak mówili Macedończycy, których pytałam na Facebooku. Skopje to jednak nie góry – to miasto położone w kotlinie, na wysokości niewiele ponad 200 m.n.p.m. Nic dziwnego, że stolica Macedonii próbowała nas ugotować. W poszukiwaniu cienia ruszyłyśmy więc do pobliskiego kanionu Matka. Gorąco, naprawdę bardzo gorąco polecam.

Gorące powitanie Macedonii

Moje pierwsze wrażenia po przylocie do Skopje można streścić jako coś pomiędzy „Jezu, jak my będziemy chodzić po górach przy takiej temperaturze?” a „Po prostu znajdźmy cień”. Wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy, że nie będzie tak źle – podczas wejścia na Korab pogoda zachowała się nad wyraz przyzwoicie. Zanim jednak dotarłyśmy w góry, musiałyśmy jakoś przetrwać dzień w gorącym Skopje i równie rozgrzanym kanionie Matka.

Przyznam, że bardziej zależało mi na zobaczeniu kanionu niż na zwiedzaniu Skopje. W końcu jeśli coś ma w nazwie słowo „kanion”,  musi być choć trochę interesujące. No i skoro i tak mam umierać z gorąca, wolę robić to w towarzystwie jeziora i gór, a nie w otoczeniu monumentalnych pomników w stolicy kraju.

1. Jezioro Matka
Jezioro Matka. Upał w takich okolicznościach przyrody mogę jakoś znieść.

Sztuczne jezioro Matka powstało po utworzeniu zapory na rzece Treska. Kanion znajduje się około 16 kilometrów od Skopje, nic więc dziwnego, że turyści przybywają tu tłumnie, a i samych Macedończyków jest tu niemało. Któż nie chciałby popluskać się w chłodnej wodzie (tej z rzeki), pospacerować brzegiem jeziora podziwiając strome skały lub popływać kajakiem?

Teren kanionu słynie ze zjawisk krasowych. Są tu m.in. jaskinie o długości ponad 170 metrów i studnie o głębokości do 35 metrów. Z ponad tysiąca gatunków roślin, które występują na tym obszarze, aż 20% to gatunki niezwykle rzadkie bądź endemiczne. Wizyta w kanionie to także szansa na zaobserwowanie sępa płowego, który żyje w tych okolicach. Obawiam się jednak, że nie rozpoznałabym tego gatunku nawet gdyby jego przedstawiciel usiadł mi na głowie.

Dojazd do Kanionu Matka

Dojazd do kanionu ze Skopje nie jest trudny. Wystarczy upolować autobus linii 60 (odjeżdża z dworca autobusowego), kupić u kierowcy bilet w 2 strony za 150 denarów (ok. 10 zł) i wysiąść na ostatnim przystanku, który nie jest jednak ostatnim przystankiem naszej podróży. Tutaj czekamy na mniejszy busik, który dowiezie nas już bezpośrednio pod kanion. Musiałyśmy wyglądać na bardzo zdezorientowane, bo współpasażerowie chętnie tłumaczyli nam, co się dzieje i gdzie mamy wysiąść. W ogóle z wyjazdu do Macedonii na pewno zapamiętam wszystkie nasze macedońsko-polskie rozmowy, które w większości rozpoczynały się od tego, że Macedonia jest pięknym krajem. Po serii pytań na temat tego gdzie byłyśmy i gdzie będziemy, temat konwersacji schodził na sport (Lewandowski!), życie w Polsce (wspaniale!) i pogodę (gorąco!).  Czekając na przesiadkę do busika prowadziłyśmy takie właśnie rozmowy, rozumiejąc piąte przez dziesiąte, ale nadrabiając szerokim uśmiechem.

Busik dowiózł nas w końcu gdzie trzeba. Zanim wejdzie się do kanionu, trzeba przejść kawałek asfaltem trochę w stylu Morskiego Oka, czyli: mnóstwo ludzi, chaos parkingowy, a do tego stoiska na których kupimy mydło i powidło. Po lewej stronie mijamy zaporę Matka, aż dochodzimy do bramy wejściowej. Wstęp jest bezpłatny.

2. Kanion Matka
Brama wejściowa do kanionu

Zdecydowałyśmy się na spacer wzdłuż jeziora wygodną ścieżką, bez żadnych dodatkowych atrakcji. Bardziej ambitni mogą wybrać się na trekking jednym ze szlaków prowadzących do położonych wyżej klasztorów lub do doliny Matkin Dol, ale dla nas miał być to spokojny dzień – rozgrzewka (lub, jak kto woli, usmażka) przed wejściem na Korab.

3. Łódki
Jeśli nie macie ochoty na spacer, można popływać taką łódką po jeziorze.
4. Wzdłuż jeziora
Nasza ścieżka spacerowa.
5. Jaskinia
Ciekawe, co się tam kryje?
6. Spacer wzdłuż jeziora
Idziemy, a słońce bezlitośnie nas przypieka.

Chętnych na dłuższy mozół w kanionie nie było wcale wielu. Na początku trzeba było co prawda przebić się przez tłumek, ale po 20 minutach już sporadycznie spotykałyśmy jakichś ludzi, a po pół godzinie szłyśmy praktycznie same. Przyznaję, że to miłe miejsce. Podobał mi się kolor jeziora, które czasem wydawało się zielone, innym razem bardziej niebieskie. Strome ściany gór Jakupica i Suva Gora robiły wrażenie. Szłyśmy naszą ścieżką, która czasami wiodła niezbyt stromo pod górę, po czym łagodnie opadała. Wiedziałam, że będziemy musiały wrócić tą samą drogą. Liczyłam, że dojdziemy do jakiejś miłej zatoczki, że będzie można zanurzyć nogę w jeziorze, a nawet jeśli nie, to przynajmniej rozłożyć się na trawie i powegetować. Nic z tego. Ścieżka kończy się nieoczekiwanie, spragnionym przygód pozostaje jedynie skok przez barierkę. My grzecznie zrobiłyśmy w tył zwrot i rozpoczęłyśmy odwrót.

7. Jezioro
Balkonik, z którego podziwiać można góry i jezioro.
8. Jezioro
Najlepsze odcinki szlaku to te zacienione 🙂

Gwiazdy kanionu 🙂

W kanionie poczułyśmy się w ogóle jak gwiazdy. To tutaj spotkałyśmy po raz pierwszy dwóch Czechów, którzy zapamiętali nas z lotniska w Bratysławie. My oczywiście ich wtedy nie kojarzyłyśmy, ale to jeszcze nic. Jakiś czas później wdałyśmy się w rozmowę z przypadkowym, zdawałoby się, chłopakiem. Po wymianie kilku zdań nasz nowy znajomy poinformował nas, że właściwie to nas trochę zna, bo przecież zatrzymaliśmy się w tym samym hostelu. Mało tego, śpimy przecież w jednym pokoju. W takich chwilach przeklinam swoją wysoko rozwiniętą nieumiejętność zapamiętywania ludzkich twarzy i łączenia ich z imionami. Dodatkowo co chwila mijałyśmy się z parą z Belgii (Belgowie mnie prześladują!), którą poznałyśmy w autobusie i z którą potem wracałyśmy do Skopje. W ten sposób, w zupełnie obcym kraju i w obcym miejscu, co chwila spotykałyśmy kogoś, kto utrzymywał, że nas zna.

Po krótkim moczeniu nóg w rzece decydujemy się na powrót do Skopje. Nie zwiedzamy żadnych cerkwii, których w okolicy jest pod dostatkiem. Idziemy do miejsca, z którego odjeżdża podobno busik do miasta. Dziki tłum oczekujący na autobus daje mi trochę do myślenia, no ale przecież jakoś się wciśniemy do środka… Jazdy tym busikiem nie zapomnę chyba nigdy. Kojarzycie te zapchane autobusy w Indiach, ludzi wystających z okien i uczepionych wszystkiego, co tylko daje taką możliwość? Nasz powrót do Skopje wpisywał się w tę konwencję. Szczęśliwie udało nam się dojechać do celu i spędziłyśmy całkiem miły wieczór w Skopje.

9. Kanion Matka
Podczas naszego spaceru w kanionie
10. Kajaki
Po jeziorze Matka można też pływać kajakami
11. Cerkiew
Cerkiew św. Andrzeja

Nad jeziorem spędziłyśmy w sumie pół gorącego dnia. To był początek naszej macedońskiej przygody, niezwykle miły i urokliwy. Jeśli już zawitacie w macedońskie progi, warto tu wpaść choć na chwilę. Choć jeśli miałabym być szczera – krajobrazy gór Korab przemawiają do mnie dużo bardziej niż widoki z kanionu Matka. A może po prostu słońce za bardzo paliło mnie w głowę 😉

12. kanion

3 myśli na temat “Macedonia: kanion Matka – gorąco polecam!

Dodaj komentarz