Szczyty mozołu: gdzie iść, żeby się sponiewierać

Skoro śledzicie Mus Mozołu i czytacie ten wpis, to prawdopodobnie jesteśmy zgodni co do jednego: po górach nie chodzi się dla przyjemności. Po górach chodzi się po to, żeby się upodlić! Za ciężki plecak, za strome zbocze, palące słońce albo porządna ulewa, koniecznie gruba warstwa świeżego błotka, zadyszka i zakwasy – oto warunki idealne do zdobywania szczytów w stylu mozolnym! A gdzie sponiewieracie się najpiękniej? Zapraszam do lektury wpisu!

Oto moja prywatna lista beskidzkich i sudeckich szczytów mozołu, które odbiorą wam dech w piersiach (dosłownie!), przeczołgają, potargają, a na końcu i tak będziecie przeszczęśliwi. I wrócicie, żeby przeżyć tę gehennę raz jeszcze!

Szczebel (970 m.n.p.), Beskid Wyspowy
szlak czarny z Mszany Dolnej

Szczebel, ty draniu! Wszystko, co o tobie mówią jest prawdą, a ja i tak chętnie dodam kilka słów od siebie! Od samego początku wydawałeś mi się podejrzany. Kto to widział, żeby tak ostentacyjnie piętrzyć się nad Mszaną Dolną. Nazwa nie wzięła się znikąd… O ile sam początek podejścia czarnym szlakiem jest dość przyjemny, to w pewnym momencie ścieżka niespodziewania skręca w prawo, przekraczamy strumyk i okazuje się, że trzeba iść w pionie… Cóż, na szczęście krew, pot i łzy z nieprzyzwoicie stromego podejścia czarnym szlakiem są należycie wynagradzane przez widok ze szczytu. Drogi Szczeblu – jesteś zabójcą, ale pełnym uroku!

Luboń Wielki (1022 m.n.p.m.), Beskid Wyspowy
szlak czerwony z przełęczy Glisne

Luboń Wielki to sąsiad Szczebla , zresztą wydaje się, że oba szczyty rywalizują ze sobą o palmę pierwszeństwa w dziedzinie podłości. Tak naprawdę cały Beskid Wyspowy to wielka arena mozołu, pełna stromych zejść i podejść. Na uwagę zasługuje z pewnością czerwony szlak wiodący na szczyt Lubonia Wielkiego z przełęczy Glisne. Miałam okazję schodzić tędy dwukrotnie, z czego raz po całonocnej ulewie, a więc zejście było tak naprawdę jednym wielkim ślizgiem, z zastosowaniem techniki dupozjazdu. Uwierzcie mi, że jest stromo. Stromo i pięknie! Luboń Wielki to zdecydowanie mocne otwarcie (bądź zamknięcie) Małego Szlaku Beskidzkiego.

Śnieżnica (1006 m.n.p.m.), Beski Wyspowy
szlak czarny z Porąbki

To kolejny bezwstydnie stromy szlak. Początek, jak to zwykle bywa, jest niepozorny – przyjemny las, drzewka, krzewy, liście, te sprawy. Jest zaledwie lekko pod górę – to etap usypiania czujności, bo już za chwilę okaże się, że czeka was podejście w pionie. Jeśli sprzyja wam mozół – to za podłoże będzie robić błoto i kupa śliskich liści, dzięki czemu każdy krok będzie walką z grawitacją. Śnieżnica zdecydowanie zapracowała sobie na swoją podłą reputację. Tych, którzy wymiękają, uspokajam – podejście jest dość krótkie, a z polany pod szczytem rozciąga się piękna panorama na beskidzkie wyspy!

Kozie Żebro (854 m.n.p.m.), Beskid Niski
szlak czerwony (wejście i zejście)

Kozie Żebro to prawdziwa mozolna bomba, to jak spełnienie najskrytszych marzeń każdego miłośnika mozołu. Jeśli przeszliście bądź planujecie przejść Główny Szlak Beskidzki, przyjdzie wam wyciskać siódme poty na stromym kozim podejściu, a następnie walczyć z grawitacją podczas jeszcze bardziej stromego zejścia. Do dziś pamiętam, jak schodziłam w stronę bazy namiotowej w Regetowie trzymając się kurczowo każdego drzewa. Kto to widział, żeby Beskidy był tak strome?!

Kolanin (705 m.n.p.m.), Beskid Niski
szlak czerwony na przełęcz Hałbowską

Kolanin to dowód na potwierdzenie tezy, że Beskid Niski to najpodlejszy z Beskidów. Nie dość, że oszust – bo wcale nie niski, to jeszcze zdradliwie stromy. O istnieniu tej nieszczęsnej kupki mozołu dowiedziałam się przemierzając GSB – po nocy spędzonej we wiacie pod Ostryszem schodziliśmy w kierunku wsi Kąty (najniżej położonej wsi na szlaku), a zejście wiodło właśnie przez Kolanin. Skandalicznie strome zejście na zawsze pozostanie w mojej pamięci, a Kolanin już nigdy nie będzie jakimś tam anonimowym pagórem skrytym gdzieś w beskidzkich chaszczach.

Bukowiec (898 m.n.p.m.), Góry Kamienne, Sudety
szlak czerwony z Sokołowska

300 metrów podejścia na odcinku 1 kilometra – witajcie w piekle! Stroma, zarośnięta ścieżka wyprowadzi was z urokliwego Sokołowska na morderczy szczyt Bukowiec. Widoków tu raczej nie uświadczycie, za to satysfakcja i poczucie dobrze wypełnionego mozołu murowane! Nagrodą mogą być przepyszne naleśniki w pobliskim schronisku Andrzejówka. Tych, którzy jednak woleliby się upodlić nieco mniej, uspokajam – z Sokołowska do Andrzejówki prowadzi też normalny szlak dla normalnych turystów, gdzie ryzyko wyplucia płuc jest raczej minimalne. Jeśli jednak planujecie przechadzkę Głównym Szlakiem Sudeckim, bądźcie gotowi na starcie z bezwzględną ścianą Bukowca!

Waligóra (936 m.n.p.m.), Góry Kamienne, Sudety
szlak żółty z Andrzejówki

Pewnego majowego wieczoru, kiedy nocowałam w schronisku Andrzejówka, wybrałam się na wieczorną przechadzkę. W sumie na tę Waligórę to rzut beretem – tak sobie pomyślałam, i poszłam na lekko, bez plecaka, bo to przecież krótki spacer. O, ludzka naiwności. Po co mi to było – rozważałam o istocie swoich motywacji trzymając się kurczowo drzewa w trakcie pionowego podejścia na szczyt. Kiedy w końcu zasapana dotarłam na wierzchołek, zachodzące słońce przebijało się niemrawo przez drzewa, a ja zamiast cieszyć się z kolejnego szczytu do Korony Gór Polski, zastanawiałam się, jak nie skręcić sobie karku podczas zejścia. Ostrożnie z tą Waligórą!

Hrobacza Łąka (815 m.n.p.m.), Beskid Mały
szlak czerwony z Międzybrodzia Bialskiego

Jeszcze nie ustaliłam, czy ten szlak wydał mi się nieludzki dlatego, bo jest nieludzki, czy dlatego, że przemierzałam go w dzikim upale w trakcie przejścia Małego Szlaku Beskidzkiego. Miałam wrażenie, że idziemy w nieskończoność, powietrze jest piekielnie gorące, a końcówka szlaku – i to już fakt – jest naprawdę stroma. Był to już prawie finisz Małego Szlaku Beskidzkiego i rozpływałam się z gorąca – uznajcie to proszę, że okoliczności łagodzące. Hrobaczą Łąkę lubię i chętnie tu wrócę, ale czuję, że raczej nie czerwonym szlakiem.

Lubań (1225 m.n.p.m.), Gorce
szlak czerwony z przełęczy Studzionki

Ach, ten Lubań! Zapamiętałam go jako wyrachowanego mordercę, który uśpi czujność sielskimi widokami, aby potem zaatakować bezceremonialnie stromym podejściem, a jeśli dopisze Wam szczęście – także piekielnym skwarem na niezalesionym odcinku szlaku. Jak ja tam pięknie umierałam w trakcie GSB! Na Lubaniu byłam dwa razy, dwa razy od strony przełęczy Studzionki, dwa razy zarzekając się, że nigdy więcej. Tylko że tam na szczycie to tak pięknie jest, że chyba warto…

To oczywiście lista otwarta – chętnie przeczytam o Waszych propozycjach szczytów mozołu – dodawajcie je w komentarzach! Znacie inne miejsca, gdzie mozół mówi dobranoc? Wiecie, gdzie pójść, żeby się sponiewierać? Czekam na propozycje!

PS. Na pewno wielu z was słyszało o słynnej ścianie płaczu pod Lackową. To szlak czerwony prowadzący od przełęczy Beskid na najwyższy szczyt polskiej części Beskidu Niskiego. Na Lackową zdarzyło mi się już kiedyś wleźć, wcale nie było tak łatwo, dlatego z niemałym zdziwieniem odkryłam, że wcale nie szłam tym szlakiem! Plan na kolejny wypad w góry? Beskid Niski, Lackowa, ściana płaczu! Mozół już przebiera nóżkami!

3 myśli na temat “Szczyty mozołu: gdzie iść, żeby się sponiewierać

  1. Dobra lista! Pod Kozim Żebrem i Kolaninem podpisuję się dwoma rączkami. Luboń i Lubań jakoś tak wspominam dobrze, chyba że względu na widoki 😉

    Na mojej liście szczytów-zabójców znajduje się jeszcze Czantoria Wielka czerwonym szlakiem. Nieważne, czy w dół, czy w górę, zawsze boli tak samo…

Leave a Reply