Miałam szczerą nadzieję, że nie będę już w tym roku oglądać śniegu, tymczasem Beskid Niski przygotował dla mnie wspaniałą niespodziankę – nie tylko śnieg, ale także przejmujące zimno, deszcz, mgłę i kilogramy błota. Prawdziwy pakiet all inclusive. Skoro jednak dotarłyśmy do Wysowej Zdroju, na ten piękny koniec świata, cóż było robić – zdobyłyśmy najwyższy polski szczyt Beskidu Niskiego, Lackową (997 m.n.p.m.). Tym samym zakończyłam beskidzki etap zdobywania Korony.
Kategoria: Góry
Tatry: Zielony Staw Kieżmarski, chcę być tym kotem

Pozostając w temacie mgły, proponuję krótką wizytę w słowackich Tatrach, a dokładnie nad zamglonym Zielonym Stawem Kieżmarskim. Miały być nieziemskie widoki, była klimatyczna mgła, a całe show i tak skradł kot, z niewielką pomocą psa.
Czytaj dalej „Tatry: Zielony Staw Kieżmarski, chcę być tym kotem”
Korona Gór Polski: mgły Mogielicy

Wszelkie prognozy pogody, które zapowiadały weekendowe opady deszczu, postanowiły zrobić nam uprzejmość i się ziścić. W związku z tym moje główne wspomnienie z Beskidu Wyspowego to mgła, potem więcej mgły i w efekcie bardzo dużo mgły. No i błoto, sama radość. Poza mną i koleżanką nikt nie miał ochoty na kąpiele błotne, tak więc przez dwa dni Beskid Wyspowy (a przynajmniej jego część) należał tylko do nas.
Tatry: z wizytą na Zawracie

Pora sięgnąć do górskich archiwów. Rok 2013, lipiec, Zakopane, godzina czwarta rano. Dzwonek budzika. Żart jakiś chyba? Ach, no tak. Przecież Zawrat czeka. No nic, trzeba ruszyć zwłoki i iść. Wszak pójdziesz bo iść musisz, bo cię los do marszu zmusił. No to idę, hej Zawracie, wpadnę dziś z wizytą! Tylko to trochę potrwa, bo droga do ciebie daleka.
W Tatry marsz: Szpiglasowy Wierch

Rok ma 365 dni, a urlopu nie chcą dać więcej niż 26. Ta dysproporcja jest powalająca i śmiało można określić ją mianem skandalu. Co by się jednak nie działo, jedno jest pewne: Tatry trzeba odwiedzić każdego roku, choćby nawet tylko na weekend. W 2015 r. udało mi się spędzić pod Tatrami cały tydzień. Tradycyjnie już umordowałam się jak zwierzę, i – także tradycyjnie – nieustająco jestem zachwycona naszymi wspaniałymi górami. Czytaj dalej „W Tatry marsz: Szpiglasowy Wierch”
Korona Gór Polski: porachunki z Radziejową i szczawnicka sielanka

W Szczawnicy byłam kilka razy, jednak dopiero w czerwcu 2015 r. przyszła pora na zdobywanie Radziejowej, czyli najwyższego szczytu Beskidu Sądeckiego. Ale – jak powiadają mędrcy – co się odwlecze, to nie uciecze. Przedłużony weekend w mojej umiłowanej Szczawnicy zaowocował jedenastym zdobytym szczytem zaliczanym do Korony Gór Polski. Nie ma co ukrywać, trochę się przy tym umordowałyśmy.
Czytaj dalej „Korona Gór Polski: porachunki z Radziejową i szczawnicka sielanka”
Gorce&Pieniny – zestaw idealny? cz.1

Za oknem dramat, śniegi i deszcze, trzeba więc ratować się wspomnieniami. Zielone wiosenne Gorce na przykład, brzmi nieźle? A w połączeniu z równie zielonymi Pieninami, jest już chyba całkiem dobrze. W maju 2014 r. w pogoni za Koroną Gór Polski ruszyłam wraz z siostrą na Turbacz i Wysoką. No i bezwzględnie trzeba tam będzie wrócić.
Korona Gór Polski: Ludojady na Lubomirze, mus mozołu ma się dobrze

Wpis dotyczy wyprawy z października 2014 r. Moja pamięć desperacko stara się być niezawodna, jak dotąd bez skutku. Jest całkiem prawdopodobne, że cała akcja przebiegała inaczej. Być może to wcale nie był Lubomir. Kto wie, czy w ogóle była jakaś wyprawa?
Tym razem mus mozołu zagnał mnie i moją siostrę w Beskid Wyspowy i kazał zdobywać Lubomir (choć uznawany jest on za najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego). Nie czas jednak na topograficzno-klasyfikacyjne spory, gdy góra czeka na zdobycie.
Czytaj dalej „Korona Gór Polski: Ludojady na Lubomirze, mus mozołu ma się dobrze”
