Sycylia: prowokacja udana, Monte Cofano zdobyte!

Prowokacja się udała. Sycylijskie Monte Cofano wyrosło prosto z morza i piętrzyło się dumnie, prezentując nam swoją nieprzystępną trójkątną sylwetkę. Podziwialiśmy go z okien samochodu, potem z okolicznych klifów, aż w końcu zapadła decyzja – dosyć tego, nie będzie góra pluła nam w twarz, po prostu tam wejdźmy! O tym, jak daliśmy się sprowokować trójkątnej górze, choć straszyli, że trudno i niebezpiecznie, przeczytacie poniżej.

Czytaj dalej „Sycylia: prowokacja udana, Monte Cofano zdobyte!”

Korona Beneluksu – nie bój się marzyć! I jedz belgijską czekoladę.

Nigdy nawet nie przeszło mi przez myśl, że kiedyś będę mogła nazwać siebie zimową zdobywczynią Korony Beneluksu. Częściowo zapewne ze względu na fakt, że o Koronie Beneluksu usłyszałam po raz pierwszy wtedy, kiedy ją wymyśliliśmy. Bo wiecie, coś takiego właściwie nie istnieje, dlatego też wymagało pilnego wymyślenia. Następnie rzuciliśmy wyzwanie płaskim wierzchołkom Beneluksu i w nienagannie mozolnym stylu osiągnęliśmy nasz cel! Kilometry treningów po płaskim, kilogramy belgijskiej czekolady, siła, wiara i determinacja – właśnie tak spełnia się marzenia i tworzy historię!

Czytaj dalej „Korona Beneluksu – nie bój się marzyć! I jedz belgijską czekoladę.”

Francja: na dalekiej północy, czyli Opalowe Wybrzeże i Dunkierka

W kategorii francuskich wybrzeży najbardziej znane jest chyba to Lazurowe, z Niceą i Cannes. Okazuje się jednak, że i północne krańce Francji nie rozczarowują. Zapraszam na Opalowe Wybrzeże, wietrzny skrawek lądu nad Morzem Północnym, gdzie podziwiać można niebrzydkie klify, a przy odrobinie szczęścia uda się ujrzeć i urwisty brzeg Anglii. W pakiecie dorzucam także wizytę w Dunkierce, spacer po okolicznych wydmach i gubienie się między bunkrami z czasów II wojny światowej.

Czytaj dalej „Francja: na dalekiej północy, czyli Opalowe Wybrzeże i Dunkierka”

Tatry: wybuchowy mozół na Granatach

Dobrze pamiętam, jak się zarzekałam, że moja noga na Orlej Perci nigdy nie postanie, bo stamtąd się spada i w ogóle to trzeba być nienormalnym, żeby chodzić w takie miejsca. Kilka lat później, choć nadal uważam, że łażenie po Orlej wymaga posiadania pewnego potencjału nienormalności, poszłam. Na początek na Granaty, bo mówili, że najłatwiej. Przeżyłam, podobało mi się, chcę więcej!

Czytaj dalej „Tatry: wybuchowy mozół na Granatach”

Macedonia: „Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie”, a więc Mus Mozołu znów zgubił się w górach

To historia z gatunku tych, którymi nie ma się co chwalić, dlatego poświęcam jej oddzielny wpis na blogu. Zanim szczęśliwie zdobyłyśmy Korab, podjęłyśmy heroiczną próbę wejścia na nieszczególnie interesujący szczyt Kozha (1740 m.n.p.m.), położony w Parku Narodowym Mavrovo. Miała być zaprawa przed Korabem, był konkretny survival, bo wszystko poszło nie tak. I tak naprawdę to nawet nie wiem, czy byłam na szczycie, ale mówiąc szczerze – jest mi wszystko jedno. Więcej już w tę dzicz nie pójdę.

Czytaj dalej „Macedonia: „Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie”, a więc Mus Mozołu znów zgubił się w górach”

Na dachu Macedonii, czyli wejście na Korab

Jeszcze do niedawna Macedonia kojarzyła mi się głównie z Aleksandrem Macedońskim. Teraz mapa moich skojarzeń jest nieco bardziej rozbudowana, a szczególne miejsce zajmuje na niej Korab – najwyższy szczyt tego kraju. Gdzie to w ogóle jest, jak się tam idzie, czy łatwo się zgubić i co widać po drodze? Mus Mozołu spieszy z odpowiedziami na te palące pytania!

Czytaj dalej „Na dachu Macedonii, czyli wejście na Korab”

Tatry: Kościelec, czyli królestwo mgieł

Nigdy nie było mi po drodze na Kościelec. Bo trzeba wejść i zejść tą samą drogą, a ja tego nie lubię. Bo inne szlaki kusiły bardziej. Bo pogoda nie taka. W tym roku postanowiłam, że nie ma zmiłuj – biorę mozół i wchodzę na tę górę. W asyście mgły prawdopodobnie udało mi się wleźć na szczyt, choć któż wie, gdzie tak naprawdę byłam. W królestwie mgieł – tego jestem pewna. Czytaj dalej „Tatry: Kościelec, czyli królestwo mgieł”

Belgia: wiosenna ofensywa w Ardenach – relacja

ardeny-relacja

Zapraszam na wiosenny spacer po górach, pagórkach, polach i torfowiskach w belgijskich Ardenach. Nie bójcie się, nie zmęczycie się. Najwyżej trochę się pogubimy w ardeńskich lasach, ale co to za trekking bez choć symbolicznego pobłądzenia. Gotowi?

Czytaj dalej „Belgia: wiosenna ofensywa w Ardenach – relacja”

Belgia: wiosenna ofensywa w Ardenach – informacje (nie)praktyczne

ardeny-szukamy-gor

Jeśli myśleliście, że przeprowadzka do nizinnej Belgii zwolni mnie z obowiązku uskuteczniania musu mozołu, to byliście w błędzie. Przecież nawet najbardziej płaski kraj musi mieć jakiś najwyższy punkt. W przypadku Belgii jest to Signal de Botrange, całe 694 m.n.p.m. do zdobycia! Poskromiłyśmy tego olbrzyma, przedeptałyśmy 80 kilometrów ardeńskich ścieżek, wytaplałyśmy się nieco w błocie i pobłądziłyśmy w lasach. Ach, i spaliłam sobie nos, bo kto to widział, żeby w Belgii świeciło słońce?! W tym wpisie postaram się przekazać najważniejsze informacje (nie)praktyczne dotyczące naszego wyjazdu w Ardeny. Relacja z trekkingu pojawi się w następnym wpisie.

Czytaj dalej „Belgia: wiosenna ofensywa w Ardenach – informacje (nie)praktyczne”

Belgia: zimowa ofensywa w Ardenach

lodowiskoMożecie się śmiać i mówić, że w Belgii nie ma gór. Możecie się także ironicznie uśmiechać pod nosem, kiedy piszę o pionierskiej, polskiej, zimowej ekspedycji. Możecie nawet zaśmiewać się do rozpuku, czytając, że w trakcie naszej wyrypy osiągnęłyśmy oszałamiającą wysokość 365 m.n.p.m. Prawda jest jednak taka, że nigdy, w żadnych górach, nie zgubiłam się tak bardzo, jak w Ardenach. Wnioski są dwa: nigdy nie lekceważ przeciwnika i zawsze miej przy sobie latarkę. Zapraszam w góry!

Czytaj dalej „Belgia: zimowa ofensywa w Ardenach”