Kazachstan: niepraktycznie, chaotycznie, subiektywnie. Zbiór przypadkowych myśli.

Zapraszam na pierwszy z serii „kazachskich wpisów”. Dlaczego Kazachstan? Jak to jest zyskać i stracić status gwiazdy? Czy mąż może zostać w Polszy, podczas gdy żona przemierza kazachskie stepy? Ile miseczek czaju z mlekiem można wypić w czasie jednego śniadania? Zapraszam do lektury zbioru luźnych myśli, jakie wpadały mi do głowy w trakcie i po zakończeniu kazachskich mozołów.

1. Robienie rzeczy, o których kiedyś się myślało, że się ich nigdy nie zrobi, to najfajniejsza rzecz pod (kazachskim) słońcem.

Wiecie, dlaczego pojechałam do Kazachstanu? Bo kiedyś myślałam, że nigdy tam nie pojadę. No bo to w ogóle jakaś abstrakcja – półdziki kraj gdzieś na końcu cywilizowanego świata, który kojarzył mi się głównie ze stalinowskimi zsyłkami i – śmiejcie się na głos – z panią Stasią z „Klanu”, która chętnie parzyła czaj i lepiła pielmieni.

Szukałam jakiegoś względnie taniego kraju na miesięczny wyjazd, odpaliłam więc mapę google, zaczęłam wodzić kursorem po świecie, aż mój wzrok zatrzymał się na Kazachstanie. Hmm, a może by tak… – wtedy jeszcze nie wiedziałam, że decyzja o wyjeździe właśnie zaczynała się podejmować. Wpisałam w googla frazę „Kazachstan atrakcje turystyczne” i zobaczyłam Kanion Szaryński. Ok, ja tam chcę. Potem jeszcze, aby dopełnić formalności, sprawdziłam, czy da się tam jakoś dolecieć. Bezpośrednie połączenie LOTem z Warszawy do Astany. Dziękuję, pozamiatane. Już wiedziałam, że lecę do Kazachstanu. Był październik 2017 roku.

1
W Kanionie Szaryńskim. Tak sobie wymarzyłam i tak mam!
2. Nie ma, że nie ma z kim jechać. No a jeśli naprawdę nie ma, to jedź sam/a.

Byłam pewna, że gdzieś na świecie (no dobra, raczej w Polsce) musi być ktoś, kto marzy o tym, żeby rzucić wszystko i jechać ze mną na miesiąc do Kazachstanu. Jedyne, co musiałam zrobić, to znaleźć tę osobę. Udało się i to z nawiązką! Napisały do mnie trzy dziewczyny (trzy konkretne dziewczyny, a poza tym kilkanaście niezdecydowanych osób), z którymi stworzyłyśmy całkiem zgrabny team, w sam raz na podbój Kazachstanów.

Zgadzam się – wyjazd z nieznajomymi to zawsze pewne ryzyko. Ja na szczęście mam dość dobre doświadczenia z tego typu wyjazdów – nie po raz pierwszy poznaję członków ekipy na lotnisku 🙂 Rozumiem doskonale, że są osoby, dla których takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. Uważam jednak, że najlepsze wyjazdy to te, które dochodzą do skutku, a nie pozostają w sferze marzeń. Więc jeśli naprawdę nie masz z kim jechać, to jedź sam/a, a reszta świata niech żałuje!

3. Kazachstan to piękny kraj. Jedźcie tam, zanim ludzie się zorientują!

Gdyby Wielkie Jezioro Ałmackie leżało w Polsce, skończyłoby jak Morskie Oko – rozdeptane przez turystów. Gdyby Śpiewająca Wydma z parku narodowego Altyn Emel przeniosła się gdzieś nad polskie wybrzeże, nie pośpiewałaby biedna zbyt długo. Raczej żałośnie pozawodziła i zakończyła marnie swój żywot, zadręczona przez głośny tłum. Jeziora Kolsai i Kaindy byłyby głównymi atrakcjami każdego europejskiego kraju, odwiedzanymi tłumnie przez turystów. W górach Aktau organizowano by wycieczki w klimacie dzikiego zachodu, a w kanionie Szaryńskim tworzyłyby się korki jak pod Giewontem. Górskie szlaki gór Ałatau Zailijski zostałyby rozdeptane i zaśmiecone, do Tarazu, Szymkentu i Turkiestanu ściągałyby krzykliwe wycieczki z całego świata, a nad jeziorem Tuzkol wprowadzono by dzienne limity wejść.

