Maroko: migawki z Essaouiry

logo

Przed wyjazdem do Maroka rozpytywałam tu i tam, gdzie jechać, co zobaczyć, jak żyć. Znajomi i nieznajomi byli zgodni – do Essaouiry jechać warto. Nie tylko można tam napatrzeć się na jeden z najbardziej znanych marokańskich widoków – starówkę otoczoną murami umiejscowioną na klifie, ale także jest szansa na zamoczenie tyłka w wodach oceanu. Wąskie uliczki starego miasta kryją kolorowe malowidła, a ludzie nie są tu aż tak inwazyjni jak w Marrakeszu.


Do Maroka wybrałam się z koleżanką w marcu 2017 roku. Spędziłyśmy tam w sumie tydzień i odwiedziłyśmy kolejno: Rabat, Marrakesz, Essaouirę, a następnie ruszyłyśmy na zorganizowaną, trzydniową wycieczkę do Merzougi, gdzie jeździłyśmy na wielbłądach i spałyśmy na pustyni.


Essaouira, As-Sawira, Mogador, Marokański Woodstock, miasto wiatrów – to wszystko określenia tego samego miasta. Mogador to dawna nazwa, As-Sawira to nazwa arabska, Essaouira – nazwa francuska, Marokański Woodstock wziął się stąd, że miasto jest gospodarzem Światowego Festiwalu Muzyki Gnawa, a miasto wiatrów – no cóż, tam po prostu wieje, co chętnie wykorzystują przybywający tu licznie windsurferzy.

Essaouira była najważniejszym portem marokańskim, który został znacząco rozbudowany w drugiej połowie 18 wieku. Miał być to port dla kupców europejskich i żydowskich, którzy trudnili się handlem złotem, niewolnikami i kością słoniową. Mogłabym rozpisywać się o historii miasta sięgającej 5 wieku przed Chrystusem, zachwycać się piękną zabudową wpisaną na listę UNESCO, ale kto by to czytał? Ważniejszy jest chyba fakt, że kręcili tu Grę o tron, a także Aleksandra i Królestwo Niebieskie. Tak przy okazji, zupełnie nie rozumiem fenomenu Gry o tron (próbowałam to czytać i oglądać). Są osoby, które twierdzą, że mieszkam w jaskini.

widok-na-miasto

Do Essaouiry jechałyśmy z Marrekeszu autobusem firmy Soupratours. Podroż trwa ok. 2,5 godziny, a do pokonania jest ok. 200 km. Za bilet w jedną stronę zapłaciłyśmy 75 dirhamów, a więc ok. 30 zł. W ciągu dnia realizowanych jest kilka takich kursów. Trasa jest bardzo przyjemna i widokowa, gdyż wiedzie wzdłuż gór Atlas. Pustynny krajobraz zaczyna ustępować miejsca łagodnej zieleni, w końcu gdzieś na horyzoncie majaczy ocean i tak oto dojeżdżamy do Essaouiry!

gory-w-drodze
Tam w tle są góry!

Nasz mozół zaczynamy w porcie, gdzie delektujemy się świeżym, intensywnym zapachem ryb. Za 10 dirhamów (ok. 4 zł) wchodzimy na Squala du Port, czyli na wielki bastion artyleryjski. Rozciąga się stamtąd piękna panorama na stare miasto a także na okoliczne wysepki. Są to tak zwane Wyspy Purpurowe.

Nazwa ta pochodzi od ślimaka, który w przeszłości był tu poławiany i z którego otrzymywano purpurowy barwnik. Największą z Wysp Purpurowych jest Wyspa Mogador, na której znajdują się ruiny fortu służącego niegdyś jako miejsce kwarantanny dla pielgrzymów wracających z Mekki. Do wysp tych można dopłynąć statkiem, jednak wycieczki organizowane są głównie w okresie letnim, dodatkowo zakup wycieczki rozłożyłby nasz budżet na łopatki. Postanowiłyśmy więc chłonąć słońce siedząc na umocnieniach bastionu i delektować się szumem oceanu.

port
Strażnik portu
w-porcie
Żałujcie, że nie czujecie tego zapachu!
nad-oceanem
A o tę chustę targowałyśmy się jak szalone.
widok-na-armaty
Armaty sprowadzone z Europy ustawione na rampie. Miały one chronić port przez wrogami.
korzystamy-ze-slonca
Odpoczynek w bastionie artyleryjskim – Squala du Port
mewa
Dumna mewa.
mogador
Wyspy Purpurowe

Essaouira jest tak bardzo różna od Marrakeszu i chwała Bogu. Marrakesz stanowi dla mnie przedsionek piekła, tamtejsza medyna nie bierze jeńców (postaram się opowiedzieć o tym w następnym wpisie), tutaj natomiast jest zdecydowanie spokojniej – można w końcu odetchnąć. Wiatr wiejący od strony oceanu sprawia, że jest także chłodniej niż w Marrakeszu.

Różnice architektoniczne pomiędzy medyną w  Essaouirze a medynami innych marokańskich miast wynikają z faktu, że rozbudowy miasta dokonywał francuski inżynier Théodore Cornut. Miasto jest więc trochę bardziej europejskie, ulice szersze i prostsze. Spacerując po medynie w Essaouirze człowiek nie czuje się jak mucha złapana w pajęczą sieć. Tutaj także, podobnie jak w wielu innych miastach, spotkamy domy malowane na biało z błękitnymi dekoracjami. I tak jak w każdej innej medynie kupimy tu wszystko – wyroby z drewna (podobno najlepsze w Maroku), kolorową ceramikę, tkaniny, kilogramy przypraw, dywany, tradycyjne marokańskie pantofle, mydło i powidło.

kolorowe-uliczki-essaouiry
Kolorowe uliczki Essaouiry
na-suku
Ile tu przestrzeni!
niebieska-uliczka
Uliczka bez ludzi!

Mnie szczególnie urzekły kolorowe malowidła zdobiące ściany domów i murów miasta. Jak wspaniale jest móc się po prostu zatrzymać przed takim obrazkiem i pogapić na niego nie będąc przez nikogo zaczepianym. Tak, chyba mam traumę po Marrakeszu.

uliczkauliczka-2

W Essaouirze znajdziemy także plażę, całkiem przyzwoitą. W marcu woda była na tyle ciepła, że dałoby się nawet popływać, gdybyśmy tylko nie zapomniały zabrać ze sobą naszych strojów kąpielowych… (wzięłyśmy je ze sobą, ale zostały w Marrakeszu. Przeklęte miasto). Pozostało nam więc moczenie nóg w wodzie. Plaża rozciąga się wzdłuż długiego bulwaru Mohammeda V i czasami można spotkać na niej spacerujące wielbłądy. Jest to reklama wycieczek na pustynię, jakie są w Maroku organizowane na potęgę. My tym razem podziękowałyśmy za wielbłądy, bo następnego dnia miałyśmy rozpocząć naszą prywatną operację „pustynny mozół”, a więc właśnie pojechać na pustynię w celu odbycia przejażdżki na tym poczciwym zwierzaku.

spacer-plaza

Przypadkiem udało nam się także dotrzeć na katolicki cmentarz. Początkowo wydawało mi się, że jest on opuszczony, ale wkrótce odnalazłyśmy także „świeże” groby ukryte pomiędzy tymi starszymi, nierzadko zniszczonymi. Część mogił miała także dość osobliwe dekoracje.

cmentarzcmentarz-2cmentarz-3

Essaouira zapadnie mi w pamięć jako spokojne miasto (o ile marokańskie miasta mogą być w ogóle spokojne), pełne kolorów i uliczek, po których chce się przechadzać. Poziom inwazyjności ludzi jest tu zdecydowanie niższy niż w Marrakeszu. Dla przykładu – w Marrakeszu jeśli tylko zbliżysz się do jakiegoś stoiska z czymkolwiek, natychmiast podbiega do ciebie sprzedawca i reklamuje swój towar. Jeśli nieopatrznie wyrazisz cień zainteresowania, przegrałeś. Tutaj weszłyśmy do jednego ze sklepików, bo koleżanka polowała na spodnie. Nasz sprzedawca grzecznie się z nami przywitał, ale potem jakby nas ignorował. Poczułyśmy się nieswojo – dlaczego nas nie zagaduje? Nie zbija ceny? Jak to tak, tym razem przedstawienia nie będzie? Nieinwazyjność tego miłego pana doprowadziła do tego, że Zuza kupiła spodnie! Gdyby tylko bardziej się postarał, nie odstępował nas na krok i nawijał tę samą gadkę, którą nawijają wszyscy, na pewno szybko byśmy uciekły. A tu proszę – niechcący kupiłyśmy spodnie, bo sprzedawca nas ignorował. Jestem przekonana, że to świadomie zastosowana technika sprzedaży skrojona specjalnie na miarę europejskich turystek. Udało wam się.

Po raz kolejny wychodzi na to, że jestem antyspołeczna i na dodatek lubię, kiedy mnie ignorują. Podróże kształcą. Jedźcie do Maroka, zobaczycie, czego dowiecie się o sobie! 🙂


PRZECZYTAJ TEŻ:

Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie
Maroko: operacja „pustynny mozół”, czyli wycieczka na pustynię

Zapisz

Zapisz

Zapisz

4 myśli na temat “Maroko: migawki z Essaouiry

    1. Do Polski 😛 Ale zanim to nastąpi, to pewnie pojeżdżę jeszcze po Belgii i okolicy. Na razie żadnych dalszych planów nie ma, ale u mnie to się bardzo szybko zmienia 😉

  1. My niestety nie zdążyliśmy odwiedzić Miasta Wiatrów. Nieodżałowana strata… To co mnie zaskoczyło najbardziej to historia o nienachalności sprzedawców… Jak to? A ja myślałam, że to cecha wrodzona wszystkich marokańskich sprzedawców i ludzi bardziej lub mniej związanych z turystyką. Dla mnie najgorsze było pójście na spacer, dziesiątki taksówkarzy chciały nas uszczęśliwić, sądząc, chyba, że nie możemy tak po prostu chyba spacerować… Ech Maroko i jego uroki 🙂

Dodaj komentarz