Tatry: wybuchowy mozół na Granatach

Dobrze pamiętam, jak się zarzekałam, że moja noga na Orlej Perci nigdy nie postanie, bo stamtąd się spada i w ogóle to trzeba być nienormalnym, żeby chodzić w takie miejsca. Kilka lat później, choć nadal uważam, że łażenie po Orlej wymaga posiadania pewnego potencjału nienormalności, poszłam. Na początek na Granaty, bo mówili, że najłatwiej. Przeżyłam, podobało mi się, chcę więcej!

Czytaj dalej „Tatry: wybuchowy mozół na Granatach”