Szlakiem HRP przez Pireneje

Nie pamiętam już gdzie i kiedy po raz pierwszy usłyszałam o szlaku HRP. Pamiętam natomiast, że w 2019 roku byłam na prelekcji Łukasza Supergana, który opowiadał o swoim przejściu Pirenejów. Słuchałam o taszczeniu w plecaku jedzenia na kilka dni, oglądałam zdjęcia małych schronów i ściśniętych w nich ludzi i myślałam sobie – nie, mnie to nigdy nie spotka. Byliśmy z Markiem akurat świeżo po przejściu GR20 i Głównego Szlaku Sudeckiego, więc wspomnienia bolących stóp były jeszcze bardzo świeże. Samo myślenie o jakichkolwiek 800-kilometrowych szlakach przyprawiało o boleści. Ale mimo wszystko ziarenko zostało zasiane. Potem kiełkowało sobie powolutku, podlewane od czasu do czasu przez autorkę bloga Szukając słońca, która regularnie rozsiewa w internetach pirenejski spam. W końcu, gdzieś na początku tego roku, podjęliśmy decyzję – przejdźmy w końcu te Pireneje, zobaczmy o co tyle hałasu.

O co tyle hałasu? A o to na przykład. Pic du Midi d’Ossau, gwiazda francuskich Pirenejów.
Ponad chmurami. Jeden z magicznych wieczorów na HRP

Haute Route Pyrénéenne (HRP) – o co tyle hałasu?

Szlak HRP (Haute Route Pyrénéenne) uważany jest za jedną z bardziej wymagających górskich tras trekkingowych w Europie. Wiedzie on znad Oceanu Atlantyckiego (a dokładniej z miejscowości Hendaye) nad Morze Śródziemne (do Banyuls-sur-Mer). Można oczywiście przejść HRP także w drugą stronę (a można i w obie, ale to wersja dla masochistów). Jeśli chodzi o długość tego szlaku, to spotkałam się z różnymi wersjami – przewodnik, z którego korzystaliśmy (Cicerone), podaje, że HRP ma 750 kilometrów, inne źródła, że 800, a nam, według pomiarów mojego zegarka, wyszło około 850 kilometrów. Z czego mogą wynikać te rozbieżności?

Ano na przykład z tego, że HRP nie jest eleganckim, oznakowanym, wymalowanym na biało-czerwono szlakiem. To radosna plątanina innych szlaków, dróżek i bezdroży, nie zawsze oznakowanych. Często podąża się francuskim szlakiem GR10 (to również trawers Pirenejów, ale po francuskiej stronie) oraz hiszpańskim szlakiem GR11 (trawersującym Pireneje po hiszpańskiej stronie). Nasz HRP stara się natomiast trzymać jak najbliżej głównej grani, płynnie przechodząc ze strony francuskiej na hiszpańską i z powrotem. Bywa, że za oznakowanie służą kopczyki z kamieni, które jednak w cudowny sposób namnażają się i prowadzą w przeróżnych kierunkach. A bywa i tak, że żadnych znaków nie ma, trzeba więc po prostu iść „gdzieś tam”. Tak, nawigacja na HRP bywa wyzwaniem. Poza podstawowym przebiegiem trasy mamy również do wyboru liczne warianty – głównie łatwiejsze obejścia na wypadek złej pogody, ale także dodatkowe szczyty (m.in. trzytysięczniki), na które można wejść. W trakcie marszu pokonuje się około 40 000 metrów podejść i zejść, trzeba być ponadto przygotowanym na (średnio) 6- 8 godzin wędrówki dziennie. Zachęcające, prawda?

Majestat gór i pełnia mozołu – oto HRP w pigułce
Jakoś trzeba przejść przez to rozsypisko, ale nie liczyłabym na pomocne wskazówki którędy iść…

To szlak, którym zdecydowanie najlepiej wędrować w lecie – mniej więcej od drugiej połowy czerwca do początku października. Przechodzi on przez kilka naprawdę wysokich przełęczy (m.in. najwyższa na trasie przełęcz Col Inferieur de Literole – 2983 m.n.p.m.), a śnieg zalega tu nawet w miesiącach wakacyjnych. W tym roku (2022) akurat tego śniegu było bardzo niewiele, mierzyliśmy się za to z falą upałów.

HRP często prowadzi przez miejsca, gdzie chyba mało kto zagląda. Na trasie zdarzało się, że wędrowaliśmy sobie radośnie podążając na przykład szlakiem GR11, gdzie mijaliśmy innych wędrowców, aż nagle po pewnym czasie orientowaliśmy się, że jesteśmy zupełnie sami – wtedy przypominałam sobie, że przecież godzinę temu odbiliśmy z GR11 i wkroczyliśmy w dzicz. Spotykaliśmy oczywiście inne osoby przemierzające HRP, ale było ich stosunkowo niewiele.

Wędrówka przez dzicz wiąże się z tym, że ilość miejsc, w których można uzupełnić zaopatrzenie, jest ograniczona. Na trasie były oczywiście schroniska z obsługą, co jakiś czas mijaliśmy miasteczka z bazą hotelową i sklepami, ale zdarzały się też etapy, gdzie trzeba było nieść zapas jedzenia na kilka dni. Świetnie sprawdzają się schroniska bezobsługowe i schrony, których na trasie jest niemało – chętnie z nich korzystaliśmy, a bywało, że te przybytki ratowały nam tyłek. Zaopatrzenie w wodę było problemem jedynie na pierwszym etapie wędrówki, w Kraju Basków.

Na dole po lewej stronie najwyżej położone obsługiwane schronisko w Pirenejach – Refuge de Bayssellance (2651 m.n.p.m.)
Bezobsługowy schron po hiszpańskiej stronie – Refugi de Baborte, zwane też Refugi del Cinquantenari (2392 m.n.p.m.)
Jeden z naszych biwaków na szlaku

Większość wędrowców przemierza HRP korzystając z przewodnika wydawnictwa CICERONE, choć na przykład Francuzi mają swój przewodnik, w którym przebieg HRP jest nieco inny. CICERONE dzieli wędrówkę na 5 głównych etapów, których przejście rozkłada na 44 dni.

I tak idąc od zachodu na wschód, będziemy przemierzać kolejno:

Kraj Basków (Hendaye – Lescun), gdzie wędruje się zielonymi pagórkami, nierzadko też trzeba się przedzierać przez chaszcze. Pireneje rozkręcają się powoli, dopiero (mniej więcej) szóstego dnia wędrówki zdobywa się pierwszy dwutysięcznik i zaczyna się robić naprawdę górsko. Ach, no i jeśli traficie na falę upałów tak jak my, to porzućcie wszelką nadzieję – będziecie chodzić nocą, bo za dnia nie da się wytrzymać.

Relację z przejścia tego etapu znajdziecie tu:
HRP – etap 1. Kraj Basków

Ogrzewanie już działa! Jeden z wielu wschodów słońca na trasie. Tutaj w Kraju Basków, gdzie mierzyliśmy się z falą nieznośnych upałów.

Pireneje Wysokie i francuski Park Narodowy Pirenejów (Lescun – Gavarnie) to odcinek z gwiazdorską obstawą – to tutaj możemy podziwiać m.in. dostojny Pic du Midi d’Ossau (2884 m.n.p.m.), najwyższy szczyt francuskich Pirenejów Vignemale (3298 m.n.p.m.) czy też spektakularny cyrk Gavarnie. Pojawiają się też pierwsze trudności techniczne, czyli miejsca, w których stoicie przed wielkim głazem i zastanawiacie się, jak na niego wejść, bo ktoś poprowadził szlak HRP właśnie tędy. To jedynie mały wycinek tego, co oferuje ten przepiękny, widokowy, ale i wymagający etap.

Relację z przejścia tego etapu znajdziecie tu:
HRP – etap 2. Lescun – Gavarnie

Imponująca północna ściana Vignemale. Tutaj byliśmy świadkami akcji ratunkowej – ratownicy z pomocą helikoptera podebrali ze ściany wspinacza, który uległ wypadkowi.

Gavarnie – Salardu, etap wysokich przełęczy i wędrówki w cieniu masywu Maladeta z najwyższym szczytem Pirenejów – Aneto (3404 m.n.p.m.). Przemierzamy niekończące się przełęcze doliny Aran, a także wzdychamy do jezior, z których jedno jest piękniejsze od drugiego.

Relację z przejścia tego etapu znajdziecie tu:
HRP – etap 3. Gavarnie – Salardu

Lac de Mar w dolinie Aran

Salardu – L’Hospitalet-pres-l’Andorre, gdzie zanurzycie się w prawdziwej dziczy, z dala od cywilizacji, za to z plecakami ciężkimi od zapasów jedzenia. Wędrujemy tu głównie po hiszpańskiej stronie, na chwilę wpadając do Francji, tylko po to, by przez przełęcz Port de Rat wkroczyć na terytorium zachwycającej Andory. To piękny, wysokogórski etap, z licznymi bezobsługowymi schronami. Dla takich etapów wyrusza się na HRP.

Biwak przy bezobsługowym schronisku Cabana Sorda w Andorze. Chwila spokoju między burzą a gradobiciem.

L’Hospitalet-pres-l’Andorre – Banyuls-sur-Mer to ostatnia prosta, na której nic nie jest proste. Myślami jesteśmy już nad Morzem Śródziemnym, a tymczasem to najdłuższy etap, z wysokimi szczytami do zdobycia (Pic Carlit 2921 m.n.p.m., Pic Canigou 2784 m.n.p.m.). Dodatkowo im bliżej końca, tym cieplej, więc trzeba się przygotować na gorący finał!

Na szczycie Pic Carlit (2921 m.n.p.m.)

Nasze HRP – informacje praktyczne

Po tej krótkiej prezentacji szlaku HRP, chciałabym opowiedzieć nieco o naszych zmaganiach z tym szlakiem. Jak dostaliśmy się w Pireneje, co wrzuciliśmy do plecaka, co jedliśmy, gdzie spaliśmy – jednym słowem, zapraszam po garść informacji praktycznych, które być może pomogą Wam w planowaniu Waszej mozolnej ekspedycji.


Transport do/z Hendaye/Banyuls-sur-Mer

Szlak HRP przechodziliśmy w lipcu i sierpniu 2022 roku. Wybraliśmy wędrówkę z zachodu na wschód, a więc z Hendaye, francuskiego miasta położonego nad Oceanem Atlantyckim, do Banyuls-sur-Mer leżącego nad Morzem Śródziemnym.

Z Warszawy do Paryża lecieliśmy samolotem (WizzAir, 798 zł za 2 osoby z bagażem rejestrowanym), następnie z Paryża do Hendaye jechaliśmy pociągiem TGV (246 euro za 2 osoby).

Powrót z Banyuls-sur-Mer był bardziej skomplikowany. Najpierw pociągiem dotarliśmy do Perpignan (2 euro za 2 osoby). Tam nocowaliśmy (ze względu na fakt, że w Banyuls-sur-Mer ceny noclegów są znacznie wyższe), a następnego dnia pociągiem z dwiema przesiadkami dotarliśmy do Paryża (265 euro za 2 osoby). W Paryżu spędziliśmy noc, a rano odlecieliśmy do Warszawy (WizzAir, 163,50 euro za 2 osoby z bagażem rejestrowanym). Bilety powrotne, zarówno na pociągi jak i na samolot, kupowaliśmy na kilka dni przed zakończeniem szlaku, kiedy mogliśmy już określić dokładnie datę naszego dotarcia do mety.

Na mecie, po 42 dniach pełnych mozołu

Plecaki i ich zawartość

Kwestia zawartości plecaka mogłaby posłużyć za materiał na oddzielny wpis, ale mimo wszystko spróbuję trochę opowiedzieć o naszym wyposażeniu w tym krótkim akapicie. Cały nasz dobytek zapakowaliśmy w dwa plecaki – ja w Osprey Aura AG 50, Marek w Osprey Atmos AG 65. Mój plecak bez jedzenia i wody ważył ok. 11 kg, natomiast Marka ok. 12,5 kg. W trakcie wędrówki ciężar plecaków się zmieniał, w zależności od tego ile wody i żywności nieśliśmy ze sobą. Mój śpiwór miał komfort -1 stopni, Marka 2 stopnie i były to dla nas wartości optymalne.

Czy coś byśmy zmienili jeśli chodzi o wyposażenie naszych plecaków? Cóż, na pewno przydałby się lżejszy namiot – ten, który mieliśmy, ważył aż 2,7 kg, ale za to jest w nim dużo miejsca, ma 2 przedsionki i 2 wejścia, można go rozłożyć w deszczu i wnętrze będzie suche, no i był dość tani. Marek zabrałby też mniej ubrań.

Poniżej zamieszczam spis zawartości naszych plecaków, choć nie gwarantuję, że ujęłam tam wszystko co tachaliśmy ze sobą…

  • namiot Quechua Quickhiker 2-os
  • śpiwór Cumulus X-Lite 400 (komfort -1) i X-Lite 300 (komfort 2)
  • materac Naturehike (który rozwalił się w połowie szlaku i został zastąpiony zwykłą karimatą kupioną w Gavarnie) oraz materac Volven
  • kuchenka Fire-Maple FMS-X2-BLACK
  • kartusz gazowy
  • 2 plastikowe talerzyki z Decathlonu
  • kubki Kelly Kettle – 0,35 i 0,5l
  • sztućce turystyczne
  • 2 noże składane: Master Cutlery i Opinel
  • 2 plastikowe pojemniki na wodę 0,7 l
  • filtr do wody Sawyer Mini
  • 2 małe karimaty z Decathlonu
  • czołówki (Petzl i Black Diamond)
  • zapasowe baterie
  • okulary przeciwsłoneczne
  • 2 powerbanki, ładowarki, panel słoneczny USB Forclaz SLR900 – 15W
  • kijki trekkingowe Quechua
  • 20 m. linki
  • buffy, kapelusz od słońca, cieplejsza czapka, rękawiczki
  • kurtka przeciwdeszczowa
  • kurtka ocieplana
  • peleryny przeciwdeszczowe Naturehike i Decathlon
  • zestaw ubrań, w moim przypadku: 1 długie spodnie, 2 pary krótkich spodni, komplet lekkiej bielizny termicznej, 2 bluzy z długim rękawem, 4 bluzki z krótkim rękawem, bielizna, kostium kąpielowy
  • buty: Scarpa Zodiac (ja) i La Sportiva TX4 (Marek)
  • sandały (ja) oraz buty do wody z Decathlonu (Marek)
  • apteczka (a w niej podstawowe leki, plastry, sudocrem, Voltaren)
  • krem z filtrem 50
  • przybory higieniczne, szczotka do włosów, kosmetyki
  • ręczniki szybkoschnące
  • worki na śmieci
  • kompas
  • zapalniczki
  • chusteczki higieniczne
  • zestaw naprawczy (igła i nici, trytki, taśma izolacyjna i 2-3 metry power tape)
  • przewodnik Cicerone
  • zegarek z GPS
  • aparat fotograficzny
  • folie NRC
  • dokumenty, karty bankowe/kredytowe, gotówka, ubezpieczenie (Alpenverein), długopis, notatnik
Chwila odpoczynku i w drogę! Przed absurdalnie stromym podejściem na Tuc de Marimanya (2662 m.n.p.m.). Choć wcale tego nie widać, to mój plecak jest wypełniony po brzegi jedzeniem. Rano wyruszyliśmy z Salardu, a następny sklep dopiero za kilka dni w Andorze.

Jedzenie i woda na szlaku HRP

Zacznijmy od wody na szlaku. W Kraju Basków był to drugi – po upałach – główny temat naszych rozmów. W pierwszym etapie wędrówki źródeł wody nie było wiele, a bardzo wysokie temperatury dodatkowo komplikowały sytuację. W przewodniku Cicerone opisane są miejsca z dostępem do wody i w większości przypadków informacje te okazywały się prawdziwe. Czasem udawało nam się znaleźć na mapie google lub w aplikacji maps.me i mapy.cz inne źródła wody, o których nie wspominał przewodnik. Za Lescun większych problemów z wodą już nie było – wkroczyliśmy w wyższe góry, pojawiły się strumyki, ciurkające źródełka, wodospady i jeziora. Za każdym razem, kiedy korzystaliśmy z takiej wody, filtrowaliśmy ją przy użyciu filtra Sawyer Mini. Każdy z nas miał dwie butelki – jedną o pojemności 1 litra i drugą 0,7 litra. Zazwyczaj taka ilość płynów była wystarczająca. Do wody dodawaliśmy elektrolity, a kiedy nam się skończyły (mniej więcej w połowie wędrówki), kupowaliśmy rozpuszczalne oranżady – tak, aby woda miała jakikolwiek smak (niełatwo było kupić elektrolity na szlaku). Tam, gdzie tylko było to możliwe, kupowałam colę – wypiłam jej na szlaku olbrzymie ilości.

Marek próbuje filtrować wodę z pomocą konia. Pod schroniskiem Coms de Jan w Andorze.

Co na szlaku serwował szef kuchni? To oczywiście zależało od tego, co udało nam się dorwać w sklepach. Na śniadanie jedliśmy zazwyczaj owsianki (z wodą i mlekiem w proszku), tortille z dodatkami (np. pesto, kiełbasa, ser). W ciągu dnia za przekąski służyły nam bakalie, batony, chorizo (na które szybko nie mogłam już patrzeć), sery i tortille smarowane pasztetem. Jeśli mijaliśmy jakieś schroniska lub bary, bywało, że w ciągu dnia zamawialiśmy jakąś przekąskę (omlet, burger). Wieczorem, po dotarciu na miejsce biwaku, gotowaliśmy kolację na ciepło. Często jedliśmy puree ziemniaczane z dodatkami (konserwa rybna, ravioli, choucroute), makarony z sosami, gotowe dania niewymagające długiego gotowania (np. ryż z dodatkami) oraz zupki chińskie. Raz na jakiś czas jedliśmy kolację w barze lub restauracji (niezapomniany, najlepszy na świecie KEBAB W ANDORZE!). Na szlaku najbardziej tęskniliśmy za owocami i warzywami, a także oczywiście za zimną colą. Generalnie jedliśmy dużo, wszystko co wpadło nam w ręce i wciąż byliśmy głodni.

Tak kończyło się zderzenie z cywilizacją. Zakupy w Gavarnie (i to nie wszystko!)

Na HRP zaopatrzenie w żywność wymaga dobrej organizacji, tak aby w połowie szlaku nie zorientować się, że nie mamy co jeść. Siadaliśmy więc z przewodnikiem i sprawdzaliśmy, gdzie i kiedy będziemy mijać kolejny potencjalny punkt zaopatrzenia. Czy będzie to sklep, czy tylko bar, a może schronisko? Miejsc, w których można zrobić zakupy nie jest znowu tak dużo. Są to: Col d’Ibardin, Arizkun, Aldudes, Col Bagargui, Lescun, Candanchu, Gavarnie, Salardu, l’Hospitalet-pres-l’Andorre (bardzo mały wybór i drogo), Bolquere, Arles-sur-Tech i Col de Perthus. Porządne zakupy zrobicie także w Parzan oraz La Massana w Andorze, ale żadna z tych miejscowości nie leży bezpośrednio na szlaku. Pamiętajcie, że we Francji i Hiszpanii sklepy mogą być otwarte rano, następnie zamknąć się około 12:30 po to, aby znowu otworzyć się po południu.

W schroniskach raczej nie kupicie produktów do samodzielnego przygotowywania posiłków. Czasem można było za to kupić przekąski (ciastka, chipsy), ale również nie wszędzie. Trzeba także pamiętać, że w schroniskach (głównie we Francji, ale także w Hiszpanii) nie zjemy dowolnego posiłku o dowolnej godzinie. Może się zdarzyć, że gdzieś między 12:00 a 13:00 obsługa ma przerwę obiadową, w związku z czym oni będą jedli, a wy nie. W godzinach popołudniowych kucharze szykują już za to kolację (zazwyczaj podawaną o 19:00 i lepiej ją zarezerwować wcześniej), tak więc prawdopodobnie nie będą chętni, aby szykować Wam posiłek (no chyba że będziecie bardzo grzecznie prosić i się uśmiechać. Wtedy może dostaniecie pizzę, tak jak ja w schronisku Cap de Llauset w Hiszpanii).

Jeśli chodzi o zakup butli z gazem, jest to możliwe w kilku miejscach na szlaku, m.in.: Col Bagargui, Lescun, Candanchu, Gavarnie, Salardu, Bolquere.

Pizza, którą wysępiłam w schronisku Cap de Llauset w Hiszpanii

Większość informacji dotyczących zaopatrzenia w żywność zawartych w przewodniku Cicerone jest aktualna i adekwatna, choć zdarzały się niespodzianki (np. schroniska Arlet i Wallon były zamknięte, gdyż są remontowane), dlatego warto zweryfikować wszystkie informacje przed wyruszeniem na szlak.


Noclegi na szlaku HRP

Większość nocy spędziliśmy oczywiście w namiocie (29, z czego 6 na campingu). W schroniskach (z obsługą) i hotelach spaliśmy łącznie 7 razy, natomiast 5 razy w schroniskach bezobsługowych lub schronach. Przejście HRP bez namiotu lub chociaż tarpa byłoby chyba bardzo ciężkie, jeśli nie niemożliwe.

We Francji nie było problemu z biwakowaniem – można rozbijać się przy schroniskach, a na terenie Parku Narodowego powinno się to robić po godzinie 19:00. W Hiszpanii biwakowanie przy schroniskach nie jest dopuszczalne, są też obszary, gdzie biwakowanie jest zupełnie zakazane. Cóż, napiszę tylko, że ludzie i tak śpią gdzie popadnie.

Etang de la Soucarrane we Francji, blisko Andory. Idealna miejscówka na biwak.

Kilka nocy spędziliśmy w schronach lub bezobsługowych schroniskach (jak na przykład przed przełęczą Port de Barroude, gdzie w schronie przeczekaliśmy burzową noc na wysokości prawie 2400 m.n.p.m.). To naprawdę olbrzymi plus szlaku HRP – mamy tu dobrą sieć (darmowych!) schronień, które docenia się zwłaszcza przy załamaniach pogody. Jedne z nich są zupełnie podstawowe, oferują po prostu jakiś dach nad głową, inne to wypasione chatki, często ze sprzętem kuchennym, materacami i innymi luksusami (np. hiszpańskie schroniska bezobsługowe Refugi Enric Pujol, Refugi Gracia Airoto czy Refuge d’Azpegi).

W schronie przed przełęczą Port de Barroude. Przeczekaliśmy tu załamanie pogody, ulewę i burzę.

Podczas naszej wędrówki nie rezerwowaliśmy żadnych miejsc noclegowych z wyprzedzeniem. Jeśli planowaliśmy nocleg w schronisku, najczęściej dzwoniliśmy tam tego samego dnia i pytaliśmy o miejsca (spaliśmy w nisko położonych schroniskach, nie w tych wysokogórskich). Sądzę, że jeśli planujecie nocleg w którymś z wyższych schronisk, lepiej jest zarezerwować miejsce z wyprzedzeniem.

Przemiłe schronisko w masywie Canigou. Tu wypiliśmy tylko kawę i gorącą czekoladę, natomiast spaliśmy w położonym obok bezobsługowym schronie. I dobrze, bo po południu przyszła wielka burza i ulewa.

Nawigacja na szlaku HRP

Naszą biblią na trasie był przewodnik Cicerone – The Pyrenean Haute Route. W dużej mierze nasze etapy pokrywały się z tymi opisanymi w książce, chociaż czasem łączyliśmy jakieś odcinki lub nocowaliśmy w innych miejscach. Ostatecznie przejście HRP zajęło nam 42 dni (w tym 1 dzień odpoczynku). Mimo że staraliśmy się zawsze podążać trasą HRP, to jednak w dwóch przypadkach wybraliśmy obejścia innymi szlakami. I tak nie weszliśmy na najwyższą przełęcz na trasie Col Inferieur de Literole. Za Refugio de Viados wybraliśmy trzydniowe obejście wariantem GR11, które jest nieco prostsze. Nie weszliśmy także na szczyt Canigou, również obchodząc go szlakiem GR10. Zdecydowaliśmy się na takie zmiany ze względu na kiepskie prognozy pogody, zapowiadane burze i deszcze.

Sam przewodnik to byłoby jednak trochę za mało aby przejść HRP. Korzystaliśmy z dwóch darmowych aplikacji – maps.me i mapy.cz – polecamy zwłaszcza tę drugą. Jest na niej zaznaczony przebieg HRP, choć nieco różni się od tego z przewodnika Cicerone, więc trzeba być czujnym. W aplikacji są też oznaczone wszystkie ważniejsze punkty orientacyjne, chatki, źródła wody itd. Ponadto mieliśmy też tracka GPS (wgrany na zegarek) ze strony http://www.hrpguide.org (koszt: 20 euro, które trzeba wpłacić na organizację charytatywną), ale mówiąc szczerze, rzadko na niego zerkaliśmy (to nie był kompletny, ciągły track, były tam zaznaczone punkty charakterystyczne każdego dnia wędrówki). Tracka GPS można pobrać także ze strony Cicerone. Nie używaliśmy żadnych papierowych map i zupełnie nie czuliśmy takiej potrzeby – tak naprawdę wystarczał sam przewodnik i aplikacja. Oczywiście to nie znaczy, że ani razu nie zbłądziliśmy, albo że nie szliśmy na tak zwaną „pałę” (kto nigdy nie szedł w górach „o, gdzieś tam!” niech pierwszy rzuci kamieniem).

Czasem było zupełnie jasne którędy należy iść. A czasem było to zupełnie niejasne.
Tutaj akurat wyraźne, oznakowane podejście
.
Czasem wspierały nas szlakowskazy

Na końcu wpisu załączam tabelkę z podziałem na poszczególne etapy naszego przejścia HRP – być może takie zestawienie okaże się pomocne dla kogoś z Was.


Ładowanie elektroniki na szlaku HRP

To dość ważna kwestia, i nie chodzi wcale o dodawanie fotek na fejsa (choć o to też). Bez telefonów nie mielibyśmy dostępu do aplikacji mapy.cz i maps.me i prawdopodobnie do dziś błąkalibyśmy się gdzieś między pirenejskimi przełęczami. Możliwości ładowania elektroniki (telefony, zegarek, aparat fotograficzny) na szlaku są bardzo ograniczone. Mieliśmy ze sobą dwa powerbanki, ale mówiąc szczerze – i to byłoby mało. Dlatego przed wyruszeniem na szlak kupiliśmy panel słoneczny (USB Forclaz SLR900 – 15W z Decathlonu), który sprawdził nam się w 100%. W słoneczny dzień był w stanie naładować do końca powerbank o pojemności 30000 mAh, w dni pochmurne ładował go do kilkunastu – 30%. To wystarczało, aby nasze telefony zawsze miały zapas baterii (często przestawialiśmy je w tryb samolotowy). Na szlaku i tak bardzo często nie ma zasięgu – czasem wędruje się przez kilka dni w trybie offline.

Marek niesie panel słoneczny na plecaku
Meta w Banyuls-sur-Mer. Mój zegarek potwierdza, że jesteśmy na wysokości -0 metrów. Cel osiągnięty!

Koszty HRP

Zdecydowanie największym kosztem całego przedsięwzięcia jest transport w Pireneje i z powrotem. W naszym przypadku łącznie zapłaciliśmy za bilety samolotowe (z bagażami rejestrowanymi) i pociągowe prawie 4000 zł. Na pewno można ograniczyć te koszty, kupując wszystkie bilety z dużym wyprzedzeniem.

Samo „bycie na szlaku” kosztowało nas średnio mniej więcej 21 euro dziennie od osoby. W tę kwotę wliczone są koszty żywności, ewentualnych noclegów pod dachem i wszystkie inne wydatki, jakie ponosiliśmy w trasie. Bywały dni (było ich nawet całkiem sporo), kiedy nie wydawaliśmy nawet centa, ale potem wracaliśmy do cywilizacji, robiliśmy wielkie zakupy, tu piwko, tam cola, może jeszcze jakieś frytki do tego i BAH – 100 euro popłynęło. Jeden nocleg w hotelu czy schronisku to już koszt kilkudziesięciu euro. Z całą pewnością można przejść HRP i wydać mniej. Z całą pewnością można też wydać więcej. Uważam, że nasza wersja była dość, ale na pewno nie ekstremalnie niskubudżetowa.

Po podsumowaniu wszystkich wydatków (transport, nocleg w Paryżu i Perpignan, wszystkie wydatki na szlaku) szacuję, że HRP kosztowało nas około 13 000 zł za 42 dni przygody na szlaku i 45 dni w podróży.

Dla tych, którzy mówią, że to dużo – przed wyruszeniem na HRP pracowaliśmy przez 4 miesiące we Francji (praca w pralni w Alpach oraz w fabryce przekąsek w Burgundii) i kwotę, jaką wydaliśmy na HRP byliśmy w stanie odłożyć wspólnie przez miesiąc pracy.

I jeszcze za to płacę!

W przygotowaniu są relacje dzień po dniu ze szlaku HRP – pełne biadolenia, upodlenia i mozołu, jak to zwykle u mnie bywa. 😉 Przejście HRP było wyjątkowym doświadczeniem, dlatego chcę spisać swoje wspomnienia, zanim odejdą w niepamięć. Zapraszam do śledzenia Musu Mozołu!

EDIT: Wpisy pojawiają się powoli:

  1. HRP – etap 1. Kraj Basków
  2. HRP – etap 2. Lescun – Gavarnie
  3. HRP – etap 3. Gavarnie – Salardu

HRP w stylu mozolnym – 42 dni na szlaku

1HendayeCol de Lizuniaga
2Col de LizuniagaArizkun
3ArizkunAldudes
4AldudesRefuge d’Azpegi
5Refuge d’AzpegiCol Bagargui
6Col BagarguiCabane d’Ardane
7Cabane d’ArdaneSource de Marmitou
8Source de MarmitouLescun
9LescunRefuge d’Arlet
10Refuge d’ArletCandanchu
11CandanchuRefuge de Pombie
12Refuge de PombieRefuge de Larribet
13Refuge de LarribetRefuge Wallon
14Refuge WallonBarrage d’Ossoue
15Barrage d’OssoueGavarnie
16GavarnieHeas
17HeasLacs de Barroude
18Lacs de BarroudeUrdiceto power station
19Urdiceto power stationCamping El Forcallo
20Camping El ForcalloCamping Ixeia
21Camping IxeiaRefugio d’Anglos
22Refugio d’AnglosLac de Rius
23Lac de RiusRefugi de Colomers
24Refugi de ColomersSalardu
25DZIEŃ ODPOCZYNKU
26SalarduRefugi Gracia Airoto
27Refugi Gracia Airotoprzed przełęczą de la Cornella
28przed przełęczą de la Cornellaprzed Estany Inferior de Guerosso
29przed Estany Inferior de GuerossoPont de Boavi
30Pont de BoaviEtang de la Soucarrane
31Etang de la SoucarraneLa Massana (nie na szlaku)
32La Massana (nie na szlaku)Refugi de Cabana Sorda
33Refugi de Cabana Sordal’Hospitalet-pres-l’Andorre
34l’Hospitalet-pres-l’AndorreEtang des Fourats
35Etang des FouratsBolquere
36BolquereRefugi d’Ull de Ter
37Refugi d’Ull de TerRefuge de Mariailles
38Refuge de MariaillesMaison Forestiere de l’Estanyol
39Maison Forestiere de l’EstanyolArles-sur-Tech
40Arles-sur-TechLas Illas
41Las IllasCol de l’Ouillat
42Col de l’OuillatBanyuls-sur-Mer

O naszych innych wędrówkach poczytasz m.in. tu:
Alpy Francuskie szlakiem GR5:
Spacerem przez Alpy Francuskie – informacje praktyczne o szlaku GR5

Szlak GR20 na Korsyce:
Korsyka: GR20 – informacje praktyczne

Główny Szlak Beskidzki:
Zew mozołu, czyli jak przejść Główny Szlak Beskidzki bez wspomagania się kondycją

Główny Szlak Sudecki:
Główny Szlak Sudecki – zachwyt ukryty pod warstwą asfaltu

Trekking w Kirgistanie:
Kirgistan: trekking z Jergalanu do Ałtyn-Araszanu

Trekking na Kilimandżaro:
Kilimandżaro: mozołu historia prawdziwa. Część I – „PRZED”

7 myśli na temat “Szlakiem HRP przez Pireneje

    1. Cieszę się bardzo, starałam się opisać wszystko w taki sposób, żeby właśnie osoby planujące HRP otrzymały jak najwięcej pomocnych informacji 🙂 I powodzenia życzę!

  1. Z przyjemnością obserwowałam Wasz mozół przygotowując się do kolejnego wyjazdu do Włoch na szlak Sentiero Italia. Na marginesie – polecam! (7800 km to okazja by poznać Italię – pewnie zajmie mi to kilka lat, ale to przyjemna perspektywa) A wracając do wędrówki – miałam bardzo podobną listę ekwipunku, tylko w wersji dla jednej osoby. Maksymalna waga plecaka to 10 kg, ale szłam Deuterem 24 l. Tak, 24 litry, a pakuję się do niego na dwa tygodnie. W przypadku szlaku SI bez tracku w zegarku można zapomnieć o wędrówce. Niektóre odcinki oznaczone są fantastycznie, niektóre – czekają na odnowienie oznakowania. A na wielu odcinkach szlak, ścieżka jest zupełnie nie widoczna. Pół biedy jak przez łąki i polany, czasem przez pola wielkich paproci, a czasem przez krzaki i gęste zarośla. Track w zegarku to mistrzostwo świata. Po prostu trzeba zaufać! Ja tam jeszcze wrócę 🙂 A Wam polecam, choćby jeden region. Tylko nie pytajcie który 😀

    1. My rownież śledziliśmy Twój włoski mozół. Ciekawi mnie jak udało Ci się spakować na 2 tygodnie w plecak 24 l. 🙂 Nie wykluczam, że kiedyś mozół zaprowadzi nas na Sentiero Italia – byle nie w lecie, bo chyba bym się tam ugotowała!

      1. Ja mam podejrzenie, że ten Deuter to ma większą pojemność, ale oficjalnie 24 l. Ma dwie komory, w dolnej mam ubrania, minimum potrzebnych, plus ręcznik. W górnej komorze jest śpiwór, garnek, a w nim rzeczy do gotowania, coś do jedzenie. Elektronika, kosmetyczka, apteczka i jedzenie. W klapie kurtka. Pod klapą – opaska, rękawiczki, buff plus softflask. Na zewnątrz mam namiot i matę do spania. W bocznej kieszeni płachtę na wypadek zlewy. Kijki, nerka z telefonami i dokumentami. Bardzo pojemny plecak. Ale faktem jest, że jak mam się spakować na weekendowy miejski wyjazd to już jakoś nie ogarniam… 😉

  2. Brawo Wy Agnieszka i Marek!
    Pisz wspomnienia, bo masz rację, że zaraz uciekną.
    Powodzenia!

    A Andora jest super, gorąco polecamy z Asią, choć czasem żółtej kropki trzeba się naszukać 😀 😀

    1. Pisanie wymaga nie mniejszej determinacji niż maszerowanie 😉 Andorę już trochę poznaliśmy, bo właśnie mijają 2 lata od naszego spontanicznego, covidowego wyjazdu tam 🙂 Co nie zmienia faktu, że mogłabym tam wracać i wracać…

Leave a Reply