Sycylia: ciao Etna, mozół wkracza na wulkany!

Zaczęło się od Etny. Miałam wpaść na chwilę na Sycylię tylko po to, żeby wleźć na wulkan. Potem zrobił się z tego dłuższy pobyt i objazd wyspy, ale Etna pozostała priorytetem. Towarzyszyła nam od początku do końca, choć wcale nie była dla nas łaskawa. O mozołach w wulkanicznych wyziewach, kondycji, która kończy się na 2700 m.n.p.m. i księżycowym krajobrazie Etny czytajcie poniżej.

Etna – pierwsze widzenie

Na Sycylię przypłynęłam promem z maltańskiej Valetty do Katanii. 8 – godzinny rejs wśród bezkresnego morza na początku wydawał się ekscytujący, szybko jednak zaczął mnie nużyć. No bo w którą stronę nie spojrzę – tam woda. Błękit nieba zlewa się z błękitem wody, lądu brak, w ogóle brak czegokolwiek poza wodą. Dlatego z radością powitałam majaczący na horyzoncie stożek, mój cel, majestatyczną Etnę!

1
Ciao Etna!

Etna to najwyższy (ok. 3340 m.n.p.m.) i najbardziej aktywny wulkan w Europie (choć niektórzy mówią, że wcale nie, bo zależy, co uznajemy za Europę) – czy potrzeba lepszej zachęty, żeby z mozołem spróbować wejść na szczyt? 😀 Obwód Etny wynosi prawie 140 km, więc to naprawdę kawał wulkanu. Na szczycie czekają na nas 4 kratery centralne, ponadto na zboczach rozsianych jest około 270 nieaktywnych, mniejszych kraterów. Szlaki (choć to może za dużo powiedziane) na Etnę od strony południowej rozpoczynają się przy schronisku Rifugio Sapienza (1910 m.n.p.m.) i tu także rozpoczyna się nasz mozół.

Schronisko Rifugio Sapienza (1910 m.n.p.m.). – górna stacja kolejki (2500 m.n.p.m.)

Sam dojazd z Katanii pod schronisko Rifugio Sapienza jest już ekscytujący. Wdrapujemy się (no dobrze, nasz niezawodny Fiat się wdrapuje – nie przypisujmy sobie zasług) po serpentynach poprowadzonych pośród skał i zaschniętej lawy. Przy schronisku zostawiamy auto na parkingu (6 euro) i nie tracąc czasu szukamy trasy w górę. Jest około 9.30 i mozół czas zacząć! I to z przytupem, bo pierwszy fragment podejścia jest wyjątkowo niesympatyczny. Jest dość stromo, a kamyki i żwir pod nogami wcale nie ułatwiają zadania – osuwają się i nie chcą współpracować. Otaczają nas czarno – białe krajobrazy (na początku maja na Etnie jest jeszcze sporo śniegu), życia wiele tu nie widać. Księżycowy mozół w niegościnnym terenie, o to właśnie chodziło! Podejście pod górną stację kolejki to ok. 600 metrów przewyższenia i powinno zająć ok. 1h50 min.

2
W drodze pod schronisko od strony południowej.
4
Czasy przejść – szlakowskaz pod schroniskiem. Do górnej stacji kolejki 1h50, my pokonaliśmy ten odcinek w 1h40 min.
3
Krater Silvestri i wagonik kolejki, którym można wjechać na wysokość 2500 m.n.p.m. (szczegóły na końcu wpisu).
5
Księżycowy, niezbyt gościnny krajobraz Etny.
6
Pierwszy etap mozołu – jeszcze są uśmiechy! 😀
7
Górna stacja kolejki na wysokości 2500 m.n.p.m.
górna stacja kolejki (2500 m.n.p.m.) – Torre del Filosofo (2929 m.n.p.m.)

Przy górnej stacji kolejki cierpiący na nadmiar euro mogą wsiąść w terenowe autobusy, które zawiozą ich na Torre del Filosofo, na wysokość ok. 2900 m.n.p.m. Dla nas to miejsce na krótki postój, trzy głębokie oddechy (no dobra, mamy zadyszkę – raczej trzydzieści trzy bardzo głębokie oddechy) i czas ruszać dalej, bo samo się przecież nie wejdzie.

Nie jest już tak bardzo stromo jak na początku, ale – niespodzianka – wciąż pod górę! Poza nami wędruje trochę osób, ale zdecydowana większość wybiera mniej mozolne rozwiązanie i podjeżdża autobusami. My tymczasem podziwiamy prawdziwie księżycowy krajobraz, wypatrujemy ścieżki, a także walczymy z deszczem, bo zgodnie z niepisaną zasadą Musu Mozołu, w górach i na wulkanach musi padać. Choć trochę.

8
Czasy przejścia: na Torre del Filosofo jeszcze 1h40 min. Nam zajęło to ok. 1h30 min.
9
Czasem trzeba się trochę zastanowić, dokąd właściwie zmierzamy 🙂 Ale generalnie nie ma większych problemów z odnalezieniem drogi.
10
Krajobraz jest czarno-biały.

Co jakiś czas mijamy tabliczki z informacją, na jakiej wysokości się znajdujemy. Trochę to motywuje, a trochę wcale nie. Bo jeśli jestem na wysokości 2700 m.n.p.m., a moja kondycja właśnie się skończyła, to coś jest nie tak. Lecz niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie doświadczył kryzysu w górach! 😀

Torre del Filosofo (2929 m.n.p.m.) – (nieudana) próba podejścia pod krater centralny

Około 13.00 dochodzimy na płaskowyż Torre del Filosofo – to miejsce, do którego można dojechać autobusem, a także najdalszy punkt dostępny dla indywidualnych turystów. Dojście pod kratery centralne powinno odbywać się pod opieką licencjonowanego przewodnika. Pamiętajmy, że Etna to aktywny wulkan, a łażenie po aktywnych wulkanach niesie ze sobą pewien ładunek ryzyka. Zawsze jednak znajdą się turyści, którzy będą próbować szczęścia – my także chcieliśmy dotrzeć pod kratery centralne Etny.

Pierwszy odcinek drogi nie napawa mnie optymizmem – nie bardzo widać, gdzie prowadzi szlak i czuję się mocno zdezorientowana. Dodatkowo idziemy po dość niebezpiecznym podłożu – zaschnięta lawa pod naszymi nogami jest ostra jak brzytwa i lepiej się tu nie potknąć. Częściowo idziemy też po śniegu, co stresuje mnie jeszcze bardziej. Pełno tu zagłębień i szczelin, dlatego staramy się iść wydeptaną w śniegu ścieżką, aby się gdzieś nie zapaść – skręcenie nogi na Etnie naprawdę nie jest nam potrzebne.

11
Torre del Filosofo – tu zatrzymują się autobusy.
12
I jak tu po tym iść?
13
W tle nieczynny krater, na który można wejść. My chcemy jednak do krateru centralnego!
14
Czyli o tam, wysoko!
15
Zmierzamy do celu. Śnieg ani trochę nie ułatwia mi zadania – stresuje mnie, bo nie wiem, co jest pod spodem.

Nie wiem, czy to ze względu na wysokość, przebytą już drogę czy wulkaniczne wyziewy, ale było mi na tej Etnie bardzo źle, zwłaszcza powyżej 2900 m.n.p.m. Dreptałam sobie w swoim mozolnym (oczywiście!) tempie i czułam, że sił jakoś brak. Powinnam być w sumie w swoim żywiole – umordowana, na wulkanie, na dodatek tam, gdzie właściwie nie bardzo można. Ale byłam zbyt zmęczona, aby celebrować piękne, mozolne okoliczności, w jakich się znalazłam. Oj, dała mi ta Etna w kość!

Okazało się jednak, że prawdziwy mozół jest dopiero przed nami. W trakcie podejścia na jeden ze „stożków”, kiedy czuliśmy, że jesteśmy już w sumie całkiem niedaleko i to może się udać, spotkaliśmy grupę Francuzów. Zrezygnowali oni z podejścia pod krater, bo twierdzili, że dalej nie da się oddychać z powodu toksycznych oparów. Wkrótce zrozumieliśmy o co chodzi. Wulkan potraktował nas chmurą swoich wyziewów. Nie mam pojęcia, co dokładnie dla nas przygotował, ale jestem pewna jednego – tym się nie da oddychać. Zasłanialiśmy sobie nos i usta, ale gazy i tak drażniły oczy i gardło. Staliśmy chwilę na ścieżce obserwując, czy nadciągają kolejne chmury oparów i niestety wulkan nie zamierzał się uspokoić.

Uduszenie się na Etnie nie brzmiało zachęcająco, dlatego zachowując resztki zdrowego rozsądku odpuściliśmy. Nie dotarliśmy pod krater, zawróciliśmy z wysokości ok. 3100 m.n.p.m. Co ciekawe, podczas odwrotu natychmiast odzyskałam wigor i wróciły mi siły. Z pewnością pomogło też maltańskie piwo, które przypłynęło razem ze mną promem z Valetty i które wypiliśmy wspólnie nieco niżej, podziwiając niegościnne kratery Etny. Ten moment wspominam najmilej – byliśmy tam sami, dookoła tylko zastygła lawa i dymiące kratery Etny. Cisza, spokój i kosmiczny krajobraz. Już nawet mogę jakoś przełknąć to, że nie wlazłam tam, gdzie chciałam. Trudno, po prostu tu wrócę!

16
Selfie na wulkanie. Może i nie mam siły, ale selfie być musi!
17
W tle Francuzi, którzy zawracają. My jeszcze się łudzimy, że uda się podejść pod krater.
18
Ta chmura oparów, choć wygląda całkiem ładnie, będzie próbowała nas udusić. Tak się nie będziemy bawić i zaczynamy schodzić.
19
Maltańskie piwo. Relaks z dala od drażniących oparów i od cywilizacji.

Zaczęliśmy schodzić około godz. 15.00, a między 17.30 a 18.00 byliśmy przy schronisku. Umordowani, cali w wulkanicznym pyle, z poczuciem dobrze wypełnionego mozołu, ale także z pewnym niedosytem. No bo jednak się nie udało, ale też udać się nie mogło, dopóki wulkan atakował nas szczypiącymi i gryzącymi gazami.

Mimo wszystko mozoły na Etnie wspominać będę dobrze. Takich krajobrazów nie widziałam chyba nigdy wcześniej (Wezuwiusz się nie umywa!). No i udało mi się przeżyć swoje pierwsze niewejście na górę – to też cenne doświadczenie.

20
Schodzimy!
21
Droga, którą jeżdżą autobusy.
22
Gdzie nie spojrzę, tam jakiś krater. Ale mi na dziś już wystarczy, kratery omijam szerokim łukiem!
23
Mus Mozołu tu był! Znaczę teren 🙂

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

mus mały Spod schroniska Rifugio Sapienza (1910 m.n.p.m.) można także wjechać kolejką linową – Funivia dell’Etna na wysokość 2500 m.np.m. Koszt ok. 30 euro (wjazd i zjazd). Strona kolejki – http://funiviaetna.com/en/

mus mały Możliwy jest także wjazd kolejką i dalszy przejazd samochodem terenowym do Torre del Filosofo (2929 m.n.p.m.). Koszt ok. 60 euro.

mus mały Jest wiele agencji organizujących wejście na Etnę, w jakiej tylko chcecie konfiguracji – podziwianie zachodu słońca na Etnie, podejście na krater centralny, z podwózką, bez podwózki – do wyboru, do koloru. Popatrzcie np. tu: http://www.etnaexperience.com/ albo tu: http://www.etnaexcursion.it/.

mus mały Wagoniki kolejki kursują do ok. 16-17. Jeśli macie w planach zjazd kolejką, to dobrze się na nią nie spóźnić 🙂

mus mały Dojazd do schroniska Rifugio Sapienza (1910 m.n.p.m.) jest możliwy także komunikacją publiczną (choć to może być trochę problematyczne). Na pewno jest jeden autobus z dworca autobusowego w Katanii o 8:15 – takie informacje powtarzały się na wielu blogach, które czytałam. Powrotny autobus jest o 16:30.

mus mały Cena za parking pod schroniskiem Rifugio Sapienza – 6 euro (cały dzień).

mus mały Indywidualni turyści mogą wejść na Etnę do wysokości 2929 m.n.p.m. (Torre del Filosofo), dalej powinien towarzyszyć nam licencjonowany przewodnik. My zdecydowaliśmy się spróbować bez przewodnika (nie byliśmy jedyni). Po drodze mijaliśmy grupę prowadzoną przez przewodnika, który upomniał nas, że nie powinno nas tu być. Czy da się wejść na Etnę bez przewodnika? Na pewno się da. Czy to bezpieczne? Nie wiem, pewnie nie do końca. Wybór należy do Was.

mus mały Etna to jednak góra, i to wielka góra. Pamiętajcie o odpowiednim stroju (porządne buty, kurtka!), wyposażeniu i zapasie jedzenia, zwłaszcza jeśli nie planujecie wjazdu kolejką ani autobusem.


OCENA W SKALI MOZOŁU: 7/10

mus małymus małymus małymus małymus małymus małymus małymus mały szarymus mały szarymus mały szary

Etna to wielki wulkan, a jak wielki wulkan, to i wielki mozół. Dojście ze schroniska na wysokość 2900 m.n.p.m. to już 1000 metrów przewyższenia, potem pod kratery centralne mamy dodatkowe ok. 400 metrów. Dorzućmy do tego niewspółpracujące podłoże (często sypiący się żwir albo ostre kamienie i zastygłą lawę), trochę śniegu i możliwe kłopoty z nawigacją (to nie Tatry, gdzie szlak jest dokładnie oznakowany) i okaże się, że nie jest to niedzielny spacer 🙂 Nie mówiąc już o możliwych atakach wulkanicznych wyziewów, co uznaję za cios poniżej pasa 😉 Uważam, że wejście na Etnę wymaga co najmniej przyzwoitej kondycji, odpowiedniego ubioru i jakiegoś doświadczenia w turystyce górskiej. Oczywiście, to nie Himalaje, ale Etna wymaga pokory. Drogi wulkanie, dałeś mi w kość, dlatego z radością przyznaję ci 7 punktów w skali mozołu i rekomenduję cię wszystkim miłośnikom mozolnych wyzwań!

A ja jeszcze tam wejdę, mówię Wam!

2425

6 myśli na temat “Sycylia: ciao Etna, mozół wkracza na wulkany!

  1. I tak daleko zawędrowaliście! Następnym razem uda się zrealizować cel w 100% 🙂 My po raz pierwszy na Sycylii byliśmy w styczniu – zastanawialiśmy się, czy nie wybrać się na Etnę, ale w związku z trudnymi warunkami (w końcu to zima…), niezbyt dobrą kondycją i ograniczonym czasem, tym razem odpuściliśmy. Ale po opisie i zdjęciach widzę, że warto będzie spróbować zdobyć ten wulkan przy okazji kolejnego pobytu na tej pięknej wyspie.

  2. Czytałam z zapartym tchem. Sama jestem świeżo po Etnie, ale musu mozołu nie było. Chciałam liznąć Etny, więc pojechałam na półdniową wycieczkę. Była mgła i siedem stopni. Ale nie żałuję. Byłam w tunelu lawowym. Kompletna ciemność. Za rękę trzymała mnie przypadkowa Amerykanka i powiem tyle MIAŁAM PIETRA bo nawet z latarką na kasku i w dłoni nie było wiele jaśniej. Pod stopami nierówna lawa, wąskie gardła i niski strop. Ale przeżyłam.
    Życzę wam jak i sobie powrotu na Etnę.

    1. Super, do takiego tunelu lawowego to i ja chętnie bym się wybrała. Nie wiedziałam nawet, że są takie wycieczki 🙂 Może następnym razem, bo cały czas liczę na to, że będzie następny raz na Etnie 🙂

Dodaj komentarz