Gandawa: średniowieczny Manhattan

gandawa_mala

Gandawa to pierwsze miasto, jakie odwiedziłam podczas mojej Wielkiej Belgijskiej Emigracji (poza Brukselą oczywiście, która przez najbliższe 10 miesięcy będzie moim domem). Było pięknie, smacznie, klimatycznie. Trochę średniowiecznie, trochę bajkowo, a także kompletnie niezrozumiale – język flamandzki to uroczy, melodyjny bełkot. Zapraszam, zachęcam, polecam!

Czytaj dalej „Gandawa: średniowieczny Manhattan”

Jeden dzień w Antwerpii

Antwerpia_małe

Skoro już zawitałyśmy do Belgii, szkoda byłoby ograniczać się jedynie do Brukseli. Wpadłyśmy zatem z wizytą do uroczej Antwerpii, która przywitała nas szaloną pogodą, wąskimi uliczkami i imprezą pod katedrą. To bardzo przyjemne miasto portowe, jedno z ważniejszych w Europie, jest też słynnym ośrodkiem szlifowania diamentów. Co prawda nie widziałyśmy nawet pół diamentu, ale miasto i tak należy zaliczyć do tych zdecydowanie wartych odwiedzenia.

Czytaj dalej „Jeden dzień w Antwerpii”

Bruksela: tropem sikających istot

_images_sikajcy_pies_duzy3

Każdy ma to, na co sobie zasłużył. Paryż ma wieżę Eiffla, Rzym ma Koloseum, Warszawa Pałac Kultury… A Bruksela ma sikające pomniki ze słynnym sikającym chłopcem na czele. Może nie każdy wie, że chłopiec ma siostrę, która też sika, a na brukselskich ulicach spotkać można też psa obsikującego pachołek. I to jeszcze jakoś potrafię zrozumieć, ale uliczne pisuary, z których ochoczo korzystają przechodnie płci męskiej, to chyba moje największe brukselskie zaskoczenie… i zniesmaczenie.

Czytaj dalej „Bruksela: tropem sikających istot”

Belgia: nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

makaroniki_male

Zawsze powtarzam, że ze wszystkich nałogów, jakie istnieją na świecie, mogłabym wybrać jedynie hazard. Reszta jest mało pociągająca. Po wizycie w Brukseli i Antwerpii muszę jednak stwierdzić, że jedzenie słodyczy również jest całkiem interesującym nałogiem. Może i dobrze, że spędziłyśmy tam tylko 3 dni.

Czytaj dalej „Belgia: nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu”