Francja: 14 przystanków nad Loarą

Loara – jedna z najdzikszych rzek w Europie, nad którą jak grzyby po deszczu wyrastały zamki, pałacyki i okazałe rezydencje, a także – co nie mniej istotne – winnice. Zapraszam na krótki przegląd 14 miejsc, do których udało nam się dotrzeć podczas prawie 3-miesięcznego pobytu w tym rejonie Francji.

Dolina Loary, nazywana czasem Ogrodem Francji oraz Kolebką języka Francuskiego, to historyczna kraina, na terenie której znajduje się ponad 300 zamków. Wiele z nich ma średniowieczny rodowód, a powstały przede wszystkim w celach obronnych i militarnych (np. zamek w Angers). Po zakończeniu wojny stuletniej, w XV wieku zaczęto wznosić renesansowe rezydencje, które w większym stopniu miały cieszyć oko, niż chronić miasta (np. zamek w Chenonceau). W późniejszym okresie nad Loarą wznoszono także klasycystyczne, eleganckie pałacyki. Każdy miłośnik architektury znajdzie tu więc coś dla siebie, podobnie jak zwykły zjadacz chleba – w tym ja – bo za miłośniczkę architektury się nie uważam, ale nadloarskie zameczki oglądałam z przyjemnością. Środkowa część Doliny Loary, między Sully-sur-Loire a Angers została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

We wpisie przedstawiam krótko miejsca, które udało nam się zobaczyć przy okazji prawie 3-miesięcznego pobytu nad Loarą. Pracowaliśmy tu przy produkcji kanapek i przekąsek, a weekendy poświęcaliśmy na zwiedzanie (choć prawdę mówiąc, to przede wszystkim zwiedzaliśmy, a przy okazji pracowaliśmy. Priorytety!). Niestety o ile pogoda była dla nas łaskawa w październiku i listopadzie, o tyle końcówka tego miesiąca i grudzień to ciągłe deszcze. Dlatego też moje główne skojarzenie z Doliną Loary to ulewy, potem niekończące się winnice, a dopiero później te słynne zamki nad Loarą. W trakcie naszych mozolnych podróży nie skupialiśmy się oczywiście tylko na zamkach (wiecie, obejrzy się ich pięć, a później każdy kolejny wydaje się taki sam…). Dotarliśmy także w inne ciekawe miejsca, w o których krótko wspominam poniżej. Tak naprawdę każda z tych miejscówek zasługuje na osobny wpis, ale wtedy nie wyrobiłabym się z pisaniem do końca roku. Zapraszam więc na subiektywny, mozolny przegląd nadloarskich zakątków! Lecimy z zachodu na wschód.


1.Wizyta nad Oceanem Atlantyckim: Pornic, Pointe Saint Gildas, wąż atlantycki i most nad Loarą w Saint Nazaire

Źródeł Loary trzeba szukać we wschodniej części Masywu Centralnego, na stokach Gerbier-de-Jonc. Biorąc pod uwagę fakt, że Loara jest najdłuższą rzeką we Francji (1020 km. żywej rzeki!), zdecydowanie bliżej było nam do ujścia Loary. Wybraliśmy się więc na jeden dzień nad Ocean Atlantycki, aby zobaczyć, gdzie ginie nasza rzeka.

Dotarliśmy do bardzo urokliwego, spokojnego miasteczka Pornic (w sam raz na niedzielny spacer), a część z nas zamoczyła stopy w oceanie na przyczółku Saint Gildas. Tutaj też mogliśmy podziwiać pozostałości po umocnieniach Wału Atlantyckiego, czyli bunkry, które obydwoje uwielbiamy (po więcej bunkrowym klimatów zapraszam na Opalowe Wybrzeże). Udało nam się także zobaczyć szkielet wielkiego i w sumie sympatycznego morskiego węża – dzieło chińskiego artysty, którego nie muszę przecież rozumieć, wystarczy, że mi się podoba. Nasze zwiedzanie zostało brutalnie przerwane przez wielką ulewę (dzień bez ulewy nad Loarą to dzień stracony!). Przejechaliśmy więc tylko imponującym mostem łączącym Saint Nazaire i Saint-Brevin-les-Pins (most ma ponad 3,3 km. długości i naprawdę robi wrażenie!) i w towarzystwie dzikiego deszczu pokornie wróciliśmy do domu

Mozoły nad oceanem w Saint Gildas. Trzeba uważać na przypływ! Skały, na których stoję, wkrótce zostały otoczone przez wodę.
Nad oceanem w otoczeniu bunkrów.
Klimat Pornic. Niewielkie, spokojne miasteczko w sam raz na niedzielną przechadzkę.
Oceaniczny potwór, czyli Serpent d’Ocean.
Most, na którym złapała nas wściekła ulewa.

2. Nantes – tam, gdzie słonie chadzają ulicami

O Nantes powstał już oddzielny wpis,do przeczytania którego zachęcam. To siódme co do wielkości miasto Francji oferujące niecodzienne rozrywki. Tutaj możecie stanąć oko w oko z mechanicznym słoniem, a nawet przejechać się na jego grzbiecie, a także sączyć drinki w towarzystwie gigantycznego bociana w barze mieszczącym się na 32. piętrze wieżowca. Mnóstwo zieleni, parki, ogrody, muzea i sąsiedztwo Loary – to naprawdę bardzo przyjazne, warto odwiedzenia miasto.

Mechaniczny słoń z Nantes.
W głębi zamek, na pierwszym tle ciekawa fontanna.

3. Oudon i pozostałości po średniowiecznym zamku

Niespecjalnie znana, ale warta odwiedzenia ruina zamkowa. Pierwsza twierdza stanęła w tym miejscu już w XI wieku i miała strategiczne znaczenie, bo broniła dostępu do Nantes i ujścia Loary. Później zamek był niszczony i wielokrotnie przebudowywany, a do czasów dzisiejszych zachowała się okazała wieża. Wewnątrz można zwiedzić zaskakująco interaktywną wystawę dotyczącą historii zamku. Polecam szczególnie film ukazujący Loarę z perspektywy lotu balonem.

Wieża zamkowa w Oudon.
Z góry roztacza się piękny widok na dziką Loarę.

4. Angers – najbardziej ponury zamek nad Loarą? Mój ulubiony!

Historyczna stolica Andegawenii ma się czym pochwalić. Okazała, surowa i nieco ponura forteca została wzniesiona tu już w XIII wieku. Teren zamku otoczony jest murami z 17 basztami, które sięgają nawet 30 metrów. W obrębie murów zachowała się m.in. gotycka kaplica, znajdziemy tam też całkiem sympatyczny ogród. Angers to nie tylko zamek – to pełne życia miasto z ładnymi kamienicami (w tym z XVI-wiecznym Maison d’Adam, czyli Domem Adama, okazałym domem z muru pruskiego). Polecam też kawę na gwarnym Place du Ralliement.

Ciężkie, grube mury zamkowe. Ciemny kamień przeplata się z jasnym.
Widok z zamkowego ogrodu na katedrę św. Maurycego.
Ta ławeczka w zamkowym ogrodzie szczególnie przypadła mi do gustu.

5. Château de Pignerolle, czyli polskie akcenty nad Loarą i trochę bunkrów.

Pałac Pignerolle znajduje się w miasteczku Saint – Barthelemy d’Anjou. Rezydencja ta przez kilka miesięcy, od listopada 1939 roku do czerwca 1940 roku, była oficjalną siedzibą prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźstwie, Władysława Raczkiewicza. W położonym nieopodal Angers rezydował rząd polski z premierem Władysławem Sikorskim na czele.

Po zajęciu miasta przez Niemców, w pałacu powstało centrum komunikacji z łodziami podwodnymi, a w parku otaczającym rezydencję zbudowano bunkry i schrony. Dziś możemy spacerować po rozległych zielonych terenach, co jakiś czas odnajdując kolejne porośnięte mchem bunkry. W pałacu Pignerolle mieści się natomiast Muzeum Komunikacji.

Klasycystyczna rezydencja z XVIII wieku.
Jeden z wielu bunkrów skrytych w parku otaczającym rezydencję.

6. Wioska Troglodytów w Rochemenier. Moje miejsce na ziemi! 🙂

Wreszcie odnalazłam swoje miejsce na ziemi! Panie i Panowie – oto Wioska Troglodytów! Dolinę Loary tworzą miękkie skały, które łatwo poddają się obróbce. Nic dziwnego, że ludzie zaczęli w nich grzebać, wiercić i drążyć. We wiosce Rochemenier znajduje się około 250 podziemnych sal, najstarsze z nich z XIII wieku. Wioska rozwijała się aż do XIX stulecia. Do zwiedzenia udostępnione są 2 fermy, które zostały porzucone przez mieszkańców na początku XX wieku. Oglądając przedmioty i sprzęty umieszczone w poszczególnych salach, można dojść do wniosku, że kiedyś życie mieszkańców kręciło się tylko i wyłącznie wokół wina. I wydaje mi się, że wiele się w tej kwestii nie zmieniło… W okolicy jest jeszcze kilka podobnych przybytków, ale uznaliśmy, że odwiedziny jednej troglodyckiej wioski w zupełności nam wystarczą.

Trochę jak u Flinstonów, prawda?
Beczki na wino to podstawowe wyposażenie każdej szanującej się wioski Troglodytów.

7. Brézé. Zamek z drugim dnem.

Jak wybrać pierwszy zamek do obejrzenia w Dolinie Loary? Jechać do najbliższego? Zbyt prosto. Do najbardziej znanego? Nuda. Nas przekonały opisy systemu suchych fos, którymi otoczony jest zamek w Brézé. Ich głębokość w niektórych miejscach dochodzi do 18 metrów i są to jedne z nagłębszych fos w Europie. Do tego podziemne korytarze i cały system obronny skryty głęboko pod powierzchnią. Ale i z zewnątrz zamek w Brézé nie rozczarowuje!

Dziedziniec zamku w Brézé.
Efektowna fosa otaczająca zamek.
Przejścia, wyjścia, korytarze… Można się tu zgubić!

8. Saumur – zamek jak z bajki

Gdyby ogłoszono casting na zamek grający w bajce, oddałabym swój głos na zamek z Saumur. Pierwsze zabudowania powstały w tym miejscu już w XIII wieku, potem oczywiście budowla przechodziła liczne przebudowy i odbudowy, aż w końcu na początku XX wieku gruntownie ją wyremontowano i proszę bardzo – zamek dumnie dominuje dziś w panoramie miasta. A miasto jest – tak samo jak zamek – warte polecenia. Saumur słynie z Narodowej Szkoły Jeździectwa, jednej z najbardziej prestiżowych szkół tego typu na świecie, ale ja doceniam po prostu fajny klimat tego miasteczka. Urokliwe zakątki, tętniący życiem plac św. Piotra, przy którym znajdziemy piękne domy z muru pruskiego i sąsiedztwo Loary – Saumur wie, jak zapunktować!

Bajkowy zamek w Saumur.
Przerwa na kawę i gofra… 😉

9. Chinon – cicha perełka u stóp fortecy

Przyjechaliśmy tu zobaczyć ruiny królewskiej fortecy, do której w XV wieku przybyła Joanna d’Arc, aby wezwać Karola VII do podjęcia walki z Anglikami, a tymczasem największe zachwyty zebrało położone niżej miasteczko. Domy z muru pruskiego, zabytkowe kościoły, wąskie, puste i spokojne uliczki, a to wszystko w przedświątecznym klimacie. Chinon zdecydowanie zasługuje na cichą uwagę.

Uliczka w Chinon.
Twierdza górująca nad miastem.

10. Azay-le-Rideau przez dziurkę od klucza – zamek mały i skromny

Moja opinia o tym niepozornym zameczku wynika zapewne z faktu, że oglądaliśmy go jedynie przez bramę – uznaliśmy, że 10,50 euro za wstęp to jednak trochę za dużo i tylko rzuciliśmy okiem na to, na co można było rzucić. Podobno zamek w Azay-le-Rideau jest jednym z najpiękniejszych w Dolinie Loary, choć nad Loarą wcale nie leży, co uznaję za próbę oszukania systemu. Renesansowy zameczek był dla nas zaledwie krótkim przystankiem w drodze do Tours, ale skrupulatnie odnotowuję jego istnienie. Uczciwie przyznaję, że nie daliśmy mu szansy i zapewne też dlatego wielkiego szału nie zrobił.

Zamek podglądany „przez dziurkę od klucza”.

