Holandia: Rotterdam – z wizytą u Erazma

rotterdam-male-zdjecie

To nie jest miłe holenderskie miasteczko z klimatycznymi uliczkami, niskimi domkami i wąskimi kanałami. Rotterdam to kawał miasta, w którym znajduje się największy w Europie port, a oprócz portu – cała masa dziwacznych budowli… Tak, architekci trochę tu zaszaleli. Mówią, że to miasto dynamiczne i kosmopolityczne (reszty epitetów nie pamiętam) i tego się trzymajmy, bo to brzmi dużo lepiej niż stwierdzenie, że Rotterdam jest dziwny.

ZACHMURZENIE W KRAJACH BENELUKSU

Nie dość, że dziwny, to jeszcze okrutnie mnie oszukał… Od tego powinnam pewnie zacząć. Zanim wyprawiłam się za miedzę, na holenderską ziemię, sprawdziłam oczywiście prognozę pogody. Miało być słonecznie z niewielkimi zachmurzeniami. A jak było? No cóż, Rotterdam przywitał mnie bezlitośnie szarym niebem, ciężkimi chmurami i zimnym wiatrem. Mimo, że Bruksela przyzwyczaiła mnie do takich warunków, to jednak poczułam się trochę oszukana. Cóż zrobić, tak wygląda niewielkie zachmurzenie w krajach Beneluksu. Ale hej, przynajmniej nie padało.

szary-Rotterdam.JPG
Czy mogłoby być bardziej szaro?

Co powiedzą Wam o Rotterdamie przewodniki? Na pewno wspomną coś o największym europejskim porcie, który ciągnie się przez 40 kilometrów. Może dodadzą, że w 1940 roku całe centrum miasta zostało praktycznie obrócone w pył. Odbudowę rozpoczęto dwa tygodnie po zakończeniu wojny i postawiono na nowoczesną architekturę (to znów brzmi lepiej niż stwierdzenie, że architektura Rotterdamu jest dziwna). W mieście mieszkają podobno przedstawiciele 176 narodowości. Bardzo chcę wierzyć, że kiedyś świeci tam słońce.

Zanim zaleję Was falą zdjęć dziwnych budynków, chciałabym, abyście poznali najsłynniejszego obywatela Rotterdamu, filologa, filozofa, pisarza, duchownego – jednym słowem – człowieka Renesansu. Panie i Panowie – Erazm z Rotterdamu!

TEN, KTÓRY CHWALIŁ GŁUPOTĘ

Erazm z Rotterdamu urodził się (a jakże!) w Rotterdamie około 1468 roku. Pomnik Erazma jest najstarszym holenderskim pomnikiem, a żeby zrobić to zdjęcie, musiałam wedrzeć się na plac budowy, bo akurat trwał remont okolicy. Erazm na pewno pochwaliłby moje zachowanie, w końcu jego najsłynniejszym dziełem jest rozprawa Pochwała głupoty.

pomnik-erazma-z-rotterdamu
Erazm z Rotterdamu za ogrodzeniem

Skoro jesteśmy już przy pomnikach i statuach, to w Rotterdamie znajdziemy też pomnik  The Destroyed City (po naszemu z jakiegoś powodu Rozdarte miasto). Przedstawia on postać bez serca, w dramatycznej pozie. Niemieckie bombardowania w czasie II wojny światowej zrównały miasto z ziemią, można powiedzieć, że uderzyły w samo serce miasta. Ten pomnik bardzo przypadł mi do gustu, może dlatego, że biją z niego emocje.

rotterdam-pomnik-rozdarte-miasto
Pomnik Rozdarte miasto z 1951 roku

Kolejną ciekawą instalacją jest Lost Luggage Depot, czyli coś w stylu składowiska zagubionego bagażu. Pomnik ten powstał w 2001 roku w miejscu, z którego kiedyś odpływały statki za wielką wodę, do Ameryki. Tutaj miały miejsce łzawe pożegnania, a pozostawione bagaże mają przypominać o tych, którzy porzucili swoją ojczyznę i ruszyli w nieznane.

A teraz przejdźmy w końcu do rzeczy, do tych wszystkich modernistycznych, postmodernistycznych, nowoczesnych konskrukcji, jednym słowem, pora na…

DZIWNE BUDYNKI

Najbardziej znanym rotterdamskim okazem są chyba domy – kostki (Cube Houses). Jest ich w sumie 38, każdy o powierzchni mniej więcej 100 m2. Jedno z mieszkań jest udostępnione do zwiedzania, tak więc można zobaczyć, jak żyje się w kostce. W jednym z sześcianów działa też hostel (a być może jest ich nawet kilka). Pomysłodawcą tego tworu był duński architekt Piet Blom.

Zaraz obok sześciennych domów można spotkać budynek – ołówek, a także bibliotekę, która przypomina wielki statek. Jej zbiory liczą 400 tysięcy książek, a na fasadzie można znaleźć napis z sentencją Erazma z Rotterdamu – Cały świat jest moją ojczyzną.

biblioteka-i-olowek.JPG

Tak wygląda rotterdamski dworzec główny, a jego dach, a raczej zakończenie dachu wskazuje na centrum miasta. Podobno dziennie przewija się tu 110 tys. pasażerów, którzy korzystają z pociągów, metra, autobusów i tramwajów. To chyba całkiem sporo, biorąc pod uwagę, że w samym Rotterdamie mieszka ponad 600 tys. ludzi.

dworzec
Dworzec z ukrytym drogowskazem

Bardzo przyjemnym miejscem jest hala targowa Markthal, która nie jest zwykłą halą targową – to byłoby za proste. W ścianach budynku znajduje się ponad 200 apartamentowców, w których mieszkają ludzie. Z wnętrza hali można nawet zaglądać w okna mieszkańcom…  Ciekawy jest sufit z kolorowymi malunkami – to stwierdzenie to zapewne przejaw mojej głębokiej ignorancji, bo kompozycja ta została stworzona przez znanych artystów, nosi nazwę Róg obfitości i jest jednym z największych dzieł sztuki w Holandii. A wiecie co jest najfajniejsze? Duża część stoisk, które znajdują się w hali, umożliwia degustację rożnych specjałów. Sądzę, że jeśli spędzi się tam trochę czasu, to można najeść się do syta próbując rozmaitych serów, wędlin, owoców i słodkości. Warto zajrzeć.

Bardziej klasycznym budynkiem jest na pewno Ratusz, który przetrwał bombardowanie z 1940 roku. Warto zajrzeć do środka i na dziedziniec, to miła odmiana od tak zwanej nowoczesnej architektury.

W Rotterdamie ostał się tylko jeden średniowieczny kościół – jest to protestancki kościół św. Wawrzyńca (Laurenskerk), który bardzo ucierpiał w czasie II wojny światowej, ale został heroicznie odbudowany. To pewna przeciwwaga dla rotterdamskiego Manhattanu, który zaprezentuję za chwilę…

kosciol
Kościół św. Wawrzyńca – Laurenskerk

ROTTERDAMSKI MANHATTAN

Wieżowce piętrzące się nad rzeką Mozą i most Erazma (Erasmusa) to jeden z symboli Rotterdamu. Most ma 800 metrów i jeśli spacerujecie nim w wietrzny dzień, to wiedzcie, że tam wieje jeszcze bardziej.

most
Dziwna kolorowa instalacja, most Erasmusa i trzy wieże De Rotterdam, w których znajdują się apartamenty, biura, hotel i sklepy, a to wszystko w pięknej, szarej, pochmurnej scenerii
manhattan
Kto ma ochotę na mały rejs?
manhattan-2
Widok na drugą stronę rzeki Mozy

Nad rzeką można znaleźć także bardziej klimatyczne zakątki, choć nawet one, żeby wyglądać przyzwoicie, potrzebuję trochę słońca… Oude Haven to miejsce pełne knajpek i restauracji, które w sezonie jest miejscem spotkań turystów, mieszkańców, studentów. W zimny lutowy dzień wygląda jakby apokalipsa zombie jednak się wydarzyła…

W Rotterdamie znajduje się Muzeum Morskie, które niestety zamknęło się o 17.00, czyli dokładnie wtedy, kiedy chciałam je odwiedzić. Pozostało mi więc zwiedzenie ekspozycji zewnętrznej (za darmo!)…

WITAMY NA POKŁADZIE!

Obok muzeum, przy nadbrzeżu, obejrzeć można kilkanaście statków i barek (wybaczcie moją ignorancję, dla mnie wszystko co pływa, to z grubsza statek), są także żurawie i inne dziwne obiekty. Na niektóre z nich można wejść, są także 2 barki (chyba…), które można zwiedzić i przy okazji posłuchać opowieści wolontariuszy, którzy prezentują m.in. zdjęcia rodziny, do której należał kiedyś statek. No i w środku jest ciepło.

Wnętrze barki zostało urządzone tak, żeby możliwy był transport jak największej ilości towaru. Dlatego też część „mieszkalna” jest niewiele większa niż schowek na szczotki.

A gdybyście chcieli wybrać się na zakupy, to polecam jeden z wielu pasażów handlowych. Znajdziecie tam dokładnie takie same sklepy, jak wszędzie indziej. Podobno to w Rotterdamie, w latach 50. XX wieku powstała pierwsza w Europie zamknięta dla ruchu samochodowego promenada handlowa. Tak twierdzą w rotterdamskiej informacji turystycznej…

Spędziłam w Rotterdamie jeden zimny, szary dzień. Nie uważam, żeby trzeba było rzucać wszystko i jechać do Rotterdamu, ale jeśli akurat jesteście w okolicy, to warto zajrzeć. W Rotterdamie jest sporo muzeów, jest też wieża widokowa, którą ja odpuściłam, bo szare miasto z wieży widokowej zapewne wygląda na jeszcze bardziej szare. Można tez zwiedzić stadion Feyenoordu, jeśli kogoś kręcą takie klimaty. Podobno mają tu też fajne zoo i oceanarium (tak czytałam). Tak więc byłam, widziałam, prędko zapewne nie wrócę 🙂

rotterdamrotterdam-2rotterdam-3rotterdam-4rotterdam-5

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

3 myśli na temat “Holandia: Rotterdam – z wizytą u Erazma

  1. Zawsze chcieliśmy się tam wybrać, ale niestety za każdym razem wybieramy to co znajduje się na Wschód od Polski. Może w końcu się przełamiemy i dojedziemy do Holandii 🙂

  2. Jestem niekwestionowaną fanką Holandii. W zeszłym roku miałam w planie spędzić kilka dni w Rotterdamie, ale w końcu wybrałam podróżowanie po Noord-Holland 🙂 Rotterdam jakoś tak dziwnie i chaotycznie. Na żywo odniosłaś podobne wrażenie?

Dodaj komentarz