Kazachstan dzień po dniu, czyli miesiąc mozołu!

Miesiąc to całkiem dużo czasu, ale nie w przypadku Kazachstanu. Pamiętajmy, że to olbrzymi kraj, dziewiąty pod względem powierzchni na świecie. Trzeba było więc dokonać solidnej selekcji. Plan był taki, że tak jak większość turystów, skupimy się przede wszystkim na części południowo – wschodniej. Rozważałyśmy także wizytę w Kirgistanie, ale uznałyśmy, że ten kraj zasługuje na dużo więcej niż tylko krótkie odwiedziny, dlatego zostałyśmy po kazachskiej stronie granicy.

Mapa z zaznaczonymi miejscami, które odwiedziłyśmy

Informacje praktyczne dotyczące wyjazdu do Kazachstanu (ceny, transport, noclegi, język) znajdziesz w poprzednim wpisie.

Dlaczego Kazachstan? Jak to jest zyskać i stracić status gwiazdy? Czy mąż może zostać w Polszy, podczas gdy żona przemierza kazachskie stepy? Ile miseczek czaju z mlekiem można wypić w czasie jednego śniadania? o moich luźnych przemyśleniach po powrocie z Kazachstanu przeczytacie TU.

Jak przebiegała nasza podróż dzień po dniu?

DZIEŃ 1 – ASTANA

Przylatujemy do Astany rano, około 6.30. Autobusem nr 10 jedziemy do centrum, a potem do hostelu, z lekkim niedowierzaniem przyglądając się przedziwnym budynkiem, przed którymi trudno w Astanie uciec. Po krótkiej drzemce odkrywam, że jestem przeziębiona. Mimo tego ruszamy w miasto! Jest bardzo wietrznie i pada. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że to miasto to jakiś żart. Nikt przecież nie wybudowałby czegoś takiego na poważnie!

DZIEŃ 2 – ASTANA I PRZEJAZD NOCNYM POCIĄGIEM DO AŁMATÓW

Spacerujemy po Astanie robiąc sobie selfie w złotych budynkach. Wieczorem jedziemy pociągiem do Ałmatów. Bilety kupujemy w agencji turystycznej – 16 000 tenge/os. (ok. 165 zł). Konduktor w pociągu rozdaje nam karteczki dotyczące zapalenia opon mózgowo – rdzeniowych w języku rosyjskim. Do dziś nie wiemy o co chodziło. O 8:20 następnego dnia jesteśmy w Ałmatach – 1300 kilometrów od Astany! Śpimy w jednym z licznych, tanich hosteli.

6
Astana. Przedziwne miejsce.

DZIEŃ 3 – AŁMATY

Spacer po mieście, odwiedziny w Centrum Informacji Turystycznej, gdzie dostajemy namiar na kierowcę, który zawiezie nas m.in. do kanionu Szaryńskiego. Planujemy kolejne dni w Kazachstanie i pijemy czaj z lemonem.

DZIEŃ 4 – AŁMATYWIELKIE JEZIORO AŁMACKIE

Jedziemy nad Wielkie Jezioro Ałmackie (dojazd: autobus nr 63, trzeba wysiąść przy ul. Navoi obok Parku Prezydenta, następnie przesiadka w 28 do przystanku końcowego. Autobus i tak nie dowiezie nas do jeziora, ostatnie 15 kilometrów można pokonać pieszo bądź taksówką, koszt: 1000 tenge/os, ok. 10 zł.)
Samo jezioro zachwyca kolorem wody, szkoda jednak, że nie można go obejść (przynajmniej legalnie, to teren przygraniczny). Nie można nawet zejść nad wodę. Spędziłyśmy więc miłe popołudnie siedząc i kontemplując otoczenie 🙂 Uwaga: jezioro znajduje się na wysokości ok. 2500 m.n.p.m., weźcie ciepłe ubrania, nawet jeśli w Ałmatach jest upał.

7
Nad Wielkim Jeziorem Ałmackim

DZIEŃ 5-6-7: KANION SZARYŃSKI, JEZIORA KOLSAI I KAINDY

Trzydniowa wycieczka z wynajętym kierowcą (chętnym mogę podać kontakt do Nurzhana – polecam!). Spędziłyśmy pół dnia i noc w przepięknym kanionie Szaryńskim, odwiedziłyśmy 2 z 3 jezior Kolsai (przy okazji uskuteczniłyśmy prawie sześciogodzinny trekking), a także zajrzałyśmy nad niezwykłe jezioro Kaindy z zatopionym lasem sosnowym. Tym samym zaliczyłyśmy „kazachskie must see”. Kosztowało nas to 150 000 tenge dla kierowcy (ok. 1500 zł, a więc 375 zł od osoby), plus 2000 tenge (ok. 20 zł) za wejścia i 5000 tenge (ok. 50 zł.) za nocleg w Saty. Więcej o tej wycieczce we wpisie, który (miejmy nadzieję) powstanie już wkrótce.

8
W kanionie Szaryńskim

DZIEŃ 8 – AŁMATY I ZIELONY BAZAR

Odpoczywamy, bujamy się po knajpach, jemy i pijemy. Odwiedzamy także Zielony Bazar w Ałmatach. Czego tu nie ma!  Podziwiamy stosy przypraw i bakalii, a sprzedawcy chętnie częstują nas czym tylko się da. Mięsa zwisające z haków, kolorowe owoce i warzywa, produkty z miodu i mleka –  zapachy mieszają się ze sobą, a my nie kupujemy wiele, bo ceny przyprawiają o zawrót głowy (30 zł za kilogram truskawek!).

9
Zielony Bazar w Ałmatach

DZIEŃ 9 – AŁMATY – TREKKING DO WODOSPADU GORELNIK (do którego nigdy nie dotarłyśmy)

Spod hotelu Kazachstan autobusem nr 12 docieramy do Madeu, turystycznej miejscowości położonej na wysokości 1600 m.n.p.m., 20 km. od centrum Ałmatów. Wyposażone w lichą mapę z centrum informacji turystycznej (o właśnie taką) i wskazówki od napotkanych Kazachów ruszamy na podbój wodospadu Gorelnik. Nigdy nie docieramy do celu, bo najpierw się gubimy i wpadamy w pokrzywy, a potem zaczyna padać, a wkrótce później grzmieć i zarządzamy odwrót. Ale i tak było fajnie.

11
Ucieczka przed burzą

DZIEŃ 10 – AŁMATY – WEJŚCIE NA BIG ALMATY PEAK

Może słowo „trekking” to nadużycie w stosunku do tego szybkiego wypadu w góry, ale to właśnie tego dnia pierwszy raz w życiu wlazłam w górach powyżej 3500 m.n.p.m.! Wraz z przewodnikiem podjechałyśmy samochodem na wysokość ok. 3200 m.n.p.m., a następnie wdrapałyśmy się jeszcze 400 metrów wyżej, zdobywając Big Almaty Peak (3682 m.n.p.m). Nasze górskie harce trwały niewiele ponad 3 godziny, za to było dość emocjonująco – trochę wspinaczki, śnieg na szlaku i piękne widoki na Wielkie Jezioro Ałmackie. Koszt wycieczki z przewodnikiem: wejście na Big Almaty Peak – 66 000 tenge za grupę 4 osób (ok. 660 zł., 165 zł. za osobę). Przewodnika znalazłyśmy w internecie, mogę podać do niego kontakt na prv.

12
Widok ze szczytu Big Almaty Peak

DZIEŃ 11 – 12: PARK NARODOWY ALTYN EMEL – ŚPIEWAJĄCA WYDMA, WZGÓRZA AKTAU I KATUTAU

Hit Kazachstanu! Wydma, która śpiewa (no dobra, raczej buczy), a przede wszystkim kolorowe wzgórza Aktau i Katutau chyba wygrały Kazachstan. Obiecuję relację.

13
Wzgórza Aktau, dziki zachód Kazachstanu

DZIEŃ 13 – BASSHI – KOKTAL – SZONŻY – TEKES

Nasza ekipa rozdziela się – dwie z nas wracają już do Polski, a ja z Olgą ruszamy stopem w Kazachstan. Po dniu pełnym przygód i spotkań (czasem z dziwnymi ludźmi), szczęśliwie docieramy pod granicę z Chinami, gdzie śpimy w domu pewnej bardzo miłej rodziny. Zostajemy same z dziećmi, które uczą nas kazachskiego, potem robimy łódki z papieru i puszczamy je w kałużę, a następnie piję obrzydliwy kumys, bo nie umiem odmówić gospodyni. Za gościnę i nieprzyzwoite ilości jedzenia płacimy 2000 tenge/os (ok. 20 zł).

14
Sfermentowane mleko klaczy. Jeśli intuicja podpowiada wam, że to nie może być dobre, zaufajcie jej.

DZIEŃ 14 – JEZIORO TUZKOL I TALGAR

Znajomy gospodarza podwozi nas do pobliskiego jeziora Tuzkol, położonego na wysokości prawie 2000 m.n.p.m. (2000 tenge/os, ok. 20 zł). Niestety pogoda nas nie rozpieszcza i nie mamy okazji podziwiać zaśnieżonych szczytów Tien Szanu. Jednak jezioro skąpane w deszczu i we mgle i tak prezentuje się niezwykle klimatycznie. Następnie płatnym stopem (właśnie tak! 2500 tenge/os., ok. 25 zł) jedziemy Talgaru, gdzie pół miasta angażuje się w poszukiwanie noclegu dla nas, a my i tak lądujemy w wypasionym hotelu na wzgórzu.

24
Jezioro Tuzkol i niewidoczne ośnieżone szczyty Tien Szanu
25
Krowy w Talgarze

DZIEŃ 15 – AŁMATY (CENTRAL PARK, MIEJSKI DEPTAK)

Rano jedziemy marszrutką do Ałmatów. Czekając na nocny pociąg do Tarazu łazimy po mieście, wchodzimy do meczetu, kupujemy pamiątki i pijemy najdroższy czaj w mieście (ok. 18 zł!). Spędzamy też popołudnie w Central Parku, gdzie w sobotni ciepły dzień gromadzi się chyba pół Kazachstanu. Wieczorem odjeżdżamy do Tarazu, myląc wcześniej dworce i zaliczając szalony rajd taksówką z dworca Ałmaty 2 na dworzec Ałmaty 1.

26
Takie atrakcje w Central Parku w Ałmatach!
27
Nocny pociąg do Tarazu

DZIEŃ 16 – TARAZ

Zwiedzanie Tarazu było nieco utrudnione przez wszechobecną dziką żarkę. Taraz to stare miasto, które w 2002 roku świętowało dwutysiąclecie istnienia. Oglądamy tu szybko kilka mauzoleów: Karachana, jednego z władców Kazachstanu i Dauitbeka, zmarłego wodza Monogołów. Potem jeszcze jakiś meczet i na nic więcej nie mamy siły, bo upał powolutku nas wykańcza. Co ciekawe, miły Kazach, z którym chwilę rozmawiałyśmy, okrutnie rozbawiony naszym narzekaniem na upał, stwierdził, że to jeszcze nie jest żarka. Generalnie wizyta w Tarazie nie była gwoździem kazachskiego programu turystycznego 🙂

28
Mauzoleum Karachana

DZIEŃ 17 – SZYMKENT

Do Szymkentu jedziemy marszrutką za 1100 tenge/os. (ok. 11 zł). Dzika żarka trwa nadal w najlepsze, dlatego najchętniej zostałybyśmy w klimatyzowanym hostelu. Wypuszczamy się jednak na miasto, które wielkiego wrażenia na nas nie robi. Mieszka tu ponad pół miliona ludzi. Idziemy do parku, w którym znajduje się miejsce pamięci ofiar stalinizmu i kręcimy się po ulicach. Momentami jest tak, jakbyśmy znajdowały się w jakiejś zapomnianej przez świat wiosce, innym razem Szymkent wygląda jak porządne, szanujące się, dorodne miasto. Zadziwia nas jedynie ilość zakładów wulkanizacyjnych na ulicy. W sklepie omyłkowo kupuję colę o smaku kawy (tak!) i to ostatecznie przesądza o werdykcie. Szymkent szału nie robi.

29
Aleja w parku – miejsce upamiętnienia ofiar stalinizmu

DZIEŃ 18 – TURKIESTAN

Zdecydowanie najciekawsze z trójcy: Taraz, Szymkent i Turkiestan. To jedno z najstarszych, stale zamieszkanych miast Kazachstanu. Zwiedzamy tu Mauzoleum Ahmeda Jasawiego, ale bardziej niż jego wnętrzem zachwycamy się efektownym budynkiem. Zaglądamy także do meczetu. Show i tak kradną statyści, którzy kręcą się po okolicy w strojach sprzed kilku wieków, bo akurat kręcony jest film. Dwie babuszki proszę nas o selfie, a my oczywiście chętnie pstrykamy sobie wspólną fotkę. Wieczorem wracamy marszrutką do Szymkentu (1000 tenge, ok. 10 zł/os.) i oglądamy w barze mecz Polski z Senegalem na Mundialu. Gra jest żenująca, podobnie jak wynik, więc cichaczem ściągam z szyi biało-czerwony szalik i chyłkiem opuszczamy knajpę.

30
Mauzoleum Ahmada Jasawiego – myśliciela, mistyka, poety. To jeden z najbardziej okazałych kompleksów budowlanych w Kazachstanie.
31
Selfie z babuszkami! Panie były statystkami w filmie.