11. Tours – mały Paryż i dużo ludzi

To już kawał miasta, prawie pół miliona mieszkańców (wraz z przedmieściami). Tours słynie podobno z najczystszej odmiany języka francuskiego, ale mimo wszystko udało mi się jakoś porozumieć. Przyjechaliśmy tu głównie dla gotyckiej katedry św. Gatiena (ach, ta Francja! Co miasto, to gotycka katedra. Nuda!). Na miejscu zastaliśmy małą apokalipsę – to była, zdaje się, ostatnia niedziela handlowa przed Bożym Narodzeniem, dlatego ludzie biegali po mieście z obłędem w oczach, ulice były jednym wielkim korkiem i jakoś tak szybko odechciało nam się włóczenia po miłych skądinąd zakątkach Tours. Miasto, będące w przeszłości stolicą kraju, nazywane jest czasem małym Paryżem – m.in. ze względu na charakterystyczną zabudowę i atmosferę ośrodka akademickiego, ale chyba także ze względu na ilość ludzi przewalających się po chodnikach… No, ale żeby nie było, że tak strasznie narzekam, to muszę wam powiedzieć, że plac Plumereau otoczony domami z muru pruskiego z pięknymi drewnianymi i ceglanymi fasadami to przeuroczy zaułek. O ile oczywiście nie zadepczą was tam ludzie.

Katedra w Tours. Czy gotyckie katedry kiedykolwiek prezentują się źle?
Plac Plumereau. Uwielbiam te domy!

12. Chenonceau – zamek na wodzie i do tego w deszczu.

Są tacy, co twierdzą, że to najpiękniejszy zamek doliny Loary. Nieważne, że nad Loarą nie leży. Widziałam go jedynie z daleka i to na dodatek w deszczu (to moje główne wspomnienie znad Loary- deszcze!), ale i tak przyznaję, że akurat tu naprawdę warto odwiedzić. Budowla wzniesiona w XVI wieku „wyrasta” z rzeki Cher i spokojnie można ją tytułować zamkiem na wodzie. W promieniach słońca na pewno prezentuje się wyśmienicie.

Zamek na wodzie.

13. Blois – szare miasto z urokliwą starówką

Blois to dorodne miasto z okazałym zamkiem wznoszącym się na skarpie. W przeszłości pełniło funkcję rezydencji królewskiej i było świadkiem ważnych wydarzeń, takich jak podpisanie traktatów kończących wojny włoskie (XVI wiek) czy zwołanie Stanów Generalnych. Blois zwiedzaliśmy pewnego grudniowego, okrutnie szarego dnia, ale miło wspominam gubienie się w zaułkach starówki. Mnóstwo tu schodów, wąskich przejść i tajemniczych uliczek. No i koniecznie trzeba zjeść kebaba w ormiańskiej knajpie, bo kuchnia francuska jest przereklamowana!

Zamek w Blois
Urocze zaułki Blois.

14. Z wizytą u Joanny d’Arc w Orleanie

To miasto znane głównie dzięki Joannie d’Arc, zwanej Dziewicą Orleańską. To tutaj doszło do przełomowego wydarzenia w trakcie wolny stuletniej między Francją a Anglią. Prowadzona przez Joannę armia francuska zdołała oswobodzić oblężony przez Anglików Orlean, a wkrótce także inne miasta Francji zostały odbite z rąk Anglików. W Orleanie spędziliśmy wigilię i mieliśmy okazję podziwiać to miasto w świątecznym wydaniu, z bożonarodzeniowymi dekoracjami i jarmarkiem. Zajrzeliśmy oczywiście do gotyckiej katedry św. Krzyża (która to już z kolei gotycka katedra!) i namierzyliśmy dom Joanny d’Arc, który jest rekonstrukcją domu, w którym francuska bohaterka zatrzymała się w trakcie oblężenia Orleanu. Co poza tym? Dużo sklepów, sporo knajp, mnóstwo ludzi, ale Orlean i tak pozostawia po sobie miłe wspomnienia,

Katedra św. Krzyża w Orleanie
Zdjęcie z Joanną być musi.
Jarmark bożonarodzeniowy w Orleanie.

A gdyby mało Wam było mozołów nad Loarą, to gorąco polecam wyskoczyć na północ do Mont Saint Michel. O jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc we Francji przeczytacie tu: Koniec Francji, koniec świata, czyli mozół na Mont Saint Michel

Pożegnanie z Loarą 🙂

Dodaj komentarz