Brrr, brzmi strasznie, prawda? Na szczęście to tylko brzydka wizja z koszmarnego snu, który – miejmy nadzieję – nigdy się nie spełni. Dziś Kazachstan jest cichy, spokojny i nieturystyczny. Piszę to ja, która silną alergią reaguje na duże skupiska ludności i podniesione głosy (choć zazwyczaj określam je jako darcie mordy). Chcecie cieszyć się piękną przyrodą z dala od tłumów? Kazachstan na Was czeka!

2
Wieczór w kanionie Szaryńskim
3
Jezioro Kolsai nr 1
4
Jezioro Kaindy
5
Trekking w górach Ałatau Zailijski – uciekamy przed burzą
6
W drodze na Big Ałmaty Peak
7
Góry Aktau
8
W drodze na przełęcz Turystów w górach Ałatau Zailijski
4. Kazachstan jest normalny, serio. Nie trzeba się bać.

Znajdziecie tu i duże miasta z bankomatami (serio!) i metrem, jak i zapadłe wsie bez zasięgu i z wychodkami zamiast toalet. W Astanie, Ałmatach czy Szymkencie poczujecie się jak w europejskich miastach, a we wsi Saty czy Tekes – jak na zapadłej (no dobrze, bardzo zapadłej) polskiej wiosce. To nie dzicz z niedźwiedziami na drogach, to zwykły kraj z komunikacją publiczną, internetem i drogami, choć nie zawsze asfaltowymi. No dobrze, może przyjdzie Wam podróżować samochodami nie pierwszej nowości z rozbitą przednią szybą i spać w guesthousach bez pięciu gwiazdek, ale to tylko dodaje Kazachstanowi kolorytu. Jeden wieczór w ruskiej bani i zapomnicie o wszelkich niedogodnościach!

9
Bywa, że łazienka wygląda tak. Może nie ma prysznica, ale jest wifi!
10
Wychodek
11
Wieś Saty
12
Astana – bardziej nowocześnie już się nie da
5. Będziesz gwiazdą. Przygotuj się.

Turysty? Ad kuda wy? Z Ameriki? Z Polszy? Kuda wy jediecie? Na te pytania odpowiadałyśmy jakieś setki razy. Przygotuj się, że ludzie będą cię zagadywać. Zaczepiać, wypytywać, uśmiechać się nieśmiało. Nawet jeśli nie znasz rosyjskiego, i tak nie uchroni cię to przed obowiązkowym przesłuchaniem. Zwłaszcza, jeśli jesteś dziewczyną podróżującą bez męskiego towarzystwa.

Ile razy zadano mi pytanie o to, gdzie jest mąż – nie jestem w stanie zliczyć. Odpowiedź, że męża nie ma jest ryzykowna, bo natychmiast próbują ci go znaleźć. Odpowiedź, że mąż w Polszy zarabia dziengi nie wystarcza, no bo kto to widział, żeby mąż puścił żonę w samotną podróż (porwą was tu! – tak nam powiedziała jedna pani). Przekonywałyśmy, że w Polszy to możliwe, ale nie znajdowałyśmy zrozumienia. A to przecież nie koniec przesłuchania, bo za chwilę zaczynały się pytania o dzieci, których najwyraźniej powinnam mieć już tak z pół tuzina. Jeśli dorzucicie do tego fakt, że jedna z nas nie jadła mięsa, otrzymacie przedziwne zjawisko – białe, niezamężne i bezdzietne wegetariańce z Polszy. Kazachstan nie był na nas gotowy!

Kazachowie nie są chyba jeszcze znudzeni turystami. Co więcej – wydaje mi się, że niektórym z nich nie mieści się w głowie, że ktoś z własnej woli mógł przyjechać do ich kraju. Odpowiadałyśmy już na pytania o to, czy ktoś nam płaci za to, że tu jesteśmy. Wielokrotnie tłumaczyłyśmy zdziwionym Kazachom, „dlaczego Kazachstan” i „co my w ogóle tu robimy”.

Gdy wróciłam do Warszawy i przeszłam się ulicą, zrozumiałam, że bezpowrotnie straciłam status gwiazdy. Warszawski tłum kompletnie mnie ignorował. Nikt nie zagadywał, nie pozdrawiał ani nie patrzył pytającym wzrokiem. Zero zainteresowania, interakcji, żadnych pytań i serdecznych uśmiechów. Znów stałam się niewidzialna. To w sumie dobrze, bo te kazachskie przesłuchania były miłe i zabawne – przez pierwsze dwa tygodnie. Potem człowiek chciałby mniej pytań, a więcej świętego spokoju.

13
Z naszym kierowcą nad jeziorem Kolsai
15
Selfie z panią sprzedawczynią na Zielonym Bazarze w Ałmatach
14
Nie mam zielonego pojęcia, co próbowałam wytłumaczyć temu Kazachowi. Ale jak się nie zna języka, to się macha rękoma.
16
Panie babuszki poprosiły nas o wspólne zdjęcie. Panie były statystkami w filmie kręconym w Turkiestanie.
6. Kazachowie są superfajni!