DZIEŃ 19 – SAJRAM, SZYMKENT, TARAZ

Rano jedziemy marszrutką nr 140 z Szymkentu do Sajramu (70 tenge, ok. 70 gr.), gdzie zwiedzamy mauzoleum, cmentarz i stary minaret. Sajram to takie niewielkie miasteczko, jedno z najstarszych w Kazachstanie, do którego można zajrzeć, jeśli macie sporo czasu. Nie zmieni to raczej waszego życia, ale spacery po kazachskich miasteczkach są zawsze warte polecenia. Dalsza część dnia to powolne przedostawanie się do Ałmatów – najpierw wracamy do Szymkentu, potem marszrutką do Tarazu, a stamtąd nocnym pociągiem do Ałmatów (3200 tenge, ok. 32 zł). Dzień wygrywa kierowca autobusu, który podwozi nas na dworzec, mimo że jego linia tam nie jeździ.

32
Atrakcje Sajramu

DZIEŃ 20 – AŁMATY

Kolejny raz w Ałmatach. Powoli zaczynamy się tu czuć jak u siebie w domu 🙂 Robimy zakupy na bazarze, a wieczorem spotykamy się z naszym przewodnikiem Anatolijem, z którym następnego dnia ruszamy na trekking. Anatolij pokazuje nam zdjęcia z trekkingu w Kirgistanie i w Nepalu, co sprawia, że natychmiast chcemy tam jechać. Chętnym mogę podać kontakt do Anatolija – polecam!

DZIEŃ 21 -22 – 23 TREKKING W GÓRACH AŁATAU ZAILIJSKI

Żarty się skończyły. Bierzemy plecaki, namiot i ruszamy ku przygodzie! Trasa naszego trekkingu jest następująca: Butakovkaprzełęcz Butakovka – dolina Lewego Tałgaru – przełęcz Turystów – Wielkie Jezioro Ałmackie. Przeżywamy dwie lodowate noce w namiocie i pierwszy raz w życiu wdrapujemy się na wysokość 3900 metrów. Ten trekking opiszę w oddzielnym wpisie. Teraz mogę napisać jedno: góry Kazachstanu bardzo dają radę!

33
Takie widoki oferuje Kazachstan
34
Piękny, trzydniowy trekking, choć mozołu w nim niemało!

 DZIEŃ 24 – AŁMATY

Tego dnia odpoczywamy po trudach trekkingu i korzystamy z dobrodziejstw cywilizacji, bujając się po knajpach i relaksując podczas shoppingu 😉 Wieczorem wsiadamy w pociąg i ruszamy na północ Kazachstanu, do Szczucińska, który jest już rzut beretem od Burabaju – naszego następnego celu podróży.

DZIEŃ 25 – SZCZUCIŃSK, BURABAJ

Za 200 tenge (ok. 2 zł) jedziemy busem ze Szczucińska do Burabaju, zwanego kazachską Szwajcarią. Bardzo i zdecydowanie na wyrost, choć niewątpliwie Park Narodowy Burabaj ma swój urok. Nocujemy w obleśnym hostelu za 2500 tenge od osoby (ok. 25 zł), zwiedzamy kurort, który najlepsze lata ma już chyba za sobą (jeśli w ogóle kiedyś je miał). Jemy uzbeckie manty a wieczór spędzamy nad jeziorem.

35
Nad jeziorem Borovoje

DZIEŃ 26 – BURABAJ

Wypożyczamy rowery i urządzamy sobie przejażdżkę dookoła jeziora, która jednak kończy się dużo szybciej niż zaplanowałyśmy. Po półgodzinie przebijam dętkę, a potem dopada nas solidna ulewa. Mozolnie wracamy na piechotę do miasteczka. Wieczorem jesteśmy jedynymi klientkami w barze, w którym oglądamy mecz Polski z Japonią na mundialu. Opatrzność nad nami czuwa, bo wkrótce wysiada prąd i nie mamy możliwości obejrzenia do końca tego smutnego spektaklu.

36
Zamiast przejażdżki rowerowej wyszedł spacer z rowerem, ale i tak było fajnie 🙂
37
Klimaty Burabaju 🙂

DZIEŃ 27 – ASTANA

Marszrutką jedziemy do Astany, bo nasz pobyt w Kazachstanie dobiega końca. W Astanie przybijamy piątkę z prezydentem – wjeżdżamy na wieżę Bajterek, gdzie każdy ma możliwość złożenia swej dłoni na odcisku dłoni prezydenta. tym symbolicznym gestem dziękujemy narodowi kazachskiemu za wspaniałą gościnność!

38
Ja, niegodna, i odcisk dłoni prezydenckiej.

DZIEŃ 28 – POWRÓT DO DOMU

Naszym ulubionym autobusem numer 10 docieramy na lotnisko w Astanie i wracamy do domu, kończąc wspaniałą, miesięczną przygodę pod tytułem „Mus Mozołu w Kazachstanie”. Polecam, zachęcam, rekomenduję ten kierunek!

39

Dodaj komentarz