Korona Gór Polski: Ludojady na Lubomirze, mus mozołu ma się dobrze

_images_bc582otne-potwory1

Wpis dotyczy wyprawy z października 2014 r. Moja pamięć desperacko stara się być niezawodna, jak dotąd bez skutku. Jest całkiem prawdopodobne, że cała akcja przebiegała inaczej. Być może to wcale nie był Lubomir. Kto wie, czy w ogóle była jakaś wyprawa?


Tym razem mus mozołu zagnał mnie i moją siostrę w Beskid Wyspowy i kazał zdobywać Lubomir (choć uznawany jest on za najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego). Nie czas jednak na topograficzno-klasyfikacyjne spory, gdy góra czeka na zdobycie.

lubomir

 W sobotni poranek (a raczej ciemną noc), zerwałyśmy się chyżo, żwawo i radośnie (jak zawsze w ciemną noc), spakowałyśmy kanapki i ruszyłyśmy na pociąg do Krakowa. Pociąg do Krakowa dojechał do Krakowa, lekceważąc przy tym nikczemnie wszelkie rozkłady jazdy. Tym sposobem już w Krakowie miałyśmy opóźnienie, tak więc czym prędzej załadowałyśmy się do busa, który miał zawieźć nas do miejscowości Lubień. Wysiadłyśmy przy drodze, odnalazłyśmy szlak, przekroczyłyśmy Rubikon, a właściwie Rabę i rozpoczęłyśmy rozprawę z Lubomirem.

Los chciał, że przyszło nam piąć się w górę w deszczu i we mgle, w słocie i błocie. Czyli tak, jak lubimy najbardziej i jak wypada, zgodnie z zasadą musu mozołu. Nie może być lekko. Nie może być łatwo. A już nie daj Boże, żeby było przyjemnie. Nie po to tu jesteśmy.

 Wędrowałyśmy żółtym szlakiem nie mijając nikogo. Do czasu. Mniej więcej w połowie drogi napotkałyśmy zabudowania, strzeżone pilnie przez biegające luzem psy, które nie miały najmniejszej ochoty pozwolić nam przejść. Po długiej naradzie i omówieniu najdziwniejszych możliwych sposób ominięcia krwiożerczych ludojadów, podjęłyśmy wspólnie wypracowaną, absolutnie bezsensowną decyzję. Zboczyłyśmy ze szlaku i zaczęłyśmy wspinać się na sąsiednie zbocze porośnięte wysoką, mokrą trawą, tak aby przejść obok psów.

Jakież było nasze zdziwienie, gdy 5 minut później psy odnalazły nas w wysokiej trawie i w asyście ich wściekłego ujadania, pognałyśmy do stojących w dole zabudowań w poszukiwaniu pomocy 🙂 Właściciel zwierząt ujarzmił ludojady i mogłyśmy udać się w dalszą wędrówkę.

W okolicy szczytu spotkałyśmy pierwszych turystów. Ponieważ nasze opóźnienie było jeszcze większe z powodu nieoczekiwanego spotkania z psami, spędziłyśmy na szczycie Lubomira tylko chwilę. Obejrzałyśmy też Obserwatorium Astronomiczne, które mieści się na górze i można je zwiedzić, jednak my pognałyśmy w stronę schroniska na Kudłaczach.

Posilone ciepłą strawą rozpoczęłyśmy zejście do Myślenic. Trwałoby ono dużo dłużej, gdyby nie uczynny autochton, który zaproponował, że podrzuci nas do naszej noclegowni. Tym samym zaoszczędził nam godzinnego marszu asfaltem. Teraz pozostało nam jeszcze doprowadzić się do stanu względnej używalności (czyli zeskrobać z siebie jakieś 2,5 kg błota) i można było udać się na spoczynek.

W niedzielę miałyśmy okazję do krótkiego spaceru po Myślenicach, jednak już około południa ruszyłyśmy w drogę powrotną do Krakowa (ja wraz z nowo nabytym katarem).


mountains-378363_1280

PASMO: Beskid Makowski
SZCZYT: Lubomir
WYSOKOŚĆ: 912 m.n.p.m.
ATAK SZCZYTOWY: 04.10.2014 r.
BASE CAMP: brak
POCZĄTEK SZLAKU: Lubień

Był to mój 7 z 28 szczytów zaliczanych do Korony Gór Polski

Dodaj komentarz