Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie

rabat-1-dzien

Moje pierwsze kroki na afrykańskim kontynencie stawiałam właśnie w Rabacie. To tutaj po raz pierwszy zgubiłam się w zatłoczonych uliczkach medyny i podziwiałam błękitne zaułki kasby. Tu zjadłam mój pierwszy marokański tadżin zdobywając szlify w trudnej sztuce negocjacji ze wszystkimi o wszystko. Tutaj też, pierwszego dnia pobytu w Maroku, zrozumiałam, że to nie będzie łatwy wyjazd. Dlaczego? Czytajcie dalej.

Czytaj dalej „Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie”

Francja: co słychać w Amiens?

co-zobaczyc-w-amiens

Amiens to francuskie miasto położone na północy, nad rzeką Sommą, słynące przede wszystkim ze wspaniałej, gotyckiej katedry. Okazuje się jednak, że jest życie poza katedrą! Zapraszam do „wirtualnego” zwiedzania Amiens, bo to miasteczko ma całkiem sporo do zaoferowania!

Czytaj dalej „Francja: co słychać w Amiens?”

Bruksela chaotycznie i subiektywnie: część 2

kawa-i-ciastko

W drugiej części najbardziej chaotycznego i subiektywnego przewodnika po Brukseli, jaki kiedykolwiek powstał, zapraszam Was do Królewskich Galerii św. Huberta, na plac Grand Sablon i do Muzeum Instrumentów Muzycznych. Z góry przepraszam za wszystkie zdjęcia czekoladek, pralinek i innych belgijskich nieprzyzwoitości, w które będzie obfitował ten wpis.

Czytaj dalej „Bruksela chaotycznie i subiektywnie: część 2”

Holandia: Rotterdam – z wizytą u Erazma

rotterdam-male-zdjecie

To nie jest miłe holenderskie miasteczko z klimatycznymi uliczkami, niskimi domkami i wąskimi kanałami. Rotterdam to kawał miasta, w którym znajduje się największy w Europie port, a oprócz portu – cała masa dziwacznych budowli… Tak, architekci trochę tu zaszaleli. Mówią, że to miasto dynamiczne i kosmopolityczne (reszty epitetów nie pamiętam) i tego się trzymajmy, bo to brzmi dużo lepiej niż stwierdzenie, że Rotterdam jest dziwny.

Czytaj dalej „Holandia: Rotterdam – z wizytą u Erazma”

PORTOgalia po raz pierwszy!

_images_do_zmniejszenia_porto1

Zapraszam Was do kolorowego i słonecznego Porto, które nic sobie nie robi z tego, że jest styczeń i trwa zima. Przed wyjazdem słyszałam i czytałam wiele dobrego o tym mieście i muszę przyznać, że większość pogłosek okazała się prawdziwa. Porto jest wybitne, Porto w Porto również, a resztę przeczytacie poniżej.

Czytaj dalej „PORTOgalia po raz pierwszy!”

Belgia: Charleroi – tylko lotnisko, czy jednak miasto?

_images_char_male1

Charleroi zawsze funkcjonowało w mojej świadomości jako lotnisko – stacja przesiadkowa w drodze do Brukseli. To jedno z tych miast, o istnieniu których dowiedziałam się dzięki tanim liniom lotniczym. Postanowiłam mimo wszystko sprawdzić, czy za terminalem lotniczym kryje się jakieś miasto… Co ustaliłam? Czy Charleroi to jednak miasto czy bardziej lotnisko? Przedstawiam wyniki śledztwa.

Czytaj dalej „Belgia: Charleroi – tylko lotnisko, czy jednak miasto?”

Bruksela chaotycznie i subiektywnie: część 1

park_piecdziesieciolecia_luk_triumfalny

Skoro już mieszkam w Brukseli, całkiem sensowne wydaje się napisanie kilku słów na temat tego miasta. Nie dam rady jednak zrobić tego w jednym wpisie, dlatego proponuję Wam najbardziej chaotyczny i subiektywny przewodnik po Brukseli, jaki kiedykolwiek powstał. W kilku wpisach przedstawię Wam miejsca, które lubię, a także miejsca, których nie lubię, ale wypada tam iść. Kolejność jest przypadkowa, zależna od mojego widzimisię.

Czytaj dalej „Bruksela chaotycznie i subiektywnie: część 1”

Villers-la-Ville, belgijskie Stonehenge

_images_ruiny_do_zmn3

Belgijskie Stonehenge – kiedy tylko przeczytałam, że jest w Belgii miejsce, które bywa w ten sposób określane, nie miałam wątpliwości, że muszę tam pojechać. Osobiście porównałabym je raczej do rzymskiego Forum Romanum, ale ruina to ruina. Zapraszam do Villers-la-Ville, mieściny, w której nie ma nic poza pozostałościami po opactwie Cystersów. Ale uwierzcie mi, są to ruiny pierwszorzędne!

Czytaj dalej „Villers-la-Ville, belgijskie Stonehenge”

Belgia: Dinant jak z pocztówki

dinant_male

Napisałabym, że Dinant to małe belgijskie miasteczko słynące z pocztówkowego widoku. Ale nie jestem pewna, czy o mieście, o którym prawie nikt nie słyszał, można powiedzieć, że z czegoś słynie. Załóżmy jednak, że można, bo muszę przecież jakoś zareklamować tę sympatyczną mieścinę.

Czytaj dalej „Belgia: Dinant jak z pocztówki”

Holandia: Nijmegen, miasto pierwszego holenderskiego kontaktu

rower_maly

Nie samą Belgią żyje człowiek. W ostatnią sobotę postanowiłam skoczyć za miedzę i zobaczyć, jak się żyje Holendrom w Nijmegen. Pobieżne oględziny potwierdziły moje przypuszczenia: żyje im się całkiem sympatycznie, bo Nijmegen to po prostu fajne miasteczko. Choć jest najstarszym miastem Holandii, to mnóstwo w nim młodych ludzi, klimatycznych uliczek i przyjemnych knajpek. Można jechać.

Czytaj dalej „Holandia: Nijmegen, miasto pierwszego holenderskiego kontaktu”