Macedonia: tam, gdzie nic nie ma. Resen, Oteševo i Stenje

Gdzie macedoński diabeł mówi dobranoc? Jak wygląda Europa w ruinie? Czy postapokaliptyczne plaże naprawdę istnieją? Bardzo nurtowały nas te pytania, dlatego udałyśmy się na dworzec autobusowy w Ochrydzie i poprosiłyśmy o bilet do jakiejkolwiek miejscowości w okolicy jeziora Prespa. W ten sposób dotarłyśmy do opustoszałego Resen, równie opustoszałego Oteševa i (niespodzianka!) wyjątkowo opustoszałego Stenje. Wniosek? Opustoszałe miejsca są fajne.

Resen – miasto duchów

Piękna, turystyczna Ochryda z jej uroczą promenadą, starym miastem i wąskimi uliczkami bardzo nas urzekła, ale nam się chciało mozołu. Kupmy bilet gdziekolwiek i zobaczymy co się stanie! – ten pomysł jest trafiony w 99% przypadków i tak też było tym razem. Pani w kasie dopytywała co prawda kilkukrotnie, czy aby na pewno chcemy jechać gdziekolwiek, a my twardo obstawałyśmy przy swoim. Chwilę później siedziałyśmy już w busiku do Resen, miasta słynącego podobno z garncarstwa i ceramiki. Podobno.

2. Resen
Resen. Dookoła pustki.
1. resen
Przepraszam? Czy ktoś tu mieszka?

Wysiadłyśmy z busika i zapytałyśmy na dworcu, dokąd możemy jechać dalej. Okazało się, że w niedzielę nie pojedziemy nigdzie. Są co prawda jakieś prywatne busiki, ale dopiero za kilka godzin. Udałyśmy się więc na rekonesans i rozpoczęłyśmy spacer po tym mieście duchów. Przechadzałyśmy się pustymi uliczkami, aż dotarłyśmy do miejscowej knajpy, gdzie zaczepiło nas dwóch względnie miłych Macedończyków. Postanowiłyśmy wykorzystać ich jako informację turystyczną – skoro już udało nam się spotkać jakieś żywe istoty, trzeba z nich wycisnąć ile się da! Panowie byli niestety zainteresowani głównie ustaleniem, ile mamy lat i czy mamy mężów, nasza rozmowa nie trwała więc długo. Najważniejsza informacja, jaką wyciągnęłyśmy od względnie miłych panów, to to, że „w Resen nic nie ma”, w Oteševie i Stenje też „nic nie ma”, zresztą nigdzie nic nie ma. Otworzyłam przewodnik i pytałam po kolei o miasteczka w okolicy, odpowiedź była zawsze taka sama. Nie warto jechać. No powiedzcie, czy coś mogło mnie bardziej zachęcić do ruszenia w drogę? 🙂

W centrum miasta w Resen (to bardzo szumne określenie) napotkałyśmy dziwaczny pomnik, ale udało nam się też odnaleźć postój taksówek. Dopadłyśmy tam przemiłego, starszego pana, który po twardych negocjacjach zgodził się obwieźć nas po okolicy za przyzwoitą cenę. Chciałyśmy jechać do Oteševa i Stenje, nawet jeśli panowie z baru twierdzili, że „nic tam nie ma”. To nie mogła być prawda, wszędzie coś jest, prawda? 🙂

W Resen jest na przykład opuszczony dworzec autobusowy. O tym nie pisali w przewodniku! A poza tym… Ok, poza tym rzeczywiście nic tam nie ma 🙂

3. Resen
Dziwny pomnik w Resen

Oteševo i opuszczony hotel „Europa”

Oteševo to podobno największe centrum turystyczne nad jeziorem Prespa. Może i tak, ale kiedy słyszysz frazę „centrum turystyczne”, spodziewasz się jakiejś przyjemnej plaży, sympatycznego deptaku, uroczej knajpki… Nic z tych rzeczy. Nasz miły kierowca zatrzymał samochód w jakichś krzakach i orzekł, że to tu. Wysiadłyśmy, rozejrzałyśmy się po okolicy, popatrzyłyśmy po sobie i wtedy przypomniałam sobie, że w przewodniku pisali coś o opuszczonym hotelu Europa, który kiedyś stanowił centrum tego kurortu.

Kazałyśmy więc wieźć się do hotelu Europa. Pan Macedończyk zaczął protestować, a robił to w niezwykle uroczy sposób: wymachiwał rękami i powtarzał, że hotel kaput! hotel kaput! Tego właśnie oczekiwałyśmy. Mieszanką polskiego i macedońskiego ustaliliśmy, że do hotelu da się wejść. Z opowieści kierowcy udało nam się wychwycić także to, że hotel został spalony w ramach mafijnych porachunków. Czy takie miejsce potrzebuje jeszcze jakiejś reklamy?

8. Otesevo
Wejście do hotelu. Kierowca czeka w samochodzie, a my biegniemy zanurzyć się w ruinie 🙂
9. Otesevo
Klatka schodowa. Myślę, że to był kiedyś naprawdę wypasiony hotel.
10. Otesevo
Pytanie z serii tych poważniejszych
11. Otesevo
Opuszczona kręgielnia! Nie próbowałyśmy grać, nie było kul.
12. Otesevo
Co się stało ze wszystkimi drzwiami w hotelu? I gdzie jest ściana?
13. Otesevo
Pozostałości po barze
14. Otesevo
W takich miejscach zawsze czekam na chwilę, kiedy w końcu coś spadnie mi na głowę…
15. Otesevo
To, jeśli dobrze pamiętam, była kiedyś kuchnia.
16. Otesevo
A tu wyjście z jadalni na taras.

Stenje

Nasz kierowca przekonywał nas, że Stenje to piękny kurort i jeździ tam dużo turystów. Jedźmy więc i my! Rzeczywiście zrobiło się nieco bardziej turystycznie, ale mimo wszystko było raczej postapokaliptycznie. Na pewno była to częściowo wina pogody – akurat tego dnia zrobiło się nieoczekiwanie dość zimno, a słońce schowało się za chmurami. Któż zapuszcza się w te rejony, skoro i tak woda jest za zimna, aby się pomoczyć?

Stąd już tylko rzut beretem do Albanii, a i do granicy z Grecją blisko. Zawsze z ciekawością pytałam napotkanych Macedończyków o to, co myślą o sąsiadach. Czy Albańczycy są w porządku? A Grecy to dobrzy sąsiedzi? Okazuje się, że nie ma prostych odpowiedzi 🙂 Nawet jeśli spytamy dwie osoby z tej samej miejscowości, czy Grecy są OK, możemy dostać dwie zupełnie sprzeczne odpowiedzi 🙂 Nasz kierowca z jakiegoś powodu wolał Greków od Albańczyków.

17. Stenje
Pusta plaża. Gdyby nie było tak zimno i wietrznie, z chęcią bym tu posiedziała.
18. Stenje
Jezioro Prespa jest zdecydowanie mniej oblegane przez turystów niż jezioro Ochrydzkie. A przecież też daje radę! 🙂

Myślę, że gdybyśmy powłóczyły się tu nieco dłużej, mogłybyśmy odkryć jakieś ciekawe zakątki. Ograniczyłyśmy się jednak do półgodzinnej przechadzki nad brzegiem jeziora, bo wiatr traktował nas bezlitośnie, a my nie byłyśmy przygotowane na takie ochłodzenie. Dodatkowo zbierało się na deszcz, który w końcu spadł nam na głowy. Mam nieodparte wrażenie, że mimo wszystko nie odkryłyśmy do końca potencjału Stenje. Trochę nie było jednak czasu na eksplorację, bo nasz kierowca czekał na nas niecierpliwie. Krótka chwila na przegląd ruiny i pora wracać do domu, to znaczy do miasta duchów – Resen.

19. Stenje
Ochryda to to nie jest.
20. Stenje
Szybki spacer po Stenje i kolekcja ruin się powiększa.

Ta nieco mało standardowa trasa zwiedzania utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie ma miejsc, w których nic nie ma. Choćby to miała być marna ruina, to ja chcę ją zobaczyć. Cieszę się, że mogłam spędzić czas nad spokojnym jeziorem Prespa, z dala od gwarnego tłumu Ochrydy. Miło wspominam konwersacje z naszym kierowcą, który chyba nie do końca rozumiał nasz entuzjazm, zwłaszcza, kiedy chciałyśmy zobaczyć kaput hotel Europa. „Opustoszałość” (jest takie słowo?!) miejsc, które odwiedzałyśmy wynikała zapewne w dużej mierze z faktu, że była niedziela i pogoda właśnie nieco się psuła. Macedonia i w takiej odsłonie jednak bardzo przypadła mi do gustu. Ach, i jeszcze jedna rzecz. W Resen, mieście duchów, po wejściu do knajpy spotkałyśmy taki znak:

broń

Do tej pory nie jestem pewna, czy to był żart, czy oni tak na serio?

6 myśli na temat “Macedonia: tam, gdzie nic nie ma. Resen, Oteševo i Stenje

    1. Czasem lubię pojechać w nieznane 🙂 Choć mimo wszystko zazwyczaj przygotowuję się do swoich mozołów, przynajmniej z grubsza.

  1. Tak sobie myślę, że jakby ktoś mi próbował wmówić, że nie warto gdzieś jechać, to chyba bym tam nie pojechała:D Ale podziwiam za upór! Miejsca ciekawe, szczególnie ten opuszczony hotel mnie zainteresował! I naprawdę macie szczęście, że nic nie spadło Wam na głowę!:)

  2. Nigdy nie wiadomo – czasem naprawdę nie warto jechać, ale skąd mam wiedzieć, że to akurat ten przypadek? 😉 Więc trzeba pojechać i sprawdzić.

  3. Pięknie 🙂 Nie wiem, czy zmierzyłby się z taką przygodą, ale poczytać takie opowieści lubię. Sądzę, że w tym jest esencja podróżowania, że nie ma miejsc, w których nic nie ma

Dodaj komentarz