Możecie się śmiać i mówić, że w Belgii nie ma gór. Możecie się także ironicznie uśmiechać pod nosem, kiedy piszę o pionierskiej, polskiej, zimowej ekspedycji. Możecie nawet zaśmiewać się do rozpuku, czytając, że w trakcie naszej wyrypy osiągnęłyśmy oszałamiającą wysokość 365 m.n.p.m. Prawda jest jednak taka, że nigdy, w żadnych górach, nie zgubiłam się tak bardzo, jak w Ardenach. Wnioski są dwa: nigdy nie lekceważ przeciwnika i zawsze miej przy sobie latarkę. Zapraszam w góry!
Autor: musmozolu
PORTOgalia po raz pierwszy!
Zapraszam Was do kolorowego i słonecznego Porto, które nic sobie nie robi z tego, że jest styczeń i trwa zima. Przed wyjazdem słyszałam i czytałam wiele dobrego o tym mieście i muszę przyznać, że większość pogłosek okazała się prawdziwa. Porto jest wybitne, Porto w Porto również, a resztę przeczytacie poniżej.
Belgia: Charleroi – tylko lotnisko, czy jednak miasto?
Charleroi zawsze funkcjonowało w mojej świadomości jako lotnisko – stacja przesiadkowa w drodze do Brukseli. To jedno z tych miast, o istnieniu których dowiedziałam się dzięki tanim liniom lotniczym. Postanowiłam mimo wszystko sprawdzić, czy za terminalem lotniczym kryje się jakieś miasto… Co ustaliłam? Czy Charleroi to jednak miasto czy bardziej lotnisko? Przedstawiam wyniki śledztwa.
Czytaj dalej „Belgia: Charleroi – tylko lotnisko, czy jednak miasto?”
Bruksela chaotycznie i subiektywnie: część 1
Skoro już mieszkam w Brukseli, całkiem sensowne wydaje się napisanie kilku słów na temat tego miasta. Nie dam rady jednak zrobić tego w jednym wpisie, dlatego proponuję Wam najbardziej chaotyczny i subiektywny przewodnik po Brukseli, jaki kiedykolwiek powstał. W kilku wpisach przedstawię Wam miejsca, które lubię, a także miejsca, których nie lubię, ale wypada tam iść. Kolejność jest przypadkowa, zależna od mojego widzimisię.
Belgia: opuszczony fort w Liège
Zabieram was dziś do Liège, miasta położonego na wschodzie Belgii. Tym razem słynne 250-metrowe schody przy Montagne de Bueren i świąteczne jarmarki były tylko tłem dla tego, co tak naprawdę chciałyśmy zobaczyć. A chciałyśmy odwiedzić stary, opuszczony fort de la Chartreuse – trochę dziwny, trochę straszny – coś w sam raz na sobotni spacer.
Villers-la-Ville, belgijskie Stonehenge
Belgijskie Stonehenge – kiedy tylko przeczytałam, że jest w Belgii miejsce, które bywa w ten sposób określane, nie miałam wątpliwości, że muszę tam pojechać. Osobiście porównałabym je raczej do rzymskiego Forum Romanum, ale ruina to ruina. Zapraszam do Villers-la-Ville, mieściny, w której nie ma nic poza pozostałościami po opactwie Cystersów. Ale uwierzcie mi, są to ruiny pierwszorzędne!
Belgia: Dinant jak z pocztówki
Napisałabym, że Dinant to małe belgijskie miasteczko słynące z pocztówkowego widoku. Ale nie jestem pewna, czy o mieście, o którym prawie nikt nie słyszał, można powiedzieć, że z czegoś słynie. Załóżmy jednak, że można, bo muszę przecież jakoś zareklamować tę sympatyczną mieścinę.
Holandia: Nijmegen, miasto pierwszego holenderskiego kontaktu
Nie samą Belgią żyje człowiek. W ostatnią sobotę postanowiłam skoczyć za miedzę i zobaczyć, jak się żyje Holendrom w Nijmegen. Pobieżne oględziny potwierdziły moje przypuszczenia: żyje im się całkiem sympatycznie, bo Nijmegen to po prostu fajne miasteczko. Choć jest najstarszym miastem Holandii, to mnóstwo w nim młodych ludzi, klimatycznych uliczek i przyjemnych knajpek. Można jechać.
Czytaj dalej „Holandia: Nijmegen, miasto pierwszego holenderskiego kontaktu”
Bruksela: co ja tu właściwie robię?
Jem gofry, jem frytki, jem nutellę i masło orzechowe… A! I jeszcze krem Speculoos, a to wszystko zagryzam belgijskimi czekoladkami… Tak w dużym, bardzo dużym uproszczeniu można opisać mój dotychczasowy pobyt w Belgii 🙂 Słodko, prawda? 🙂 No dobrze, trochę żartuję (ale tylko trochę), poza samą słodyczą, robię tu też całkiem sporo innych rzeczy. Jeśli jesteście ciekawi o co chodzi z tym całym wolontariatem, jak to działa i co o tym myślę, to czytajcie dalej.
Leuven: belgijska stolica piwa z wielkim robalem w tle
Leuven to takie miasteczko, o istnieniu którego dowiedziałam się dopiero wtedy, kiedy przyjechałam do Belgii. Szukałam jakiegoś miłego miejsca na jednodniowy wypad, niedaleko Brukseli. Przewodnik oczywiście zachęcał, reklamując Leuven jako „belgijską stolicę piwa z jednym z najbardziej ozdobnych ratuszy i najstarszym uniwersytetem”. Wszystko się zgadza, ale to, co tak naprawdę zapamiętam z Leuven, to wielki robal nabity na pal stojący na jednym z głównych placów miasta.
Czytaj dalej „Leuven: belgijska stolica piwa z wielkim robalem w tle”








