Sorrento: małe Monako

_images_P1120999

Wizyta w Sorrento nie była właściwie w planie. Miało być Capri, może Herkulanum, a może plaża w Neapolu? Ostatecznie przekonał mnie argument: wpisz sobie Sorrento w google grafikę. Wpisałam i trzeba było pojechać.

Na początku krótka część edukacyjna, bo czasami czuję taką misję. Sorrento to miasteczko położone nad Zatoką Neapolitańską u wybrzeża Morza Tyrreńskiego. Tyle edukacji powinno wystarczyć 🙂 Tak naprawdę to z czego słynie Sorrento to malownicze widoki, luksusowe hotele i światowe gwiazdy, które (podobno) często tu bywają. Nie wiem, nie widziałam, lub – co bardziej prawdopodobne – nie rozpoznałam. Wiem natomiast, że świetnie widać stąd Wezuwiusza.

Mapa być musi:

Do Sorrento dotarłyśmy z Neapolu kolejką Circumvesuviana za niecałe 4 euro. O stanie włoskich kolei (przynajmniej tych kursujących w okolicach Neapolu) nie będę pisać, bo miała być notka sławiąca blichtr i luksusy Sorrento.

 Jakże miła odmiana od Neapolu… Czysto, schludnie, elegancko. Nawet trochę blichtru by się znalazło. Na jednym z forów przeczytałam: turyści przyjeżdżają tu, by odpocząć od chaosu Neapolu. To o nas! W tak miłych okolicznościach trzeba napić się kawy, najlepiej na głównym placu Sorrento – Piazza Tasso.

Nasz plan na Sorrento zakładał brak planu. Czasem (właściwie zazwyczaj) brak planu to dobry plan. Razem z tłumem turystów ruszyłyśmy główną ulicą – Corso Italia, w sposób niekontrolowany robiąc zdjęcia wszystkiemu dookoła.

To miasteczko z gatunku takich, po którym aż chce się chodzić i nawet bez mapy w ręku na pewno natrafi się na coś wartego uwagi.

P1120925P1120931P1120934P1120935

Znalazło się i kilka urokliwych kapliczek:

No i oczywiście obowiązkowy widoczek z góry na port Marina Grande:

Skusiłyśmy się na rosnące na drzewach mandarynki, ale niestety musiałyśmy się zadowolić jedynie ich zapachem, bo okazały się raczej niezjadliwe. Cytryn nie próbowałyśmy, chętnie je za to fotografowałyśmy. Przez przypadek weszłyśmy nawet do czyjegoś ogródka. Ciekawostka: z Sorrento pochodzi odmiana cytrny, która jest zalecana przy produkcji limoncello. Nie próbowałyśmy, pozostałyśmy wierne kawie i sokom ze świeżych owoców.

W porcie Marina Piccola szukałyśmy dla siebie odpowiedniego jachtu, ale żaden nie spełnił naszych oczekiwań. Skupiłyśmy się zatem na fotografowaniu Wezuwiusza, któremu osobiście zrobiłam kilkadziesiąt zdjęć. Nie wiem po co.

P1130035P1130039P1130051P1130056P1130048

Mus mozołu ma jednak swoje prawa i nie pozwolił nam chodzić jedynie po uroczych i czystych zakątkach. W ramach alternatywnej trasy turystycznej zwiedziłyśmy kanał w Sorrento:

Jedynym minusem Sorrento jest brak plaży z prawdziwego zdarzenia. Te, które są, są małe i najczęściej płatne, dlatego ludzie często wygrzewają się na betonie. Cóż, nie można mieć wszystkiego. I tak nie jest źle, a mając w pamięci, że na noc trzeba wrócić do Neapolu, to można powiedzieć, że jest wręcz wspaniale.

Mój werdykt: Sorrento daje radę 🙂 Mogę jechać raz jeszcze.

P1130021

7 myśli na temat “Sorrento: małe Monako

  1. Stanowczo za mało tekstu! Tak lubię Twój styl pisania. Już od samego początku gęba cieszyła mi się do monitora 🙂 A zdjęcia… ach jak ja zatęskniłam za Włochami, zwłaszcza ten rogalik z cappuchino wywołał we mnie rzewne wspomnienia…

Dodaj komentarz