Gorce&Pieniny – zestaw idealny? cz.1

gorce_zmn

Za oknem dramat, śniegi i deszcze, trzeba więc ratować się wspomnieniami. Zielone wiosenne Gorce na przykład, brzmi nieźle? A w połączeniu z równie zielonymi Pieninami, jest już chyba całkiem dobrze. W maju 2014 r. w pogoni za Koroną Gór Polski ruszyłam wraz z siostrą na Turbacz i Wysoką. No i bezwzględnie trzeba tam będzie wrócić.

Godzina szósta rano, Polski Bus do Krakowa, stamtąd do Rabki. Coś na ząb i w drogę, prowadzi nas czerwony szlak. Jakieś 6 godzin i powinnyśmy się zameldować w schronisku. Jeśli nie chcemy biegać w ciemności w poszukiwaniu Turbacza (a chyba nie chcemy), trzeba utrzymać dziarskie tempo. Prawa, lewa, cała naprzód! Ale jak tu iść, kiedy wokół takie widoki i co chwila trzeba się zatrzymywać, żeby oglądać, powzdychać, oddać się kontemplacji… No dobra, chodziło po prostu o złapanie oddechu. Bo jest pod górę, co za zaskoczenie, a nie jestem pewna, czy zabrałyśmy ze sobą kondycję.

Towarzyszy nam Królowa Beskidów, czyli Babia Góra, który majaczy sobie na horyzoncie. Nie towarzyszą nam natomiast ludzie. Wybrałyśmy się w Gorce parę dni po majówce i był to strzał w dziesiątkę, choć pewnie i w długi weekend majowy nie ma tu tłumów. Mijamy schronisko na Maciejowej, dwie krowy, psa. I dużo błota, a jakże.

Przy Schronisku na Starych Wierchach robimy krótką przerwę regeneracyjną i mkniemy dalej, bo słońce coraz niżej i cienie jakby dłuższe…

Czego nauczyły mnie góry? Jeśli mówią ci, że to już niedaleko, to nieprawda. Tabliczka z napisem „Turbacz” utwierdza nas przekonaniu, że to już, że Turbacz czeka na nas za winklem. Nie czekał, ani za tym, ani za następnym. Prawdę mówiąc, pogubiłyśmy się trochę tam pod samym szczytem, zaczęłyśmy nawet schodzić jakąś ścieżynką w dół, co jednak wzbudziło w nas pewną refleksję. Dlaczego szlak wiedzie w dół, skoro nie byłyśmy na szczycie? Może dlatego, że to nie szlak? Nie wiem do końca co tam zaszło, pamiętam tylko, że wracałyśmy po własnych śladach. No i gdzieś wróciłyśmy, bo w efekcie wylądowałyśmy na Turbaczu. Cześć, Turbi! Dobrze cię widzieć!

Jesteśmy już lekko umordowane, więc ochoczo przystępujemy do lokalizacji schroniska. Potem tylko zmywamy z siebie 2,5 kg. błota na człowieka i meldujemy się w przybytku. Przed snem pijemy jeszcze gorącą herbatę przed budynkiem, delektując się bajecznym widokiem Tatr znikających powoli w ciemnościach. Ale spokojnie – jutro też tam będą, nigdzie się przecież nie wybierają.

I proszę – są. Po prostu bajka. Idealna pogoda, wspaniała sceneria. Czy mogę tu zostać na zawsze?

Może innym razem. Wysoka przecież sama się nie zdobędzie. Nasz cel na dzisiejszy dzień to Kluszkowce, skąd na pewno złapiemy jakiś transport do Szczawnicy. Na pewno. Przepełnione niczym nie uzasadnionym optymizmem, ruszamy naprzód. Przed nami 28 km., ok. 9 godzin poniewierania się po górach. A na deser – podejście pod Lubań, chociaż o tym miałyśmy dowiedzieć się później… Mijamy bacówkę, wzgardzamy oscypkami. Wędrujemy czerwonym Szlakiem Papieskim, przecinamy przełęcz Knurowską, gdzie autobus PKS zatrzymuje się dokładnie raz dziennie. Niebo trochę nam się chmurzy, ale nic to. Gorczańska sielanka trwa.

Do czasu. Jesteśmy już delikatnie sponiewierane, jednak prawdziwa zabawa jest dopiero przed nami, a jej imię to Lubań.

Kto wymyślił podchodzenie w trakcie schodzenia? Na pewno zły człowiek. Wymordował mnie ten Lubań okrutnie, choć było to tylko ok. 150 m. podejścia. No nic, nie ma że boli. Jest góra, trzeba iść. Zwłaszcza, że pasztet się kończy, a innego zejścia nie ma. W końcu się udaje, w tempie zawstydzającym, ale jednak. Oglądamy jeszcze bazę namiotową na Lubaniu i zaczynamy powolne zejście dość stromym niebieskim szlakiem. Kierujemy się w stronę cywilizacji, musimy jakoś dostać się do Szczawnicy.

Jak się okazało, nie było to wcale takie proste. Ale o tym już w następnej, pienińskiej części historii.

mountains-378363_1280

PASMO: Gorce
SZCZYT: Turbacz
WYSOKOŚĆ: 1310 m.n.p.m.
ATAK SZCZYTOWY: 08.05.2014 r.
BASE CAMP: brak
POCZĄTEK SZLAKU: Rabka Zdrój

Był to mój 4 z 28 szczytów zaliczanych do Korony Gór Polski

Jedna myśl na temat “Gorce&Pieniny – zestaw idealny? cz.1

  1. Robiłem ostatnio trasę Rabka-Turbacz-Nowy Targ, tylko zimą. I o dziwo było całkiem sporo osób na trasie – w tym dużo osób na nartach biegowych.
    A jeśli chodzi o długi weekend majowy, to na Turbaczu spać się nie da, setki pijanych nastolatków psują wszystko.

Dodaj komentarz