Chorwacja: w Królestwie Dynarskiego Krasu

Już od dawna chodził za mną pomysł, żeby wybrać się na trekking w jakieś europejskie górki. Jako że mój urlop jest cenniejszy niż złoto, chciałam wpasować się w długi weekend bożociałowy. Tym sposobem trafiłam na ofertę trekingu w Chorwacji, w górach Velebit. Nie będę ściemniać, że słyszałam wcześniej o takim paśmie (nie wiem jak to możliwe, ale lekcje geografii nigdy mnie specjalnie nie interesowały. Teraz geografia byłaby moim ulubionym przedmiotem…).

No więc krótki wykład dla geograficznych ignorantów (a więc dla mnie też). Velebit (bądź Welebit), stanowiący część gór Dynarskich, ciągnie się przez ponad 140 km. wzdłuż wybrzeża Adriatyku. Na terenie Velebitu wydzielono dwa Parki Narodowe: Velebit Północny i Paklenica, po której miałam przyjemność hasać przez tydzień 🙂 Nazwa Paklenica pochodzi od żywicy (pakliny) sosny czarnej rosnącej na tych terenach, która była wykorzystywana m.in. w medycynie ludowej. I jeszcze mapka poglądowa:

Górki nie są oszałamiająco wysokie, ale mają inne zalety, jak chociażby to, że dają możliwość oglądania morza. No i trzeba pamiętać, że rozpoczynamy wędrówkę z poziomu morza, tak więc nawet skromne 1100 m.n.p.m. Bojin Kuka to nie to samo co 1050 m.n.p.m. Wysokiej w Pieninach.

1

Jeśli ktoś dobrze czuje się wśród wielkich głazów i głazików, szańców i jaskiń, a dodatkowo nie przeszkadzają mu przepaście, to na pewno odnajdzie się w Paklenicy.

Jedną z głównych atrakcji Paklenicy są dwa wąwozy – Mała i Wielka Paklenica. Wielka to raj dla wspinaczy – wiszą sobie wszędzie dookoła, a mus mozołu każe im leźć jeszcze wyżej. Poprowadzony nią szlak turystyczny jest raczej niewymagający. Mała Paklenica to zupełnie inna historia… Nie przyznałam się wcześniej, że po powrocie z trekkingu moje nogi od kolan w dół wyglądały, jakbym była torturowana przez 2 dni. Siniaki prześcigały się w osiąganiu coraz bardziej wyszukanych barw, a różnego rodzaju zadrapania, odrapania, rozcięcia i obtarcia pięknie się z sińcami komponowały. Otóż znaczną część tych ran wojennych nabyłam pierwszego dnia, właśnie w wąwozie Małej Paklenicy.

Jak wspominałam, był to mój pierwszy zorganizowany trekking i już dziś wiem, że na pewno nie ostatni. Wiem też, że i tak wolę wszystko organizować sama, ale akurat w przypadku takiego przedsięwzięcia zorganizowany wyjazd to nie jest zła decyzja. Dużo zależy też od przewodnika – nasz był świetny (mógłby tylko chodzić odrobinę wolniej ;). Od niego dowiedzieliśmy się m.in., że w czasie wojen bałkańskich rozległe tereny Velebitu zostały zaminowane i do dziś nie wszystkie miny zostały rozbrojone, dlatego na niektórych szlakach nie można zbaczać ze ścieżki na więcej niż 4-5 metrów. Wzięliśmy sobie tę instrukcję do serca 🙂

kwiatki

W przypadku mało prawdopodobnego przesytu górami, zawsze można zamoczyć tyłek w Adriatyku, choć niestety w maju woda była jeszcze zbyt zimna na przedłużone kąpiele. I uwaga na jeżowce, czyhały na nas na dnie!

woda.JPG

Jeśli nie woda, to może rower?

Park Narodowy Paklenica jest znany także z faktu, że między innymi tutaj kręcono filmy o Winnetou. W ogóle interes spod znaku Winnetou ma się bardzo dobrze – można kupić liczne pamiątki, alkohole z etykietą Winnetou, wybrać się na safari śladami wodza Apaczów lub do muzeum Winnetou w miejscowości Starigrad, która była naszą bazą wypadową. Odwiedziliśmy także kanion Zmarnja, gdzie kręcono kilka scen do jednego z odcinków.

kanion 1kanion 2

A po trudach wędrówki zasłużony seans zachodzącego słońca:

W tym wpisie zebrałam, może dość chaotycznie, ogólne wspomnienia z wyjazdu. Celowo pominęłam dwudniową wyprawę na Bojin Kuk i Vaganski vrh, gdyż chciałabym jej poświęcić osobny wpis (trzymajcie kciuki, żeby to się kiedyś wydarzyło). Kilkugodzinna wizytacja w Zadarze także powinna otrzymać szansę zaistnienia na blogu 🙂 Na razie tyle musi wystarczyć. Pora planować kolejne wyjazdy.

Paklenica.JPG

PS. Przepraszam za patetyczny tytuł, nie mogłam się powstrzymać 🙂

5 myśli na temat “Chorwacja: w Królestwie Dynarskiego Krasu

  1. Mam dokładnie to samo. Geografia.. nuda… a teraz to bym z otwartą buzią siedziała. Aga, piękna wyprawa, zdjęcia zapierają dech w piersiach, Twoja wytrwałość, zamiłowanie do gór, przygód i do tego lekkość pióra. Świetnie się czyta!

Dodaj komentarz