Marsylia – twierdza gangsterów, przemytników, handlarzy narkotyków. Najbrudniejsze miasto Francji. Zalana przez zawsze groźnych uchodźców i imigrantów, lepiej omijać ją szerokim łukiem. Te stereotypowe opinie wystarczyły, żeby zachęcić mnie do krótkiego urlopu w tym mieście (nie bez znaczenia były także bezpośrednie loty z Charleroi). Co się okazało? Najgroźniejszy w Marsylii był trzydziestopięcio stopniowy upał, który bezlitośnie rozprawił się z moją bladą skórą. A poza tym nie zaobserwowałam większych zagrożeń.
Tag: Doliny
Francja: kolorowe tramwaje, brudne ulice i wszystkie koty Montpellier
Montpellier to miasto położone na południu Francji, w którym studiował sam Nostradamus. Ciekawe, czy ten XVI-wieczny lekarz i astrolog przewidział, że w XXI wieku zawita tu Mus Mozołu, aby umęczyć się solidnie w ponad trzydziestostopniowym upale? Co mnie tu sprowadziło (poza musem mozołu) i czy mi się podobało? Zapytajcie Nostradamusa, albo czytajcie dalej!
Czytaj dalej „Francja: kolorowe tramwaje, brudne ulice i wszystkie koty Montpellier”
Belgia: tramwajem wzdłuż wybrzeża
Widziałam już belgijskie góry, teraz przyszedł czas na belgijskie morze. Do wyboru miałam 70 kilometrów wybrzeża, wybrałam więc trzy miejscowości (Ostenda, De Haan, Blankenberge), do których wpadłam z wizytą, przemieszczając się Belgijskim Nadbrzeżnym Tramwajem. Mogę obiektywnie ocenić, że o ile belgijskie góry nie są prawdziwymi górami, to belgijskie morze jest jednak morzem, takim zwykłym, swojskim morzem.
Belgia: Brugia – slalomem między turystami
Brugia to mój absolutny numer jeden w zestawieniu miast, które kocham i których nienawidzę jednocześnie. Z jednej strony trudno się nie zachwycać wąskimi uliczkami, kolorowymi fasadami domów, siecią kanałów, zaułkami, w których można się pogubić. Z drugiej strony – czar tego miasta trochę pryska, kiedy trzeba walczyć o przetrwanie w tłumie turystów. W końcu jest to jedno z najczęściej odwiedzanych miast w Europie… Mimo wszystko jednak uważam, że warto tam zajrzeć i spróbuję pokazać Wam, dlaczego.
Belgia: niebieski las Hallerbos
O niebieskim belgijskim lesie wyczytałam gdzieś w internecie, potem ktoś mi o nim powiedział, a w kwietniu wszyscy mówili już tylko o tym. Byłaś? Jedziesz? Hiacynty już zakwitły? Ok, trzeba poczekać jeszcze tydzień. Zdążyłam w ostatniej chwili, kiedy część kwiatów już przekwitła. Ale i tak było ładnie, bo las i kwiatowe dywany to niezawodne połączenie.
Maroko: przedsionek piekła w Marrakeszu
Marrakesz – serce Maroka, mekka backpackerów, miasto tętniące życiem, absolutne must see, trzeba jechać, trzeba się zachwycić. Tak pisali, a ja uwierzyłam. I trafiłam w sam środek największego bazaru, jaki w życiu widziałam. Bazaru, który cię pochłonie, osaczy, omami zapachami i kolorami, a na koniec weźmie jako zakładnika. Bo medyna w Marrakeszu to nie przelewki – niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto tu był, i nigdy nie zgubił się w jej wąskich uliczkach i ciasnych zaułkach. Kultowy Marrakesz? Dla mnie raczej przedsionek piekła, ale spróbuję wykrzesać z siebie nieco entuzjazmu. W końcu już tam byłam, czyli nie muszę tam wracać.
Francja: u miłych Francuzów w Lille
Lille to francuskie miasto położone około 20 km. od granicy z Belgią. Warto tu przyjechać, aby zobaczyć XVII-wieczne stare miasto lub pobłąkać się po zakamarkach cytadeli. Mieści się tu m.in. największe (oprócz Luwru) francuskie muzeum sztuki. Gdzieś wyczytałam (nie pamiętam już teraz, gdzie), że tutejsi Francuzi uważani są za sympatyczniejszych niż ci z głębi kraju… Być może jednak ostatnio można usłyszeć o Lille raczej w kontekście zamieszek, rozruchów i imigrantów. Nie będę zaprzeczać – czasem czułam się jak w Afryce lub na Bliskim Wschodzie, ale pojechałam tam sama, przeżyłam i podobało mi się.
Maroko: migawki z Essaouiry
Przed wyjazdem do Maroka rozpytywałam tu i tam, gdzie jechać, co zobaczyć, jak żyć. Znajomi i nieznajomi byli zgodni – do Essaouiry jechać warto. Nie tylko można tam napatrzeć się na jeden z najbardziej znanych marokańskich widoków – starówkę otoczoną murami umiejscowioną na klifie, ale także jest szansa na zamoczenie tyłka w wodach oceanu. Wąskie uliczki starego miasta kryją kolorowe malowidła, a ludzie nie są tu aż tak inwazyjni jak w Marrakeszu.
Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie
Moje pierwsze kroki na afrykańskim kontynencie stawiałam właśnie w Rabacie. To tutaj po raz pierwszy zgubiłam się w zatłoczonych uliczkach medyny i podziwiałam błękitne zaułki kasby. Tu zjadłam mój pierwszy marokański tadżin zdobywając szlify w trudnej sztuce negocjacji ze wszystkimi o wszystko. Tutaj też, pierwszego dnia pobytu w Maroku, zrozumiałam, że to nie będzie łatwy wyjazd. Dlaczego? Czytajcie dalej.
Czytaj dalej „Maroko: witaj Afryko, czyli spacer po Rabacie”
Maroko: operacja „pustynny mozół”, czyli wycieczka na pustynię
Kupiłam bilety do Maroka i zachorowałam na wielbłąda. Zdaje się, że to dość częsta przypadłość wśród turystów, którzy odwiedzają ten zakątek Afryki. Po krótkim namyśle i przeczesaniu internetu zdecydowałyśmy się wybrać na zorganizowaną, trzydniową wycieczkę do Merzougi. Jeździłyśmy na wielbłądach, oglądałyśmy księżyc w pełni leżąc na wydmach, spędziłyśmy noc w namiocie berberyjskim. Też tak chcecie? Czytajcie i ruszajcie w drogę!
Czytaj dalej „Maroko: operacja „pustynny mozół”, czyli wycieczka na pustynię”









