
Wizyta w Sorrento nie była właściwie w planie. Miało być Capri, może Herkulanum, a może plaża w Neapolu? Ostatecznie przekonał mnie argument: wpisz sobie Sorrento w google grafikę. Wpisałam i trzeba było pojechać.

Wizyta w Sorrento nie była właściwie w planie. Miało być Capri, może Herkulanum, a może plaża w Neapolu? Ostatecznie przekonał mnie argument: wpisz sobie Sorrento w google grafikę. Wpisałam i trzeba było pojechać.

Ten wpis jest próbą uporządkowania moich wspomnień z pięciodniowego pobytu w Szkocji we wrześniu 2015 r. Zebrałam tu kilkanaście istotnych, mało istotnych i zupełnie nieistotnych spostrzeżeń (z przewagą tych ostatnich). Spędziłyśmy prawie trzy dni w Edynburgu, jeden w Glasgow i jeden u potwora z Loch Ness. Co szczególnie zapadło mi w pamięci?

Skoro już zawitałyśmy do Belgii, szkoda byłoby ograniczać się jedynie do Brukseli. Wpadłyśmy zatem z wizytą do uroczej Antwerpii, która przywitała nas szaloną pogodą, wąskimi uliczkami i imprezą pod katedrą. To bardzo przyjemne miasto portowe, jedno z ważniejszych w Europie, jest też słynnym ośrodkiem szlifowania diamentów. Co prawda nie widziałyśmy nawet pół diamentu, ale miasto i tak należy zaliczyć do tych zdecydowanie wartych odwiedzenia.

Każdy ma to, na co sobie zasłużył. Paryż ma wieżę Eiffla, Rzym ma Koloseum, Warszawa Pałac Kultury… A Bruksela ma sikające pomniki ze słynnym sikającym chłopcem na czele. Może nie każdy wie, że chłopiec ma siostrę, która też sika, a na brukselskich ulicach spotkać można też psa obsikującego pachołek. I to jeszcze jakoś potrafię zrozumieć, ale uliczne pisuary, z których ochoczo korzystają przechodnie płci męskiej, to chyba moje największe brukselskie zaskoczenie… i zniesmaczenie.

Zawsze powtarzam, że ze wszystkich nałogów, jakie istnieją na świecie, mogłabym wybrać jedynie hazard. Reszta jest mało pociągająca. Po wizycie w Brukseli i Antwerpii muszę jednak stwierdzić, że jedzenie słodyczy również jest całkiem interesującym nałogiem. Może i dobrze, że spędziłyśmy tam tylko 3 dni.

Nie mogło nas tam zabraknąć. To niewielkie miasteczko, ukryte w górach w środkowej części wyspy, które cieszy się sławą „wioski bandytów”. Do Orgosolo wiedzie kręcona, wąska droga, może więc dlatego ukrywali się tutaj podobno różni bandyci, rozbójnicy i inni hultaje. Poszukajmy ich!

To nie było tak, że zawsze chciałam polecieć na Sardynię. Poleciałam, bo akurat na Facebooku zebrali się ludzie, którzy mieli na to ochotę. Tym sposobem spotkaliśmy się wszyscy pierwszy raz na lotnisku w Berlinie i ruszyliśmy podbijać tę włoską wyspę. Zwiedziliśmy jej północną część i gdyby ktoś zapytał mnie o jedno miejsce, do którego chciałabym wrócić, to najpierw byłoby mi przykro, że mogę wymienić tylko jedno miejsce, a potem powiedziałabym: półwysep Capo Testa. Polecam bardzo.
Trochę Rumunii to zawsze dobry pomysł, zwłaszcza jeśli to „trochę” obejmuje również góry. W tym przypadku Góry Fogaraskie, najwyższe pasmo Rumunii. Tym razem, wyjątkowo, skupię się nie na górach, ale drodze przez nie poprowadzonej. Panie i Panowie, przed Wami Szosa Transfogaraska!

Bez wykąpania się w Morzu Martwym nie wyjechałabym z Izraela. A ściślej mówiąc – bez zdjęcia z gazetą, którą czytam zrelaksowana, unosząc się na powierzchni gęstej, słonej wody. To był taki cel numer 1 na ten wyjazd. I cóż, mission accomplished!

Mniej więcej rok temu o tej porze spotkałam się z moją koleżanką K., która poinformowała mnie, że jadę z nią i z jej znajomymi do Izraela. Właśnie tak to zapamiętałam, to nie było pytanie, tylko krótka informacja. Postawiona w takiej sytuacji, nie miałam wyjścia.
Czytaj dalej „Szalom. Co przeczytać przed wyjazdem do Izraela?”