Mili, życzliwi, pomocni. Taki pan konduktor w nocnym pociągu, nazwany przez nas Siergiejem, bo jego prawdziwego imienia nie byłyśmy w stanie wymówić. Nie dość, że przyniósł nam kapcie, to jeszcze poprosił ludzi, żeby się przesiedli, żebyśmy mogły być razem w 4-osobowym przedziale i nikt nie miał z tym problemu. Kierowca autobusu zawiózł nas na dworzec, choć jego linia wcale tam nie jeździła i nie chciał żadnej zapłaty. Każdy nocleg w guesthousie to oddzielna przygoda – suto zastawiony stół, ruska bania gotowa, by zrelaksować się po mozołach (osobiście nie jestem fanką tego wynalazku) i niewymuszona, szczera uprzejmość. Choć za te noclegi oczywiście płaciłyśmy, nie czułyśmy się jak klient, który płaci za usługę. Raczej jak długo oczekiwany gość, którego trzeba przyjąć najlepiej jak się da.

W jednym z domów, gdzieś pod chińską granicą, gospodarze zapytali się nas, czy mogłybyśmy zostać na chwilę  z dziećmi, gdyż oni wychodzą do sąsiadów. Zgodziłyśmy się oczywiście i tym sposobem zostałyśmy same z czteroletnim chłopcem i siedmioletnią dziewczynką mówiącymi tylko po kazachsku. Rodzice wrócili około 22:00. Ilu z was zostawiłoby dzieci pod opieką dwóch przybyszek z dalekiego kraju, które na dodatek nie znają języka? Dzieci przetrwały, my – co bardziej zaskakujące – również.

W Kazachstanie czułam się bardzo bezpiecznie. Przez 4 tygodnie pobytu nie miałam nawet jednej sytuacji, w której czułabym się zagrożona lub czułabym, że coś jest nie tak.

17
Zapewniamy dzieciom atrakcje, na przykład rejs łódką z papieru po kałuży.
7. Wielka wyżerka, czyli kuszajcie na zdarowie!

Bezstronny obserwator mógłby ocenić, że pojechałam do Kazachstanu po to, żeby się najeść. Ale nie ma w tym mojej winy – w tym kraju nie da się być głodnym. Jeśli trafisz pod kazachskie strzechy, na stole od razu wylądują nieprzyzwoite ilości jedzenia, i to dobrego jedzenia. Pierożki, lepioszki, makarony, a nade wszystko – mięso! Kuszajcie na zdarowie! Nie zapomnijcie spróbować sera i masła domowej produkcji, zakąsić konfiturą, a na koniec zapchać się kazachskimi słodokościami. I czaj! Czaj z mlekiem pity z miseczki. Bądźcie jednak ostrożni i pijcie powoli – żadna gospodyni nie pozwoli Wam poprzestać na jednej miseczce! Będziecie płakać i pić, no bo jak tu odmówić?

Jedzenie w knajpach także nie zawodziło. Chyba przez całe życie nie zjadłam tyle baraniny, co w Kazachstanie. Każda niewinna wizyta na bazarze kończyła się w ten sam sposób – o, weźmy to, taki ładny placuszek, ciekawe co jest w środku! Poza kumysem, czyli sfermentowanym mlekiem klaczy, który w Kazachstanie pity jest z wielką radością, choć jest wybitnie obrzydliwy, nie udało mi się zjeść niczego niedobrego. A w moim przypadku to naprawdę duży wyczyn.


To pierwszy wpis z „kazachskiego” cyklu. Z czasem pojawią się wpisy dotyczące poszczególnych odwiedzonych przeze mnie miejsc, a także wpisy bardziej praktyczne – jak zorganizować wyjazd do Kazachstanu, jak poruszać się po kraju, w ogóle – jak żyć? 🙂 Zapraszam do śledzenia!

5 myśli na temat “Kazachstan: niepraktycznie, chaotycznie, subiektywnie. Zbiór przypadkowych myśli.

  1. Ja za miesiąc lecę do Kazchstanu i już nie mogę się doczekać!!!! 🙂 Czekam zatem na więcej Twoich wpisów z tego cyklu 🙂 Będę również wdzięczna za wszelkie porady i wskazówki 🙂 Pozdrawiam

    1. Będzie więcej wpisów, ale trzeba na nie chwilę poczekać 😉 Teraz ruszam na Główny Szlak Beskidzki, a to mi zajmie pewnie minimum 3 tygodnie. Jeśli masz jakieś pytania dot. Kazachstanu, coś cię szczególnie interesuje, to pisz śmiało na prv. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz