Maroko: przedsionek piekła w Marrakeszu

piekielny-marrakesz (2)

Marrakesz – serce Maroka, mekka backpackerów, miasto tętniące życiem, absolutne must see, trzeba jechać, trzeba się zachwycić. Tak pisali, a ja uwierzyłam. I trafiłam w sam środek największego bazaru, jaki w życiu widziałam. Bazaru, który cię pochłonie, osaczy, omami zapachami i kolorami, a na koniec weźmie jako zakładnika. Bo medyna w Marrakeszu to nie przelewki – niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto tu był, i nigdy nie zgubił się w jej wąskich uliczkach i ciasnych zaułkach. Kultowy Marrakesz? Dla mnie raczej przedsionek piekła, ale spróbuję wykrzesać z siebie nieco entuzjazmu. W końcu już tam byłam, czyli nie muszę tam wracać.


Do Maroka wybrałam się z koleżanką w marcu 2017 roku. Spędziłyśmy tam w sumie tydzień i odwiedziłyśmy kolejno: Rabat, Marrakesz, Essaouirę, a następnie ruszyłyśmy na zorganizowaną, trzydniową wycieczkę do Merzougi, gdzie jeździłyśmy na wielbłądach i spałyśmy na pustyni.


Początków miasta szukać należy około 1062 roku, kiedy wybudowano tu meczet i kasbę (a więc fortecę górującą nad miastem). Posadzono tu też palmy daktylowe, a kilkadziesiąt lat później miasto otoczono czerwonymi murami, które w dobrym stanie zachowały się do dziś. Czasy świetności Marrakeszu przypadły na XII i XIII wiek, kiedy miasto stało się ważnym ośrodkiem rzemieślniczym słynącym z produkcji skór. Rozwijała się architektura, powstawały liczne ogrody, pałace i brukowane drogi. Wkrótce jednak Marrakesz stracił swoją pozycję na rzecz nowo wybudowanego Fezu. W XVI wieku, po przejęciu miasta przez dynastię Saadytów, Marrakesz znów stał się ważnym ośrodkiem miejskim, pozostając głównym przystankiem na szlaku karawan.

marrakesz.JPG

Dobra passa nie trwała jednak długo – panowanie kolejnej dynastii Alawitów w XVII wieku to ponownie gorszy okres dla Marrakeszu – miasto straciło funkcję stołeczną, a sułtan kazał zburzyć tutejszy pałac, aby pozyskać materiał do rozbudowy Meknes, nowej siedziby. W czasach kolonialnych Marrakesz był ważnym ośrodkiem władzy wojskowej i cywilnej. Po uzyskaniu przez Maroko niepodległości w 1956 roku miasto stało się jednym z najważniejszych punktów na kulturalnej i turystycznej mapie kraju, a jego medynę (która do dziś śni mi się po nocach jak najgorszy koszmar) wpisano na Listę Światowego dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO.

 No to po kolei. Co takiego widziałam w tym Marrrakeszu?

1. Medyna z piekła rodem

Moja marokańska trauma. Niekończący się labirynt, tłum, gwar, chaos. Nachalnie sprzedawcy, „pomocni” miejscowi. Zatrzymaj się na chwilę z mapą, a za kilka sekund ktoś do ciebie doskoczy i zaoferuje swoją pomoc. Czego szukasz, gdzie chcesz iść? Chętnie pomogę, ale nie za darmo! Uff. Ale takich opisów nie przeczytacie w przewodnikach.

No bo medyna w Marrakeszu to miejsce, które jak magnes przyciąga turystów i którego nie wypada nie odwiedzić, jeśli jest się w Maroku. Tętniące życiem suki, oszałamiające kolory, smaki i zapachy, niepowtarzalny klimat. Zgoda, trochę tak jest, ale nie potrafię się tym delektować, kiedy przede wszystkim muszę uważać, żeby nie rozjechał mnie wściekły skuter albo motor, albo kiedy grupa miejscowych po raz setny pyta mnie, czy aby na pewno nie potrzebuję pomocy.

W medynie znajdziecie na przykład medresę Ben Youssefa, a więc szkołę koraniczną, największą i najbardziej okazałą w całym Maroku. No i ja tam nie dotarłam, bo na myśl o tym, że mam znów wejść w gąszcz uliczek i próbować coś znaleźć w tym dzikim labiryncie, robiło mi się słabo.

Filmik poniżej obejrzeć możecie nasz szczęśliwy powrót do domu – naszej kwatery, która znajdowała się w medynie i za każdym razem jej odnalezienie stanowiło nie lada wyzwanie. Przy okazji możecie też zobaczyć, jak prawie przejeżdża mnie jakiś motor/riksza/cokolwiek innego – nie pamiętam już nawet, co to to było. Ja po prostu chciałam do domu.

2. Plac Jama’a el-Fna

Znajduje się on w medynie, a jego nazwa oznacza miejsce, gdzie nie ma meczetu (w innej wersji: plac straceń). Jeśli tu nie byliście, to nie byliście w Marrakeszu. Plac Jama’a el-Fna to odkryta przestrzeń, na której znajdziecie wszystko, co tylko chcecie i jeszcze więcej tego, czego nie chcecie: stoiska z jedzeniem, kobiety malujące hennę na dłoniach, zaklinaczy węży, treserów małp. Wieczorem jest jeszcze gęściej i głośniej – spotkamy tu kapele muzyczne, opowiadaczy baśni, akrobatów, naciągaczy i kabareciarzy. Jeśli będziecie chcieli na chwilę uciec od tego szaleństwa, polecam jedną z wielu okolicznych knajp z tarasami, z których można bezpiecznie obserwować okolicę.

3. Minaret meczetu Kutubijja

To jedna z najbardziej charakterystycznych budowli w Marrakeszu, widoczna z wielu miejsc miasta. To nie przypadek – budynki stawiane w medynie nie mogły być wyższe niż palma daktylowa, właśnie po to, aby nie zasłaniać meczetu. Sam meczet jest niedostępny dla zwiedzających, pozostaje więc skupić się na podziwianiu wysokiej wieży, która stanowi przykład XII-wiecznej sztuki marokańskiej.

Na szczycie dojrzeć można drewnianą szubienicę, na której wieszano błękitną lub zieloną flagę podczas piątkowej modlitwy.  Wypatrzyć można także cztery miedziane kule. Legenda głosi, że początkowo kule były trzy, ale żona sułtana Jakuba al-Mansura w trakcie Ramadanu zjadła trzy winogrona, za karę więc jej biżuterię przetopiono na czwartą kulę. Co za los.

Przy meczecie znajdziecie miły park, w którym można schronić się przed upałem (ale nie można rozłożyć się na trawie, próbowałyśmy i nas pogonili). Ach, czy wspominałam, że w marcu w Marrakeszu było 30 stopni i rozpuszczałam się w upale? Dla ochłody mogłyśmy popatrzeć na ośnieżone wierzchołki gór Atlas na horyzoncie, ale to nie pomogło na długo. Piekielny Marrakesz.

4. Kasba i grobowce Saadytów

Kasba (czyli forteca, ufortyfikowana dzielnica)  w Marrakeszu pozwala odetchnąć. Ludzi jest tutaj trochę mniej, ale też – muszę przyznać, wielkiego szału nie ma. Kasba w Marrakeszu nie umywa się do tej, którą widziałam w Rabacie. Imponująca jest jedna z bram, przez którą można wejść do środka – Bab Agnaou, zbudowana pod koniec XII wieku. W kasbie znajduje się oczywiście meczet, który także jest niedostępny dla zwiedzających.

Polecam zajrzeć do grobowców Saadytów (wstęp 10 dirhamów, ok. 3,90 zł). Obejrzeć tu można grobowce książąt z dynastii Saadytów. Najstarszy zachowany grób pochodzi z 1557 roku. Grobowce są bogato zdobione i stanowią piękny przykład architektury arabskiej.

 

Moje główne wspomnienie z Marrakeszu? Zmęczenie. Zmęczenie upałem, hałasem, ludźmi. Przypominam wam, że jestem aspołeczna. Marrakesz to nie jest miejsce dla mnie. Bardzo się zdziwię, jeśli kiedyś tu wrócę, co oznacza, że zapewne wrócę. O nie.

Jeszcze kilka informacji praktycznych. Do Marrakeszu dotarłyśmy pociągiem z Rabatu, płacąc za to 127 dirhamów (ok 50 zł). Bilety kupiłyśmy na dworcu. Pociąg miał co prawda kilkadziesiąt minut opóźnienia, ale był bardzo nowoczesny i czysty. Na dodatek znalazłam batona czekoladowego pod siedzeniem – opakowanie było nienaruszone, tak więc zjadłyśmy go z apetytem – to taki miły prezent od losu przed traumą Marrakeszu. Podróż trwała kilka godzin (nie pamiętam niestety dokładnie ile – około 4, zdaje się ;), a na miejsce dotarłyśmy około 1 w nocy. Potem na piechotę dotarłyśmy do medyny, gdzie byłyśmy zmuszone poprosić o pomoc miejscowych, gdyż w życiu nie znalazłybyśmy naszej kwatery same.

dworzec
Na dworcu w Marrakeszu o 1 w nocy. Jeszcze bez traumy.

Muszę też niestety wspomnieć o biednym Senegalczyku, który trochę z naszej winy odjechał w siną dalą, nie do końca wiadomo gdzie, ale na pewno nie tam, gdzie chciał. Kiedy czekałyśmy na pociąg na dworcu w Rabacie, pewien względnie miły Senegalczyk bardzo chciał nawiązać z nami rozmowę. Okazało się, że on też zmierza do Marrakeszu (fantastycznie!). Z powodu opóźnienia naszego pociągu zrobiło się małe zamieszanie. Przyjechał inny pociąg, a my w pierwszej chwili myślałyśmy, że to nasz. Podniosłyśmy się, a Senegalczyk poszedł w nasze ślady. Zapytał nas, czy to pociąg do Marrakeszu, a my odpowiedziałyśmy zgodnie z prawdą, że chyba tak – tak nam się wydaje. Wsiedliśmy więc razem, potem gdzieś w tłumie się rozdzieliliśmy. Postanowiłyśmy jednak upewnić się, czy jesteśmy w dobrym pociągu i zapytałyśmy pasażerów, czy to na pewno pociąg do Marrakeszu. No i wyobraźcie sobie, że nie! W ostatniej chwili udało nam się wysiąść, ale nasz nowy, senegalski kolega nie ogarnął niestety sytuacji i odjechał w siną dal. Nie chciałyśmy, żeby tak wyszło, ale też jakoś szczególnie za nim nie płakałyśmy. Życie.

Spałyśmy w pokoju znalezionym na airbnb, w tradycyjnym marokańskim domu. Za 3 noce dla 2 osób zapłaciłyśmy łącznie 75 euro. Największą atrakcją był taras na dachu, z którego mogłyśmy obserwować gwiazdy. Tak, wieczór spędzony na tym tarasie to moje najmilsze wspomnienie z Marrakeszu.


Przykładowe ceny w Marrakeszu:

obiad w turystycznej knajpie na głównym placu Marrakeszu: 75 dirhamów (ok. 30 zł)
kuskus z warzywami na głównym placu Marrakeszu: 45 dirhamów (ok. 18 zł)
herbata z miętą na głównym placu Marrakeszu: 10 dirhamów (ok. 3,90 zł)
owoce dla 2 osób na suku (nie pamiętam dokładnie co to było 🙂 : 35 dirhamów (ok. 14 zł)

PRZECZYTAJ TEŻ:

Maroko: migawki z Essaouiry
Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie
Maroko: operacja „pustynny mozół”, czyli wycieczka na pustynię

 

4 myśli na temat “Maroko: przedsionek piekła w Marrakeszu

  1. Też byłam w Maroku, w marcu tego roku (ale się zrymowało 😀 ) I moja trasa była bardzo podobna, aczkolwiek troszkę krótsza, aniżeli Wasza. Najpierw rabat, a następnie Marrakesz (z małym przystankiem w Casablance). Ponoć Marrakesz albo się kocha, albo nienawidzi. Ja mam jakiś niezrozumiały sentyment do tego miasta, niby głośne, męczące, gorące, ale jednak.. można znaleźć swoją oazę 🙂 Zapraszam do zapoznania się z moją relacją (btw też mieszkam w Belgii 🙂 pozdrawiam

    1. Co za zbieg okoliczności 🙂 Właśnie zajrzałam na Twojego bloga i widzę, że też byłaś w niebieskim lesie, jak chyba wszyscy którzy mieszkają w Belgii 🙂
      A co do Maroka, to ja jakoś sentymentu do Marrakeszu w sobie nie odnajduję. Chyba wolę pustynne klimaty 😉
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz